DSC04371Polcon. Serce Fandomu. W tym roku, w połączeniu z Eurokonferencją, trwał od 18 do 22 sierpnia i oferował (potencjalnie) 5 fantastycznych dni spędzonych we Wrocławiu w Kompleksie Hali Stulecia i przyległym Centrum Kongresowym.

Zdecydowanie była to fantastyczna impreza, co w pierwszej kolejności jest zasługą niesamowitej ekipy, z którą spędziłem większość czasu. To chyba mój pierwszy taki konwent, na którym dosłownie wszędzie gdzie bym nie poszedł, trafiałem na bliższych lub dalszych znajomych.

I właśnie o to mi chodzi. Prelekcje, stoiska, goście, gry i zabawy – to wszystko jest miłym dodatkiem, ale clou imprezy jest możliwość spotkania się i pogadania na tematy wszelakie (z oczywistą przewagą okołoliterackich), naładowania akumulatorów pozytywną energią i zebrania inspiracji. Dlatego też, pomimo licznych błędów i wpadek organizatorów, bawiłem się znakomicie.

To tyle ogółów, po konkrety zapraszam poniżej.

Read the rest of this entry »

DSC02210Mam problem z oceną tegorocznego Pyrkonu. Była na niego cała masa narzekań. Rzecz jednak w tym, aby odrzucić wymysły (jak patronat Wyborczej i cały lament na fejsie w związku z tym) i skupić się na konkretach. Ale i z nimi nie jest tak prosto. Bo z jednej strony ma się słuszność, narzekając na program, w którym podane są tylko wymyślne tytuły prelekcji, bez opisów czy choćby autorów, jednak łatwo też zrozumieć decyzję orgów o niedrukowaniu rozszerzonej wersji w formie książkowej – w ostatnich latach widać było, ile tego się później wszędzie wala.

Read the rest of this entry »

Howard Phillips Lovecraft uchodzi za klasyka horroru. Spod jego pióra wyszła mitologia Cthulhu, której tytułowy przedstawiciel na dobre zakorzenił się w popkulturze. Jak jednak prezentuje się twórczość „Samotnika z Providence” w oderwaniu od żyjących własnym życiem Wielkich Przedwiecznych? Pomóc w odpowiedzi może zbiór szesnastu opowiadań zatytułowany „Opowieści o makabrze i koszmarze”. Wydawca określa je jako najbardziej przerażające w historii gatunku. Czy są to czcze przechwałki? Przekonamy się.

Read the rest of this entry »

Daniel Abraham to pisarz bardzo płodny, o czym można się przekonać, sprawdzając jego bio w Wikipedii. W Polsce jest jednak mało znany. Kilka lat temu wydawnictwo MAG wydało jego „Cień w środku lata” – pierwszy tom czteroczęściowego cyklu „The Long Price Quartet”. Tu i ówdzie „mignęło” pojedyncze opowiadanie. W końcu była też powieść „Wyprawa łowcy”, którą Abraham skończył jako trzeci w kolejności po Gardnerze Dozois i George’u R. R. Martinie. Ostatnio na półkach w księgarniach można znaleźć komiksową adaptację „Gry o tron”, do której dialogi pisał właśnie Abraham. Sam nazywam go pieszczochem G.R.R. Martina, ale jest to komplement. Bo Daniel Abraham w swojej twórczości dostępnej na polskim rynku pokazał, że posiada potencjał do pisania nie wiernie naśladującego styl Martina, ale kreatywnego i inteligentnego. Niemniej jednak, jestem w mniejszości. Bo o ile o „Wyprawie łowcy” trudno napisać coś pozytywnego (ot, taka sobie powieść), to o „Cieniu w środku lata” czy opowiadaniach wyrażam się zawsze w ostrożnych superlatywach. Ostrożnych – ponieważ owa znana mi próbka twórczości Abrahama bardzo dobrze rokowała na przyszłość.  Tymi samymi słowy można by zresztą streścić sens poniższej recenzji. Read the rest of this entry »

Po przeczytaniu czterech powieści tego pisarza mogę napisać jedno: w każdej kolejnej jest coraz lepszy. A piszę to po lekturze dwóch tomów trylogii „Pierwsze prawo” oraz „Zemsta najlepiej smakuje na zimno” i właśnie po „Bohaterach”. Powieść ta za każdym razem, kiedy brałem ją do ręki, z miejsca przykuwała mnie do lektury.

