labirynt_odbic-smallCzytając wznowienie tej powieści, znanej już przecież szeroko w Polsce, nie sposób nie zastanowić się nad celowością ponownego jej wydania. Od 1997 r. minął szmat czasu a w kreacji wirtualnej rzeczywistości w literaturze fantastycznej te dwanaście lat może wydawać się całą epoką. Nie można jednak tracić z oczu faktu, że powieść ta to przede wszystkim literatura rozrywkowa, trochę przyprawiona rosyjskim smutkiem i melancholią. W tym zakresie potrafi obronić się mimo upływu lat.

Jeśli chodzi o scenografię, „Labirynt odbić” ma jednak charakter bardzo oldskulowy. Dla tych, którzy pamiętają, co to jest chociażby procesor 386, czy 486 (o wcześniejszych nie wspominając), wchodzenie do cyberprzestrzeni, czy parametry używanego sprzętu (przechowywanie danych na dyskietkach, czy śmieszna dziś pojemność twardych dysków) wydawać się może budzącym uśmiech politowania anachronizmem albo bajką (jak podróż na Księżyc poprzez wystrzał z armaty). Jednak ci, którzy sięgną po tę powieść pierwszy raz i nie są obarczeni (jak piszący te słowa) bagażem wspomnień z przedpotopowych niemal inicjacji komputerowych, detale te mogą być na tyle abstrakcyjne, że aż nieistotne. Zwłaszcza że Siergiej Łukjanienko nie zadręcza czytelnika szczegółami technicznymi na tyle mocno, aby się tym przejmować. Gdyby zatem nie bagaż wspomnień, to np. procesor 386 tak samo dla mnie, jak dla młodszego czytelnika, równie dobrze mógłby być oznaczeniem jakiegoś superszybkiego i efektywnego sprzętu. Jednak już wyprawa w Głębię (bo tak nazywa się ta wirtualna rzeczywistość) będzie, niezależnie od wieku, swoistą wyprawą w stylu retro. Wprawdzie nadal atrakcyjną, ale mimo wszystko czuć różnicę w kreacji tejże scenografii VR w stosunku do powieści późniejszych (pisanych głównie przez Zimnych Protestantów – czytaj anglosaskich autorów fantastyki). A kto nigdy nie grał w Doom… No cóż, nie doceni. Dla mnie, jako fana tamtej gry, szmat godzin spędzonych na bardziej skomplikowanych i rozbudowanych grach sprawił, że zadrgał gdzieś w środku sentyment do przeszłości.

Nieumniejszona przez upływ czasu atrakcyjność „Labiryntu Odbić” to efekt świetnego stylu, w jakim jest napisany. Nie lubię rosyjskiej fantastyki i unikam jej jak mogę z przyczyn tak samo racjonalnych, jak i nieracjonalnych. Jednak po przyjęciu ogromnej dawki fantastyki serwowanej przez Zimnych Protestantów sposób kreacji bohaterów i układania między nimi relacji przez Łukjanienkę jawił mi się niemal jak ciepła kąpiel. Są to bowiem postaci zawsze interesujące. Szczególnie ciepło wspominać będę przemyślenia głównego bohatera związane z jego doświadczeniami, relacje z Viką, czy samą Głębią. Poza tym zachowania bohaterów są umotywowane, krótko acz treściwie. I goręcej, niż w jakiejkolwiek tego typu powieści, którą próbowałem sobie przypomnieć dla porównania, a napisanej przez Zimnego Protestanta. Sama akcja toczy się wartko od początku do końca i koncentruje na rozszyfrowywaniu przez głównego bohatera tożsamości pewnej dziwnej postaci, która się w Głębi pojawiła. Kim jest: człowiekiem, czy wytworem lub reprezentacją jakiejś rodzącej się sztucznej inteligencji – oto pytanie stanowiące trzon akcji, wokół którego owija autor swoją narrację. Początkowo odbierałem ją dosyć letnio, jako fantastyczną powieść przygodową, zastanawiając się, o czym mam pisać po jej przeczytaniu. Jednak im bliżej finału, tym fabuła nabierała rumieńców, nie tylko związanych z wartką akcją, ale też niegłupim pomysłem (np. powstanie Głębi) i inteligentnym prowadzeniem całej fabuły.

Gdyby powieść była pisana przez Zimnego Protestanta, nie zawierałaby ona w sobie tego rosyjskiego ducha, jakiegoś niemal wewnętrznego smutku charakterystycznego tylko dla rosyjskiej „duszy” i spotykanego w rosyjskiej literaturze. Stanowi to o jakości tego utworu w zderzeniu z konkurencją z Zachodu. Bo jeśli chodzi o pomysły, rozwiązania fabularne, to trudno Łukjanienkę zbyt mocno komplementować. Ale tu znowu zastrzeżenie – pisze te słowa czytelnik w roku 2009 r. w stosunku do powieści z roku 1997, która – mimo to – jest dobrze napisana, czyta się ją z przyjemnością i bez irytującego poczucia marnowanego czasu (jak zdarzyło mi się przy jego Patrolach).

Zamierzone lub niezamierzone „przesłanie”, że rzeczywistość realna jest lepsza od wirtualnej, jest dosyć banalne. Choć może dla czytelnika wyobcowanego i pogrążonego w Internecie, będzie to jakiś impuls do przemyślenia. Ale i w tym przypadku pamiętać należy o dacie debiutu powieści. Zważywszy, że wtedy Internet w naszym kraju, czy w Rosji, był w powijakach, to taka obserwacja dziś może banalna, z perspektywy czasu była jak ostrzeżenie dobrego, ale upierdliwego dziadka, które po latach nabrało znaczenia. Najważniejsze jednak, że „przesłanie” pozbawione jest dydaktyzmu i stanowi bardzo elegancką, lecz nie najważniejszą pointę powieści. Najistotniejsze pozostają bowiem kwestie związane z tożsamością Nieudacznika. Choć w finale, kiedy wreszcie okazało się, kim on jest, nie mogłem powstrzymać się od metaforycznego klepnięcia w czoło: przecież rozwiązanie tej zagadki wydawało się oczywiste. I tu też Łukjanienko wykazał się podobną elegancją w „wykończeniu” wątku, nie udzielając odpowiedzi na wszystkie pytania związane z tożsamością Nieudacznika, zatrzymując się przed nieuchronnym zbanalizowaniem i rozczarowaniem, jakie towarzyszy wyjaśnieniu niemal każdej Tajemnicy.

Gdyby nie scenograficzny anachronizm, byłaby to dla mnie powieść doskonała. I jako rozrywka i – ogólnie – jako niegłupia, niewymuszona narracja. Podobała mi się na tyle, aby sięgnąć po drugą część. Jeśli nie zagubił w niej Łukjanienko tego rosyjskiego romantycznego charakteru i darował sobie portretowanie rosyjskiej rzeczywistości (bo to mnie zawsze od literatury rosyjskiej odrzuca), to wybaczę mu mękę Patroli. Konkluzja finałowa jest dla mnie zaskakująca: powieść nie byłaby tak dobra, gdyby napisał ją ktoś inny, niż Rosjanin.

Autor: Roman Ochocki

Wydawnictwo: Mag
Tytuł oryginału: Лабиринт отражений
Tłumaczenie: Ewa Skórska
Data wydania: 15 maja 2009
ISBN: 978-83-7480-131-7
Oprawa: miękka
Format: 125 x 195
Rok wydania oryginału: 1997
Liczba stron: 416
Tom cyklu: 1

This entry was posted on sobota, Sierpień 8th, 2009 and is filed under Recenzje. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.