koralinaPomysł na „Koralinę” u Neila Gaimana pojawił się w 1990 roku, gdy jego córka opowiedziała mu historię dziewczynki, która, wracając ze szkoły, zamiast swojej matki zastała w domu czarownicę, która zamknęła matkę w piwnicy. Ta, wydawałoby się, niewinna inspiracja doprowadziła do powstania – jak to czasami tę nowelę się określa – horroru dla dzieci, przez co autor na początku miał problemy ze znalezieniem wydawcy. Choć „Koralina” skierowana jest do młodszego czytelnika, nie raz słyszałem głosy, że i dorosły odbiorca znajdzie w niej coś dla siebie.

Koralina, tytułowa bohaterka, to mała, ciekawa świata dziewczynka. Poznajemy ją tuż po tym, jak wraz z rodzicami przeprowadziła się do nowego domu, który dzielą z innymi ludźmi. Jak już wspomniałem, jedną z cech Koraliny jest ciekawość, to właśnie ona oraz niepokorna dusza wpędzają ją w tarapaty. Dziewczynka odkrywa w nowym domu tajemnicze przejście i oczywiście z niego korzysta.

Można powiedzieć, że to nic nowego. Zgoda, znany już schemat. W tym wypadku nie chodzi jednak o zaskoczenie czytelnika nieszablonowym wprowadzeniem, czy fabułą. W „Koralinie” ważny jest klimat, język, czy odpowiedni morał na końcu. Już na samym początku, po pierwszym rozdziale, czuć w książce ducha autora, trudno byłoby pomylić go z kimś innym. Typowy język, sugestywne opisy i lekka nutka niepewności, która towarzyszyła mi przez cały czas lektury. To właśnie były dominujące cechy „Koraliny”. Tego też oczekiwałem od autora i się nie zawiodłem.

Nie można też nie poczuć choć małej nici sympatii do głównej bohaterki. Koralina to normalna dziewczynka, nie posiada żadnych nadprzyrodzonych zdolności, nie lata na miotle, nie przyciąga krwiopijców. Jest po prostu dziewczynką jakich wiele. Dzięki temu młodemu odbiorcy łatwiej będzie się z nią utożsamić, co może zaowocować większym zaangażowaniem w lekturę. Nie jest też tajemnicą, że młody czytelnik zapewne w większym stopniu poczuje klimat historii. W końcu do niego jest skierowana. A dla starszych będzie to sympatyczna historia w sam raz na jeden wieczór.

Nazwanie „Koraliny” horrorem dla dzieci może wzbudzić pewien niepokój i rodzic może zadać sobie pytanie, czy w takim razie jest to odpowiednia książka dla jego dziecka. Według mnie nie ma czego się obawiać. W książce nie napotka się żywych trupów, nikt nikomu piłą mechaniczną kończyn nie ucina. Krew się nie leje, żadnych scen, które mogłyby wypaczyć psychikę dziecka, też nie ma. Z powszechnie znanymi horrorami ta książka nie ma nic wspólnego. Gaiman zwyczajnie w świecie wziął z tego gatunku to, co było mu potrzebne, by nadać noweli kształt, który wyróżni ją spośród innych i to mu się udało. Jednakże nic nie stoi na przeszkodzie, byście się sami przekonali, że wasze pociechy mogą spokojnie oddać się lekturze „Koraliny”.

Autor: Łukasz „Maeg” Najda

Wydawnictwo: Mag
Tytuł oryginału: Coraline
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Data wydania: 27 luty 2009
ISBN: 978-83-7480-118-8
Oprawa: twarda
Format: 115 x 225
Data wydania oryginału: 2002
Liczba stron: 176

This entry was posted on poniedziałek, Czerwiec 8th, 2009 and is filed under Recenzje. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

2 komentarze to “„Koralina” – Neil Gaiman”

  1. Mnie uwiodło ciekawe odwrócenie sytuacji, znanej z wielu książek dla dzieci, gdzie dzieciństwo jest „ciepłe i cudowne”. Gaiman w niezły sposób pokazuje, jak współcześni rodzice potrafią być wyalienowani od dzieci.

  2. Raczej Gaiman składa hołd Alicji w Krainie Czarów, którą to książką w dzieciństwie był zafascynowany i pewnie nadal jest. Koralina to właśnie taka współczesna Alicja, która za królikiem podążyła do nory przenosząc się w świat po drugiej stronie lustra. 😉