gwiazda_pandory_ekspedycja-smallUniwersum Wspólnoty kwitnie. Dzięki odkryciu i spopularyzowaniu technologii tuneli czasoprzestrzennych ludzkość wyruszyła z Ziemi, aby skolonizować galaktykę. Na swej drodze ludzie spotkali Obcych, z którymi nauczyli się pokojowo współistnieć. W pierwszej części autor skupił się na pokazaniu elfo – podobnych Silfenów, poruszających się swoimi Ścieżkami między światami oraz Wysokiego Anioła – bardzo enigmatyczną, lecz chyba przyjazną ludziom istotę zajmującą się obserwacją wszechświata. Ludzkość korzysta ze wsparcia Rozumnych Inteligencji, które stały się autonomiczne i niezależne od swych twórców. Demokracja jest ustrojem panującym tylko w teorii, bo w praktyce ostatnie słowo zawsze należy do Wielkich Rodzin, które korzeniami sięgają miliardowych fortun zdobytych jeszcze na Ziemi przed eksploatacją tuneli czasoprzestrzennych. Dzięki osiągnięciom nauki możliwa jest rejuwenacja, czyli odmładzanie, które zapewnia praktycznie nieśmiertelność, dostępną dla tych, którzy mają pieniądze. W zasadzie względny dobrobyt i rozwój zakłócają tylko ekstremiści pokroju samotnego quasi – rewolucjonisty (socjalisty, alterglobalisty) Adama Elvina tropionego od dziesięcioleci przez śledczego Paulę Myo oraz quasi – terrorystyczna organizacja Strażników Jaźni pod wodzą Bradleya Johanssona. Organizacja ta skupia się na walce o wyzwolenie ludzkości spod wpływów Gwiezdnego Podróżnika, istoty, która miała wylądować na jednej z planet, Far Away i przejąć kontrolę nad Wspólnotą, manipulując nią w tylko sobie znanym celu. Z oczywistych względów ta spiskowa teoria dziejów jest wyśmiewana i pogardzana. Ten relatywnie uporządkowany i nieomal sielski (wszech)świat zostaje jednak postawiony wobec tajemniczego zjawiska zaobserwowanego w kosmosie. Jest ono tak niezwykłe i niewytłumaczalne, że nie można go zignorować i pozostawić samemu sobie.

Tak przedstawia się pokrótce fabularne tło tej powieści. W odróżnieniu od swego pierwszego cyklu dostępnego na polskim rynku i rozgrywającego się w uniwersum Konfederacji („Dysfunkcja Rzeczywistości”, „Widmo ‘Alchemika’”, „Nagi Bóg”), tym razem autor postawił na zwięzłość. Fabuła opiera się na kilku (a nie kilkunastu) bohaterach, różnych od siebie, reprezentujących różne środowiska, aspiracje, cele, które czasami są ze sobą nie do pogodzenia. Peter Hamilton lubi jednak puszczać wodze swojej nieokiełznanej fantazji i nie waha się mimo to poświęcić całych rozdziałów, aby efektownie przedstawić tło funkcjonowania danej postaci. Dzięki temu otrzymujemy frapujący obraz funkcjonowania Wspólnoty i we Wspólnocie na różnych planetach, pogłębioną charakterystykę postaci, ich motywów oraz aspiracji. Przy tym nie są to postaci jednowymiarowe. Nawet te pozytywne zostają postawione z biegiem akcji w świetle, które nakazuje wątpić w ich uczciwość. Buntownicy i terroryści – rewolucjoniści nabierają ludzkich cech, a ci beznamiętni okazują się otwarci na weryfikację własnych poglądów. Krótko mówiąc, bohaterowie ewoluują wraz z rozwojem fabuły. Jedynie ci oczywiście, jak dotąd, pozytywni (Ozzie Isaacs) pozostają sobą, ale tu ewentualna monotonia jest „wygaszona” wędrówką poprzez kolejne światy ścieżkami Silfenów.

gwiazda_pandory_inwazja-smallPeter F. Hamilton tworzy przede wszystkim fantastykę rozrywkową. I tak postrzegam tą powieść. Nie ma tu żadnych filozofii, ważnych pytań, prób przekraczania granic gatunku, konwencji (przynajmniej nie na skalę zauważalną dla laika). Czytanie jego powieści można porównać do oglądania wysokobudżetowego filmu, ale i to nie będzie precyzyjne bez dookreślenia, że chodzi o takie filmy, które nie są przeznaczone do bezmyślnego oglądania. Poziom „realizacyjny”, jego staranność i jakość gwarantuje rozrywkę przez duże R, która nie wykrzywi twarzy w grymasie zniesmaczenia. „Podlanie” fabuły elementami science dopełnia tylko głębokiego, wysokojakościowego smaku. Inny, szerzej znany w Polsce, przedstawiciel gatunku przezywanego space operą, Dawid Webber – jest absolutnym zaprzeczeniem Hamiltona. Infantylizm, koturnowość i bylejakość jego twórczości porównać można do filmów JCVD lub Stevena Seagala, czy tanich, bezmyślnych adaptacji gier komputerowych. O ile twórczość Webbera jest niemal wizytówką wszystkiego co wiąże się z pogardliwym znaczeniem zwrotu space opera, tak twórczość Hamiltona wydobywa z tej konwencji wszystko co w niej najlepsze. Czytelnik od początku jest rzucony w wir akcji począwszy od podróży międzygwiezdnych, po tajemnicze, skomplikowane kryminalne intrygi, których znaczenie zdaje się rosnąć z każdym odkrywanym kawałkiem układanki. Wszystko to wzbogacone opisem zakulisowych gier oligarchicznych Wielkich Rodzin, zmieniającymi się sojuszami, odwracaniem znaczenia niektórych wydarzeń. Dorzucając do tego jeszcze trochę bajkowy opis podróży Ozziego ścieżkami Silfenów, dopełnia się różnorodność scenograficzna i fabularna, z której Hamilton przyrządził smakowitą ucztę. Pierwsza, dwutomowa część pozostawia czytelnika w zawieszeniu i niecierpliwym oczekiwaniu na ciąg dalszy, które potęguje odkrycie kilku zależności między – wydawałoby się – nie powiązanymi wcale wątkami. Choć nie wątpię w szczęśliwe zakończenie, to jednak droga do niego prowadząca jest nadal kręta i pełna niespodzianek. A to co oczywiste na początku powieści, zostaje przedstawione w innym świetle już pod jej koniec.

