zajdle1W dniach 27-30 sierpnia w Łodzi odbył się XXIV Ogólnopolski Konwent Miłośników Fantastyki Polcon. Cztery dni konwentu obfitowały w wydarzenia i spotkania, które niejednokrotnie po opuszczeniu sal prelekcyjnych trwały dalej w kuluarach, a te najczęściej przybierały postać konwentowego namiotu z piwem i grillem. We wstępie wspomnę także o kilku wydarzeniach, które odbyły się w ramach Polconu, a dłużej o nich pisać nie będę. Atrakcją chyba każdego konwentu są bloki dotyczące gier. W tym roku Miejski Ośrodek Sportu i rekreacji udostępnił Halę Sportową, na których to powierzchniach odbyły się I Międzynarodowe Targi Fantastyki, największy dotychczas w kraju Puchar Drużynowych Mistrzostw Polski Warhammer Fantasy Battle, IV Łódzki Port Gier, a także LARPy i sesje RPG.

Czwartek upłynął dla większości pod znakiem wykupywania akredytacji, szukania miejsca do spania i, dla mniej zmęczonych, pierwszych paneli. W tym miejscu muszę zacząć marudzić. Organizacja odbierania bądź wykupywania wejściówek leżała i kwiczała przydeptywana stopami konwentowiczów. By uzyskać paczuszkę i dostęp do atrakcji trzeba było wystać swoje w kolejce (jak w czasach PRLu) od godziny w górę. Dla osób z przedpłatą były dwa stanowiska, których wydajność całe szczęście rosła a nie malała, natomiast dla ‘niezapłaconych’ aż cztery. Nie było chyba osoby, która nie zauważyłaby tej niemiłej wpadki: w kolejce po wykup stało po dwie osoby najwyżej, a kolejka po odbiór zakręcała przynajmniej trzy razy. To chyba był największy minus tej imprezy. Na szczęście był on na samym początku i przybywający tłumnie fani szybko o nim zapomnieli. Ale przecież wszystko ma swój cień. Pierwszy dzień to także czas spotkań ze znajomymi z całego kraju, nie można nie wypić piwa i nie obgadać co poniektórych. I chociaż nie mało spotkań się odbyło, ja wpadłam na jedno, okazało się wyjątkowo trafne. Klaudia Heintze w niezwykle przyjemny sposób ze sporą dawką uśmiechu przybliżyła przybyłym postać Lilith, jej wyobrażenia graficzne, różne wersje legend oraz mitologie, w których się ukazała.

przybyłekPiątek okazał się najbardziej wypełnionym dniem zarówno w prelekcje, jak i w dylematy dotyczące ich wyboru. Z jednej strony to dobrze, w końcu dobry program to taki, który nie pozwala się nudzić. Z drugiej zaś, wiadomo, rozdwoić się nie można. Dobrze jest nie być samemu na takim konwencie. Znajomi rozchodzą się po salach by później pod namiotem wymienić się wiadomościami. Pierwsze spotkanie z Witoldem Jabłońskim okazało się być dobrym początkiem dobrego dnia. Autor jak zwykle ponarzekał na chrześcijaństwo, dowiedzieliśmy się także nieco o nim samym i utworach, które ma w planach. O powieści już nieco było mówione, miedzy innymi na jednym z łódzkich spotkań w empiku. Teraz pojawiły się przybliżone terminy – połowa przyszłego roku. Z twórczością Witolda będzie można się także spotkać w kolejnej kociej antologii. O planach wydawniczych można było się dowiedzieć na spotkaniu z wydawniczym supernowa oraz jej autorami. Po nim pojawił się problem, a mianowicie trzy nakładające się na siebie prelekcje: Przybyłek, Białołęcka i Twardoch. Tym razem wygrał Przybyłek z ‘Psychologią głębi’ Junga. Spotkanie jako jedno z niewielu trwało dwie godziny i nie męczyło! Gdyby każdy wykładowca tak opowiadał to sale na uczelniach byłyby pełne. Było na tyle interesująco, że postanowiłam także dnia następnego pójść na kolejną autorską prelekcję chociaż nie miałam jej w planach. Kolejne było spotkanie autorskie z Robertem Wegnerem, który opowiadał o swoim warsztacie, co podczas pisania jest dla niego ważniejsze, a do czego przywiązuje mniejszą wagę. Tutaj, jak to w spotkaniach autorskich, Robert ujawnił swoje plany, a mianowicie oddanie do końca roku do redakcji drugiego tomu opowiadań. Następnie planuje napisać powieść osadzoną w tym samym uniwersum co już wydane. Równolegle na panelu Jabłoński-Żukowska w przyjemnej i czasem zabawnej atmosferze można było posłuchać i podyskutować o naszych Słowiańskich korzeniach. Oczywiście czasu jak zawsze było mało.

