shaman06 -obwolutaIstnieje niepisana reguła, która zakłada łagodne traktowanie debiutantów. W myśl zasady, że przy pierwszych stawianych krokach w danej dziedzinie i przecieraniu szlaków, można jeszcze wiele takiej osobie wybaczyć. Przybiera to czasami wręcz absurdalne rozmiary, kiedy wszelka krytyka traktowana jest jako rzucanie kłód pod nogi młodemu autorowi, którego świetnie zapowiadająca się kariera zostanie z pewnością przez to zrujnowana. Wspominam o tym nie bez powodu – przy „Gromowładnym” mamy właśnie do czynienia z debiutem. Mag zdecydował się na wydanie pierwszej książki Felixa Gilmana, która swoją premierę za granicą nie miała tak dawno temu, bo jeszcze w roku 2007.

Określenia typu „dobre, jak na debiut” są bardzo często spotykane przy takich okazjach, a przecież książkę powinno się przede wszystkim oceniać na podstawie treści jaką prezentuje. Bez rozróżniania czy to pierwsza czy ostatnia pozycja wydana pod danym nazwiskiem. Jednak pewna generalizacja uparcie się narzuca i aż chciałoby się użyć jednego z utartych określeń. Trudno, nie ma wyjścia i trzeba to powiedzieć – widać, że „Gromowładny” jest debiutem. Autor zdecydował się na dosyć kłopotliwą postać w roli głównego bohatera – jest nim miasto. Zabieg ten sprawia, że zwykłe miejsce akcji przeistacza się w dodatkową osobę, którą, obok normalnych bohaterów, należy odpowiednio dopracować. Istnieje jednak niebezpieczeństwo zbytniego skupienia się na kreacji samego świata, zapominając o innych bohaterach czy płynności samej fabuły. Nie każdy potrafi z takiej sytuacji wybrnąć obronną ręką.

Miasto do którego zabiera czytelnika Gilman, nosi nazwę Ararat, metropolia bogów i należy rozumieć to w jak najbardziej dosłowny sposób. Prawdziwość tego stwierdzenia można zmierzyć nie tylko przez liczbę odrębnych kultów czy obecność poszczególnych świątyń. Bóstwa naprawdę przemierzają jego ulice, często bezpośrednio wpływając na życie mieszkańców miasta, niszcząc bądź udzielając cząstki swoich mocy. Przybywamy do Ararat razem z samotnym wędrowcem, Arjunem i to akurat w momencie, kiedy nad miastem pojawia się jedno z bóstw. Mistyczny ptak, Gromowładny – jego pojawienie zainicjuje szereg wypadków, które będą mieć znaczące konsekwencje w późniejszych wątkach fabuły. Arjun przybywa z dalekiego miasta Gad, w poszukiwaniu boga, który opuścił jego lud. Ararat w swojej specyfice wydaje się najodpowiedniejszym terenem do takich poszukiwań. Powoli poznaje miasto, jego mieszkańców, poszczególne dzielnice. Taka forma zapoznawania czytelnika z nowym miejscem nie należy do najbardziej nowatorskich, ale z pewnością jest jedną z najbezpieczniejszych. Zarówno dla czytelnika, jak i bohatera miasto jest zupełną nowością.

Jeśli szukać porównań do innych książek, miałam skojarzenia głównie z jednym autorem, Brandonem Sandersonem. Nota bene przed lekturą możemy przeczytać parę słów pochwalnych na temat „Gromowładnego” jego autorstwa, co mnie osobiście nieco przestraszyło. Nie zaliczam Sandersona do jednych z najlepiej piszących autorów, całe szczęście Gilman jest o wiele bardziej obiecującym autorem. Mimo to moją uwagę zwróciła pewna nierówność między pomysłem, a samą opowieścią – z jednej strony miasto Ararat i jego specyfika, a z drugiej – uproszczenia fabularnie i nieskomplikowani bohaterowie. Na te małe niedociągnięcia można by było przymknąć oko, gdyby rekompensował nam to opis miasta. Nie otrzymujemy jednak tego w zamian. Nie chodzi nawet o fakt, że coś zostało niedopowiedziane, bo dostajemy aktualne informacje o sytuacji politycznej, poszczególnych dzielnicach Ararat, zamieszkujących ludziach i przede wszystkim bogach. Jednak zawsze pozostaje jakieś „ale”, w tym opisie brak polotu, odczucia w łatwości kreowanej wizji. Forma jaką przyjął autor w stosunku do   miasta nie może tłumaczyć wszelkich niedociągnięć.

Sięgając po „Gromowładnego” nie należy oczekiwać rewelacyjnej pozycji, która na długie godziny przykuje czytelnika do lektury. Książkę, mimo jej objętości, czyta się stosunkowo szybko. To dobre i łatwe w odbiorze czytadło, najlepszy wybór na miłe spędzenie wieczoru z książką, kiedy ma się ochotę na przeczytanie czegoś niewymagającego.

Autor: Maria „Metzli” Roszkowska

Wydawnictwo: Mag
Tytuł oryginału: Thunderer
Tłumaczenie: Robert Waliś
Data wydania: 29 lipca 2009
ISBN: 978-83-7480-138-6
Oprawa: miękka
Format: 135 x 205
Rok wydania oryginału: 2007
Liczba stron: 504

This entry was posted on środa, Wrzesień 2nd, 2009 and is filed under Recenzje. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.