Fabuła rozgrywa się w tym samym świecie, w którym dzieje się akcja poprzednich książek. Jednak, tak samo jak przy „Zemście”, najnowsze dzieło pisarza można czytać spokojnie, nie znając poprzednich. Można wprawdzie stracić kilka smaczków, ale naprawdę są to szczegóły mało istotne. O wydarzeniach wcześniejszych wspomina się od czasu do czasu, ale tak, aby nie psuć czytelnikowi lektury zarówno „Bohaterów”, jak i poprzednich dokonań Abercrombiego. A wzmiankowane smaczki związane są choćby z postaciami z poprzednich książek. Wspomina się o Monzy z „Zemsty…”, pojawia się w drugoplanowej roli Caul Dreszcz czy Bayaz. Ale nie ma obaw, że coś czytelnikowi przez to umknie. Nawet fakt, iż imię Krwawego-dziewięć budzi strach i panikę wśród Północnych (pomieszane z nabożną czcią), spokojnie daje się uzasadnić na podstawie wydarzeń opowiedzianych w „Bohaterach”. A piszę to po to, żeby przekonać, iż nie warto czekać na poznanie zakończenia trzeciego tomu „Pierwszego prawa” (który może kiedyś się ukaże na polskim rynku), aby przystąpić do lektury dostępnych książek Abercrombiego. Read the rest of this entry »

Gdybym miał na nowo ułożyć ranking moich ulubionych powieści Alastaira Reynoldsa, to z pewnością dziś na jego szczycie postawiłbym „House Of Suns”, o którym, chociaż w Polsce nie został jeszcze wydany, miałem czelność skrobnąć kilka słów na naszym blogu. Jednak po lekturze „Blue Remembered Earth” otwierającego trylogię „Poseidon’s Children”, ostrożnie obstawiam, że może się ona stać w moim prywatnym rankingu numerem jeden, jeśli chodzi o twórczość Reynoldsa.

Akcja powieści osadzona jest w XXII stuleciu, na Ziemi, na Księżycu, na Marsie i w Pasie Kuipera. Bohaterowie to rodzeństwo, Geoffrey i Sunday. Żyją oni na uboczu swojej potężnej i wpływowej rodziny Akinya, która prowadzi interesy na miarę zaludnionego już częściowo przez ludzi Układu Słonecznego. Jej głową pozostaje Eunice Akinya, nestorka i twórczyni potęgi rodziny. Kobieta nieszablonowa, żądna przygód, niespokojna dusza, przez całe swoje bogate życie (które poznajemy, czy rekonstruujemy tylko na podstawie wspomnień jej potomków) dążąca wciąż do przodu. Poza Ziemię, do gwiazd. Tymczasem Geoffrey i Sunday, jej wnuczęta, są pozbawione tego głodu i tej gorączki właściwych ich babce. Geoffrey w Afryce zajmuje się badaniami nad inteligencją słoni. Sunday mieszka na Księżycu poza systemem Nadzorowanego Świata. Jednak obydwoje będą musieli – razem i osobno – rozwikłać zagadkę związaną z przeszłością babki. Poszukiwanie odpowiedzi zburzy ich dotychczasowy sposób życia i doprowadzi do odkrycia tajemnic, które mogą zmienić całą przyszłość ludzkości. I na tym muszę poprzestać, aby nie pozbawiać czytelników przyjemności z odbywania tej podróży i szukania odpowiedzi wraz z głównymi bohaterami. Bo warto ją odbyć. Choć nie wiadomo, kiedy powieść ukaże się na polskim rynku. Planuje ją wydać wydawnictwo MAG i trzymam kciuki, aby plany te zamieniły się w rzeczywistość. Z czysto egoistycznego powodu: twórczość walijskiego pisarza zaspokaja mój głód na fantastykę, która mieści się między „problemowością” Petera Wattsa, czy Grega Egana a znakomitą efektownością Petera Hamiltona. Read the rest of this entry »