U Hamiltona kosmos to nadal ziemia obiecana ludzkości, niemal mityczna kraina mlekiem i miodem płynąca – wystarczy tylko po nią sięgnąć (czytaj: wynaleźć napęd hiper/super/nad/pod przestrzenny lub jak w „Gwieździe Pandory” – „rozkminić” działanie tuneli), a reszta to tylko większe lub mniejsze przeszkody. To taka fantastyka optymistyczna: nawet jeśli jakiś złowrogi Obcy stanie na drodze lub wpadnie w odwiedziny – prędzej, czy później ludzkość go pokona. Dlatego właśnie, pomny łatwego i szybkiego zakończenia poprzedniego cyklu – nie spodziewam się, że i tym razem będzie inaczej, jeśli chodzi o happy end (aczkolwiek, oby nie tak pospiesznie). To między innymi odróżnia znacząco twórczość Petera Hamiltona od twórczości innego Brytyjczyka, Alastaira Reynoldsa, u którego kosmos jest mroczny, zimny i tchnący wizją złowrogiego końca. Ta druga wizja bardziej mnie pociąga i fascynuje, ale optymizm Hamiltona w przedstawianiu wykreowanej rzeczywistości niedalekiego jutra (brak większych wojen we Wspólnocie, czy krwawych, ogólnoludzkich konfliktów – nawet przestępczość jest pod kontrolą, a zabójstwo staje się dla ich ofiar jedynie drobną niedogodnością, jeśli stać je na rejuwenację) nie deprecjonuje wartości jego powieści. Nie potrafię bowiem jednoznacznie stwierdzić, że mnie ta wizja jakoś szczególnie uwierała, ponieważ mimo tego pozornego lukru fabuła i wszechświat nadal mają dla czytelnika sens, zachowują wiarygodność w swoim opisie.

Powieść ta jest pierwszą częścią dylogii osadzonej w uniwersum Wspólnoty. Polski wydawca podzielił ją dodatkowo na dwie części (zapewne z uwagi na objętość: obydwie książki liczą sobie łącznie około 1200 stron). Wszelkie pretensje z tego powodu byłyby zbędnym narzekaniem, gdyby nie fakt, że Zysk wydał je w Polsce w ponad półrocznym odstępie czasu. Jeżeli sytuacja powtórzy się przy drugiej części pt. Judasz Wyzwolony, zakończenie tej dylogii poznamy zapewne najwcześniej w marcu 2010 r. To bez wątpienia może odstraszać i zniechęcać mniej cierpliwych czytelników. Wydawca w ten sposób, moim zdaniem, wyrządza temu cyklowi krzywdę. Gdyby to były słabe powieści – pół biedy, nie byłoby po czym płakać. Ale powieści Petera Hamiltona zasługują na więcej wydawniczego szacunku, niż wydawanie „od niechcenia”.

Autor: Roman Ochocki

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Tytuł oryginału: Pandora’s Star
Tłumaczenie: Michał Jakuszewski
Data wydania: 30 września 2008
ISBN: 978-83-7506-238-0
Oprawa: miękka
Format: 125×183mm
Rok wydania oryginału: 2004
Liczba stron: 630
Tom cyklu: 1, część 1

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Tytuł oryginału: Pandora’s Star
Tłumaczenie: Michał Jakuszewski
Data wydania: 24 marca 2009
ISBN: 978-83-7506-239-7
Oprawa: broszura
Format: 125×183 mm
Liczba stron: 580
Tom cyklu: 1, część 2

This entry was posted on poniedziałek, Kwiecień 6th, 2009 and is filed under Recenzje. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

2 komentarze to “„Gwiazda Pandory” – Peter F. Hamilton”

  1. no, no nie spodziewałam się 🙂

  2. […] o stworzonym uniwersum Wspólnoty pisałem w poprzednim tekście na temat „Gwiazdy Pandory”, toteż rozwodzenie się nad jego konstrukcją byłoby zbytecznym powtarzaniem się. Porównując z […]