tłumekKolejny dzień rozpoczął się od spotkania z nominowanym do nagrody Rafałem Kosikiem. Mimo wczesnej godziny cieszył się sporą popularnością. Niezrównany prowadzący dostarczał rozrywki zarówno autorowi jak i słuchaczom. Największym zaskoczeniem okazała się prelekcja zorganizowana przez wydawnictwo Runa, którego celem było wskazanie błędów jakie popełniają młodzi, próbujący pisać i wysyłający swoje propozycje do wydawnictw. Dlaczego zaskoczenie? Zainteresowani dosłownie wylewali się drzwiami i oknami. Zapewne nie jedna osoba chciała usłyszeć dlaczego nadesłana ‘super-powieść’ pozostała bez odpowiedzi. Kolejnymi cieszącymi się popularnością spotkaniami były autorskie z Carey’em, Kresem i Dukajem. Chociaż mnie akurat zainteresował panel choć mniejszy to niezwykle burzliwy, dotyczący przedstawienia nowego czytnika e-papieru. Nowinka techniczna eClicto, wielkości zeszytu A5, bardzo szczupła i lekka ma być niejako pośrednikiem między książką papierową a e-bookiem. Książka zakupiona elektronicznie na czytnik ma być nawet o 50% tańsza niż jej wersja drukowana. To było spotkanie, na które warto było pójść, a niestety było zbyt obszerne by streścić je w dwóch zdaniach.

Nie można zapomnieć, że sobotni wieczór to w tradycji Polconowej Gala Zajdlowa. Po spotkaniach z trzema wymienionymi wyżej autorami, a także spotkaniach z piątku gdzie duża sala była niemal pełna organizatorzy zauważyli, że aula jest za mała by wszystkich pomieścić. Błyskawicznie udało się zorganizować większą aulę i Gala z pewnymi potknięciami oczywiście mogła się odbyć. Wręczenie nagród poprzedził przedpremierowy pokaz filmowy w reżyserii Michała Baczunia ‘Tam i z powrotem’, opartego na motywach opowiadania Janusza A. Zajdla. Film warty obejrzenia i polecenia. Nie jest już tajemnicą, że nagrodę w kategorii ‘powieść’ otrzymał Rafał Kosik za ‘Kameleona’ natomiast w kategorii ‘opowiadanie’ Zajdla uzyskała Anna Kańtoch za opowiadanie ‘Światy Dantego’ (w: ‘Epidemie i zarazy’, Fabryka Słów). Zaproszenie na kolejny konwent, tym razem Tricon, zakończyło zarówno Galę jak i moją przygodę z tym wydarzeniem.

Krótko podsumowując uznaję Polcon 2009 za udany. Organizatorzy mimo kilku wpadek takich jak wykup akredytacji czy zbyt późna zmiana auli na większą i problemy ze sprzętem tamże, wykonali kawał dobrej roboty. Było czysto, bezpiecznie, toalety były czyste i zawsze był papier – co może być szczegółem ale przecież higiena jest niezwykle istotna! Na uwagę zasługuje także niezwykła atmosfera jaka zapanowała zwłaszcza pod namiotami gdzie uczestnicy, organizatorzy i goście wręcz przysłowiowo ‘pili i jedli z jednego stołu’ dobrze się bawiąc i zagłębiając w kolejne konwersacje. Niech żałują ci, których nie było, a jest czego

Tekst i zdjęcia: Katarzyna „Tanit” Sobczak

This entry was posted on sobota, Wrzesień 5th, 2009 and is filed under Relacje. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

One Response to “Polcon 2009 – relacja”

  1. […] Polcon 2009 – relacja Zaginiona Biblioteka – PeopleRank: 6 – 05-09-2009 …Anna Kańtoch za opowiadanie ‘Światy Dantego’ (w: ‘Epidemie i zarazy’, Fabryka Słów). Zaproszenie na kolejny konwent, tym razem Tricon, zakończyło zarówno Galę jak i moją przygodę z tym wydarzeniem. Krótko podsumowując uznaję Polcon… + głosowanie […]