paragrafCiężko jest recenzować książkę wydaną w 1961 roku mając jednocześnie świadomość, że na jej temat wylano już morze słów do tego głównie pochlebnych. I do tego całkiem słusznie. Dlatego to nie będzie do końca recenzja w ścisłym znaczeniu tego słowa, tylko w zasadzie zachęta, bo mam świadomość, że rzeczy dobre warto polecać nieustannie. A nuż ktoś dopiero rozpoczynający przygodę z literaturą piękną lub ktoś, kto już kilka książek w swoim życiu przeczytał, a tej jeszcze jakoś nie miał okazji – zupełnie tak jak ja – sięgnie po nią po moim panegiryku. Uznam to wtedy za mój osobisty sukces.

Literatura o wymowie antywojennej ma w wieku dwudziestym niezwykle bogatą tradycję bo i okoliczności, czyli tak zwany czas historyczny ku temu wyjątkowo sprzyjał. Na wszystkich frontach Wielkiej Wojny walczyli żołnierze, a ich okopową niedolę dzielili z nimi pisarze tacy jak Remarque, Duhamel czy Dorgelès, którzy po wojnie przelali na papier swoje wątpliwości co do moralnych i estetycznych zalet wojny. Trudno zresztą mówić o estetyce wojny w czasach gdy koledzy z okopów musieli pilnować się wzajemnie w czasie snu przed rozzuchwalonymi szczurami spasionymi na ludzkim mięsie, którego wszędzie dzięki dobrodziejstwu chorób, karabinów maszynowych i ciężkiej artylerii było oczywiście pod dostatkiem. W Polsce, w czasie trwania wojny z bolszewikami Józef Wittlin wydał antywojenne w wymowie „Hymny” uznawane obecnie za najwartościowsze dzieło naszego ekspresjonizmu. Niedługo potem rozpoczął ponad dziesięcioletnią pracę nad trzyczęściową „Powieścią o cierpliwym piechurze”, z której ostała się tylko część pierwsza czyli osławiona, pacyfistyczna, nie pozbawiona dobrego humoru „Sól Ziemi”. Mniej więcej w czasie gdy Wittlin pisał „Hymny”, czeski pisarz Jaroslav Hašek tworzył do dziś kultowe „Przygody dobrego wojaka Szwejka”, znaną na całym świecie powieść piętnującą absurd wojny i służbę w CK armii. O tym nawiązaniu jednak za chwilę.

Doświadczenia drugiej wojny również były płodną pożywką dla pisarzy celujących w tematykę antywojenną. Jednak uwagę skupię tylko na dwóch autorach, ze względu właśnie na stosowaną przez nich poetykę momentami czystego absurdu. W 1969 roku Kurt Vonnegut wydał „Rzeźnię numer pięć, czyli Krucjatę dziecięcą, czyli Obowiązkowy taniec ze śmiercią”. Głównym motywem tej książki jest bombardowanie Drezna, którego autor był świadkiem jako jeniec wojenny. Dlatego też ta książka jest pewnego rodzaju próbą uporania się pisarza z koszmarem jakiego doświadczył, próbą wiele razy podejmowaną na łamach innych jego powieści. Głównym bohaterem książki jest Billy Pilgrim, amerykański żołnierz schwytany przez Niemców podczas ofensywy w Ardenach w 1944 roku. Billy trafia do obozu jenieckiego, aby potem zostać przeniesionym do Drezna, gdzie jest przetrzymywany w tytułowej rzeźni. Wraz z niewielką grupką więźniów i żołnierzy ukrywa się przed spadającymi bombami w podziemnej chłodni. Jako jeden z nielicznych wychodzi cało z bombardowania miasta. Billy ma jednak ciekawą umiejętność. Potrafi „wypadać z czasu” dzięki czemu może znajdować się jednocześnie we wszystkich momentach swojego życia. Podobną umiejętność posiadają lepiej opisani w „Syrenach z tytana” obcy z planety Tralfamadoria, którzy porywają Pilgrima. Cóż, czyste szaleństwo. Dla mnie bomba.
Po lekturze tej książki pokochałem prozę Vonneguta i kiedyś zapytałem znajomego czy mógłby polecić mi jakąś powieść podobną tematyką i humorem. Bez wahania wskazał mi „Paragraf 22” Josepha Hellera. Musiało minąć kilka lat zanim w końcu zupełnym przypadkiem ją kupiłem. Po tak długim wstępie w końcu docieramy do meritum tej recenzji.

