uznanskiZ literaturą tego typu, czyli połączeniem fantasy z zaawansowaną technologią, nie miałem zbyt często do czynienia. Nie liczę steam punka, ale to zupełnie inna bajka. Jednak w wypadku tej książki kontakt ten był dla mnie dość egzotycznym przeżyciem, takim trochę nietypowym. I całkiem przyjemnym. Uznański w swojej powieści w ciekawy sposób zderza dwa wszechświaty. Jeden ludzki, pełen mrocznej, zaawansowanej technologii, trochę w stylu gotyckiego, Warhammera 40k. Surowego w formie, pełnego przepychu w treści. Trochę w nim też ducha „Diuny”. Drugi – no właśnie czyj? Jest to wszechświat odmiennych praw fizyki, prawdziwej krainy dziwów, gdzie wojska piekieł walczą z zastępami niebieskimi, elfy – z braku lepszej nazwy – budują swe wspaniałe miasta, a orki służą swym demonicznym władcom. Największym plusem tej książki jest wyobraźnia autora. Upchane w niej motywy momentami aż zachwycają swoim pomysłem. Nawet nie fabuła, choć ta jest całkiem niezła, ale samo nagromadzenie przednich konceptów. Część książki, która dzieje się w wszechświecie kolizyjnym jest zdecydowanie najlepsza, a zawarty tam opis Otchłani to prawdziwa perła. Jedna z moich ulubionych.

Prócz wspomnianych pomysłów, podobał mi się motyw rozwoju głównego bohatera. Dość klasyczny, od smarkacza w zasmrodzonej beczce do potężnego czarnoksiężnika. Rozwój ten przypominał mi trochę dzieje Paula Atrydy z „Diuny” (nie sam motyw ale sposób rozwoju). To bardzo dobrze, bo „Diuna” jest jedną z moich ulubionych powieści i może mi się wydaje, ale chyba dostrzegłem kilka innych zaczerpniętych z niej inspiracji. Jak chociażby motyw „zwierzęcego” strachu w komnacie z lustrem i próbie stawienia mu czoła. Aczkolwiek równie dobrze to mogły być „Gwiezdne Wojny” i Skywalker próbujący się zmierzyć z Darth Vaderem. Zauważyłem chyba jeszcze kilka inspiracji zaczerpniętych z gier komputerowych i innych tekstów kultury. Na przykład pancerz Kahisa wydaje się skonstruowany na kanwie pancerza z zapomnianej dziś gry MDK, zaś sama walka o Ars Whole Demoniac przypominała trochę potyczki z Heroes of Might & Magic. Bardzo lubię tego typu świadome nawiązania (nawet jeżeli to nadinterpretacja z mojej strony). Dowodzą szacunku autora dla czytelnika, z którym podejmuje intertekstualną grę. Cóż, takie małe zboczenie związane z moimi zainteresowaniami.

Silną stroną książki są także konstruowane opisy prób poruszania się głównego bohatera, początkowo nieporadnego, w świecie polityki. Próby budowania sojuszy, knucie intryg. Niepewność jutra. W pewnym momencie wydawało mi się, że autor wplata w przemyślenia bohatera słowa samego Machaviellego, jego wykładnię amoralnej władzy zawartą w Księciu. I tak z zupełnie innej beczki – zdecydowanie nie przeszkadzały mi szczegółowe opisy aktów płciowych, ale o tym za chwilę.

Co mi się nie podobało? Częściowo były to opisy walk. Głównie pojedynków, jednak rozumiem, że autor wybrał (przynajmniej w moim odczuciu) mangową konwencję i jej się wiernie trzymał. Dialogi w walce były wręcz zbędne, momentami nużące. Zaraz Cię zabiję moim superhiperduperczymśtam. Giń. Nie, Ty giń. Pożałujesz księżniczko! I tak dalej. O ile sam dobór słownictwa mnie nie raził, o czym za chwilę, to ta konwencja po prostu nie jest w moim stylu. Taka mocno przebajerowana. Inna rzecz, która początkowo wywoływała u mnie ataki śmiechu, to stylistyka. Autor ma ten sam problem co autor tej recenzji. Daje w zdaniach dużo za dużo przymiotników i często używa nieadekwatnych słów należących raczej do słownika akademickiego. Niektórych denerwuje taka maniera. Jakby napisał Roman Jakobson co do wcześniejszego zarzutu: autor zostawia mało dla wyobraźni czytelnika. No i czuć, że książkę pisał psycholog. Co niekoniecznie jest wadą. Innym grzechem są ocierające się momentami o naturalizm opisy niektórych wydarzeń fabularnych. I nie mówię tu o wszechobecnym seksie, gwałtach, rżnięciach, tudzież innych aluzjach do wymyślnych perwersji. To mi jakoś nigdy nie przeszkadzało. Tylko jak autor raz błyska wspaniałym humorem, w sytuacji gdy na przykład kobieta głównego bohatera przerywa mu patetyczny monolog wewnętrzny, twierdząc, że pewnie prowadzi jakiś wewnętrzny patetyczny monolog – to zaraz mi się przypomina beczka z rzygowinami i innymi ingrediencjami. Nie no, już chyba Uniłowski jako pierwszy w polskiej literaturze twierdził, że kackupa to podstawa. Jednak w wypadku „Żałując za jutro” tego typu teksty to małe nieporozumienie. Więcej grzechów nie pamiętam. A jak były to i o nich zapomniałem, czyli niegodne były wzmianki.

By nie kończyć akcentem, że coś mi się nie podobało, napiszę na koniec, co mi się podobało, tak bardzo bardzo. Neologizmy. Autor momentami tak wspaniale bawi się słowem, że aż serce roście. Jestem pod naprawdę wielkim wrażeniem plastyczności języka autora. To nie jest ironia tylko szczery zachwyt. Niektóre konstrukcje zdaniowe też wymagają wzmianki, zwłaszcza ta o superpancernym okręcie gwiezdnym w kształcie fallusa, który defloruje dziewiczy kosmos. Zdanie to prawie pobiło moje ulubione „miodowonne melony jej zadu” u Joyce’a. Coś pięknego. Inną rzeczą godną uwagi jest zakończenie. Podobało mi się, bo mnie zaskoczyło, zwłaszcza ten całkiem ostatni motyw. O ile od pewnego momentu było wiadomo kim jest Szekra, o tyle… no, dobra robota.

Podsumowując. Jak na początku lektury miałem mieszane uczucia, tak nie zauważyłem kiedy książka mnie wciągnęła i czterysta szesnaście stron łyknąłem jednego tylko dnia. Z przerwą na posiłek. Mimo kilku niedociągnięć i stylistycznych manier, które z czasem autorowi, mam nadzieję, przejdą, książka ta jest bardzo solidnym czytadłem. Jeżeli jest prawdą stwierdzenie, że autor im jest starszy, tym lepszy – to ta książka zdecydowanie mogła powstać dopiero za jakieś dziesięć lat. Jednak tak jak jest, też jest dobrze. Nie czuję, bym przy lekturze tej powieści tracił czas. A to już naprawdę spory plus.

Autor: Paweł Świątek

Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Data wydania: 15 września 2006
ISBN: 83-7384-565-8
Oprawa: miękka
Format: 130 x 205
Liczba stron: 416

This entry was posted on wtorek, Sierpień 18th, 2009 and is filed under Recenzje. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.