Ta powieść to czwarta, osadzona w wiktoriańskiej Anglii, odsłona przygód lady Alexii Maccon (de domo Tarabotti) – kobiety bez duszy, zajmującej się rozwiązywaniem różnych nadprzyrodzonych tajemnic, uczestniczącej w czymś, co można określić gabinetem cieni królowej Wiktorii. Kobieta, do której kłopoty lgną na potęgę. Przyznaję się już na wstępie – poprzednich trzech powieści nie czytałem. To może zdyskwalifikować moją opinię o tej książce, szczególnie w oczach fanów (znalazłem kilka entuzjastycznych recenzji poprzednich przygód tejże damy). Ale ja sam wcale nie uważam za problem tego, że „wskoczyłem” w ten cykl dopiero w czwartym tomie. Co więcej, uważam to wręcz za zaletę, która – dodatkowo – podnosi moją ocenę tej powieści. Read the rest of this entry »

Pamiętając o dzisiejszej popularności horrorów gore, okładka zdobiąca powieść Potomstwo nie powinna nikogo dziwić. Co więcej, dla czytelników przepadających za filmami kręconymi w konwencji torture porn, może być obietnicą rozrywki idealnie trafiającej w ich gusta. Jeżeli nawet owe osoby znają prozę Jacka Ketchuma jedynie ze słyszenia to niemowlak umazany krwią może skutecznie zachęcić ich do nabycia książki i uchodzić za przysłowiowy języczek u wagi. Z marketingowego punktu wiedzenia projekt okładki w wykonaniu Wojciecha Pawlika, faceta mającego do czynienia z horrorem nie od wczoraj, stanowi bardzo skuteczną reklamę. Bobas śpiący na stercie ludzkich kości to widok niecodzienny, a więc przykuwający uwagę. Read the rest of this entry »

Joe Abercrombie ze swoją „Zemstą” jest najlepszą odtrutką na niekończące się cykle fantasy. To drugi – obok Matthew Stovera – pisarz, którego książka przyprawiła mnie o przyjemne palpitacje serca w trakcie lektury. Nie tylko z powodu wciągającej fabuły, ale także z powodu – wydawałoby się – zanikającej umiejętności stworzenia powieści fantasy, która nie aspiruje do tego, aby zostać pierwszym tomem cyklu.

Fabuła „Zemsty…” jest umieszczona w świecie przedstawionym już w trylogii „Pierwsze prawo”. Jeszcze jej nie doczytałem do końca, ale bez oporów sięgnąłem po „Zemstę…”. Strach przed spoilerami nie był w tym przypadku przeszkodą. I w zasadzie nieczekanie na wydanie w Polsce 3 tomu wspomnianej trylogii opłaciło się. Spoilery nie są przerażające i naprawdę nie wiem, dlaczego miałyby powstrzymywać kogokolwiek przed sięgnięciem po tę powieść. Read the rest of this entry »

Po lekturze całego zbioru opowiadań Luciusa Sheparda wiem jedno. Oczarowały mnie w pewien specyficzny sposób. Oczarowanie to zawdzięczam przede wszystkim stylowi autora. Fabuły poszczególnych opowiadań nie są w ogóle (poza jednym, czy dwoma) porywające. Ale też rzucanie fabularnym „mięsem” nie jest ich najważniejszym celem. Mimo to już na początku muszę skonstatować najważniejsze: pewnie w ogóle nie przeczytałbym opowiadań Luciusa Sheparda, gdybym je czytał „porozrzucane” po różnych zbiorach, czy periodykach. Nie miałbym motywacji innej, niż docenienie stylu pisarza, aby to uczynić. Właśnie dlatego, że fabuły poszczególnych opowiadań, rozpatrując je rozłącznie, niezależnie od siebie, w ogóle nie nastrajałyby mnie do dalszego zgłębiania tej twórczości. Read the rest of this entry »