Heller również pisał swoją powieść opierając fabułę na własnych wojennych doświadczeniach. Brak jednak u niego tego Vonnegutowskiego pesymizmu. W końcu Heller napisał swoją powieść wcześniej od Vonneguta, aczkolwiek wgłębiając się w lekturę momentami nastrój przybiera barwy śmiechu przez łzy, dość gorzkie łzy. „Paragraf 22” jest powieścią groteskową w niezwykle błyskotliwy sposób ukazującą absurd i totalny bezsens wojny. Akcja powieści rozgrywa się także w czasie drugiej wojny światowej na „fikcyjnej” wyspie na Morzu Śródziemnym u wybrzeży Włoch – Pianosie. Głównym bohaterem książki jest amerykański bombardier asyryjskiego pochodzenia. Yossarian jest wzorowany na bohaterze innego przywołanego przeze mnie tekstu. Paragraf i Szwejka łączy głównie konwencja absurdu, co widać porównując te dwa teksty. Jednak jest to wzorowanie trochę na zasadzie krzywego zwierciadła, ponieważ Szwejk wykonywał rozkazy aż za dosłownie – ten drugi zaś jest przykładem żołnierza, który uczyni wszystko by tylko wymigać się od służby, ponieważ Yossarian boi się. Boi się, że wszyscy chcą go zabić: Niemcy, jego dowódcy, koledzy z eskadry bombowej, dziwka Nataly’ego, wszyscy. Yossarian boi się więc latać, jednak musi to robić, gdyż pułkownik Cathcart ciągle podnosi pułap ilości lotów bojowych by pilot mógł się kwalifikować do cywila. Czyni to zaś by się przypodobać swoim dowódcom. Jedyną szansą Yossariana i jego kolegów jest tytułowy Paragraf 22, który dawał żołnierzowi możliwość natychmiastowego przejścia do cywila na własną prośbę z powodu choroby psychicznej. Kruczek jednak polegał na tym, że ktoś, kto wnosi o zwolnienie ze służby, udowadnia tym samym, że jest psychicznie zdrowy, a tym samym nie może prosić o przejście do cywila z powodu choroby psychicznej. Jedyna osoba, która może stwierdzić czyjąś chorobę psychiczną – doktor Daneeka – ma to delikatnie mówiąc w dupie, ponieważ jego zdaniem piloci nie wiedzą czym są prawdziwe problemy i zawsze chętnie opowiada im o swoich. Yossarian więc w końcu się buntuje.

Paradoksy, paranoja i absurd. Plejada oryginalnych gwiazd. To esencja tej książki, która mogłaby być pierwowzorem humoru prezentowanego przez Monty Pythona. Każda postać to niesamowity, warty wzmianki i poznania rodzynek. Jest tutaj oficer żywnościowy Milo, któremu udaję się rozkręcić międzynarodowy handlowy syndykat przy użyciu wojskowych transportowców, wchodzi w spółkę z Niemcami i by pokryć koszty nieudanego zakupu egipskiej bawełny bombarduje własną bazę, a wcześniej wykupuje kontrakt na bombardowanie pewnego włoskiego miasteczka, oraz drugi kontrakt – na jego obronę przeciwlotniczą. Jest były starszy szeregowy Wintergreen, który jest najbardziej wpływowym żołnierzem na froncie europejskim. Były, bo za niesubordynację jest degradowany i wysyłany do kopania dziur. Są nienawidzący się generałowie Peckem i Dreedle, pierwszy z nich wymyśla termin „odpowiedni rozrzut”, który znaczy tylko tyle by bombardowanie nie było skuteczne, tylko ładnie wyglądało na zdjęciach. Ci oficerowie mają gdzieś życie żołnierzy. Liczą się tylko pieniądze i wojenny splendor, sława zwycięzcy – tylko takiego zwycięzcy, który zwycięża życiem innych, a sam siedzi bezpiecznie daleko od linii frontu. Jest porucznik potem pułkownik na końcu zaś generał Sheisskopf, który zna się tylko na defilowaniu. I jest jego żona, która sypia z każdym porucznikiem bo jej mąż nie chce jej wychłostać. Jest pilot Nately zakochany w rzymskiej dziwce, która go zlewa. Jest dziwka Nately’ego, która po prostu musi się wyspać by pokochać Nately’ego. Jest Clevinger i scena sądu polowego, która składa się z najlepszego dialogu w książce. Jest tajemniczy major… de Coverly ciągle grający w rzucanie podkowy. Jest irytujący Aarfy zakochany w pieniądzach ojca Nately’ego. Jest major Major Major, który każe wpuszczać interesantów do siebie wtedy gdy go nie ma. Jest także znerwicowany Joe Głodomór, cierpiący na manię fotografowania nagich kobiet – w cywilu znany fotograf Life’a, który jest kiepskim kochankiem i jego zdjęcia są do niczego. I jest wielu innych. Wszyscy w pewnym stopniu są wariatami. Gdy akurat nie bombardują lub nie zajmują się szeroko pojętą wojną, to przesiadują w klubie oficerskim albo w którymś z rzymskich burdeli. Ta książka wręcz ocieka dobrym humorem i naprawdę rodzina mi świadkiem momentami wyłem ze śmiechu w trakcie lektury. Jako ciekawostkę podam, że na jej podstawie powstał film w reżyserii Mike’a Nicholsa, twórcy między innymi „Absolwenta”. Czuć inspiracje tą książką także w filmie „MASH” z Donaldem Sutherlandem oraz w trochę późniejszym serialu pod tym samym tytułem, gdzie pod pozorną lekkością fabuły i swobodnym zachowaniem bohaterów, dzieła te kryją zdecydowaną postawę antywojenną, a bohaterowie znakomicie wpisują się w poczet literackich przeciwników wojny, właśnie obok Szwejka i Yossariana.

Czytelniku. Jeżeli lubisz dobry humor podany w formie absurdu i groteski, momentami ocierający się o pure nonsens i makabrę, jeżeli lubisz błyskotliwe dialogi i cięte uwagi na temat kondycji ludzkości, to proszę Cię, sięgnij po tę konkretną książkę. Brakuje mi słów by wyrazić jej geniusz. Na pytanie zadawane domyślnie przy każdej recenzji – czy warto? Odpowiem zdecydowanie, że warto. Może nawet trzeba. Gorąco polecam.

Autor: Paweł Świątek

Wydawnictwo: Albatros
Tytuł oryginału: Catch-22
Tłumaczenie: Lech Jęczmyk
Data wydania: 24 listopada 2008
ISBN: 978-83-7359-803-4
Oprawa: miękka
Format: 130 x 205
Rok wydania oryginału: 1961
Liczba stron: 480

This entry was posted on środa, Wrzesień 9th, 2009 and is filed under Recenzje. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.