moj_wlasny_diabel-smallCiężko jest zmienić profesję gdy już jest się znanym i uważanym twórcą w jednej dziedzinie. Przejść na inny rodzaj przekazywania historii odbiorcom. Mike’a Carey’a jako twórcę komiksu nikomu przedstawiać nie trzeba. Scenarzysta serii o Lucyferze, czy odcinków od 175 do 215 Hellblazera, bierze się za pisanie powieści. Czy na starcie ma łatwiej jako postać sławna wśród czytelników komiksu, czy raczej trudniej, bo jego dzieła literackie będą porównywane do poprzednich form, które na przestrzeni lat serwował swoim fanom?

„Mój własny diabeł” jest debiutem powieściowym oraz pierwszym tomem rozpoczynającym serię przygód Feliksa Castora, egzorcysty, który chociaż porzucił swój stary zawód po wypadku podczas ostatniej sprawy, w końcu zmienia zdanie i decyduje się pomóc w usunięciu pewnego bardzo natrętnego ducha. Choć sprawa na pierwszy rzut oka wydaje się łatwa, jak to w książkach ma drugie dno i komplikuje się z czasem. Castor ma swój styl, duchów i demonów pozbywa się za sprawą muzyki, grając na flecie. Jest prostym człowiekiem, bez dramatów moralnych, użalania się nad szklanką wódki czy szukania pocieszenia w ramionach kobiet. Szara myszka, która woli obcować z duchami niż z materialnymi, żywymi istotami.

Gatunkowo książkę klasyfikuje się jako fantasy, ale są też elementy kryminału: zagadka, tajemnica, zbieranie informacji, układanie puzzli aż wreszcie przebłysk i finałowa rozgrywka. W powieści Carey’a nie mamy co liczyć na nowatorskie podejście do tematu, piękny język, powalający styl. Tego tutaj nie znajdziemy, autor postawił na czystą rozrywkę, bez wydumanych ambicji, zajmuje czytelnika na parę godzin historią, przy której można się odprężyć i wypocząć.

Carey nie bawi się też w moralizatorstwo, nie przywołuje cytatów z Biblii i demonów z najniższych kręgów piekieł. Najczęściej problem w świecie żywych stanowią duchy zmarłych, które z różnych powodów nie mogą odejść z ziemskiego padołu. Castor jako egzorcysta zajmuje się ich odsyłaniem czy też mówiąc wprost – likwidacją. Nie ma odprawiania modłów, burz z piorunami, walenia się domów podczas trzęsień ziemi, jest tylko szkodnik który zostaje eksterminowany. Większej filozofii nie ma. Oczywiście są bardziej złośliwe duchy i demony, które ciężko wygonić ze świata żywych, ale nie ma biblijnych scen apokalipsy. Jeszcze nie ma.

Kiedy to kolega po fachu Carey’a, niejaki Neil Gaiman próbował swoich sił w pisaniu powieści, też zarzucano mu, że postać Cienia – głównego bohatera „Amerykańskich bogów”, jego jak się okazuje najważniejszego literackiego dzieła, jest mocno wzorowana na Sandmanie. Jednak w rezultacie dało to nam podobieństwo jedynie w wyglądzie zewnętrznym postaci powieści z Panem Snów. Podobnie ma się z Feliksem Castorem i głównym bohaterem serii Hellblazer. Postać Johna Constantine’a, wielu zna z ekranizacji komiksu z roku 2005, gdzie w tytułową rolę wcielił się Keanu Reeves, podobnie jak Cienia z Morfeuszem łączył wygląd tak Castora z Constantinem ich profesja. Feliks nawet brzydzi się paleniem! Co nie oznacza, że Carey jest oszałamiająco oryginalny w tym co stworzył w książce – co to, to nie, ale też nie kopiuje swoich sprawdzonych postaci do kolejnych dzieł, nie daje się skusić pójściu na łatwiznę i skorzystaniu z szablonu.

Wpadką w książce jest jej korekta, przeszkadzają literówki, czasem brakuje jakiejś literki, czasem jest ich za wiele, podobnie rzecz ma się z porozrzucanymi znakami interpunkcyjnymi. Szkoda, że czytelnicy dostają do ręki tak wydaną książkę, jest to minus książki który zafundował nam sam wydawca.

Jak już wspomniałem „Mój własny diabeł” odkryciem wielkim nie jest, ale w upalne wieczory kiedy już nie ma się nic do roboty i przyjdzie czas na relaks czy też podczas opalania na plaży to idealna książka. Strony przewracają się same, a po lekturze nie ma się uczucia zmarnowanego czasu. Przede wszystkim rozrywkowo.

Autor: Piotr Młynek

Wydawnictwo: Mag
Tytuł oryginału: The devil you know
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Data wydania: 18 kwietnia 2008
ISBN: 978-83-7480-081-5
Oprawa: miękka
Format: 125 x 195
Rok wydania oryginału: 2006
Liczba stron: 400
Tom cyklu: 1

This entry was posted on niedziela, Sierpień 2nd, 2009 and is filed under Recenzje. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.