i_grombelarrdzka1-M

Wstyd przyznać, ale jest to mój pierwszy kontakt z prozą Feliksa W. Kresa, dlatego, siłą rzeczy, moja recenzja nie będzie nawiązywać do poprzednich oraz następnych części cyklu „Księgi Całości”. Na szczęście kompozycja dzieła w pełni na to pozwala, gdyż „Grombelardzka legenda” jest powieścią zamkniętą – a wstyd mi, ponieważ jest to nazwisko (pseudonim właściwie) na poletku polskiej literatury fantastycznej znane i cenione za dokonania literackie.

Powieść ta jest osadzona w Szererze, od początku do końca samodzielnie wykreowanym przez autora świecie fantasy. Szerer, w moim odczuciu starego erpegowca, byłby światem całkiem dobrze grywalnym. Dlatego też w sumie trochę dziwię się, że nikt nie zdecydował się na konwersję świata powieści na język i mechanikę gry fabularnej. Kto wie, może ktoś się kiedyś zdecyduje? W „Grombelardzkiej legendzie” brakuje co prawda soczystych, klimatycznych opisów otaczającej rzeczywistości świata przedstawionego, ale zastosowany w tym wypadku swego rodzaju minimalizm sprawia, że wyobraźnia czytelnika ma całkiem sporo pracy – tak jak w seansie gry fabularnej. I to oczywiście nie jest zarzut. Opisy, owszem, bywają oszczędne, ale mimo wszystko całkiem sugestywne. Autor po prostu pisze bez zbędnych ozdobników i eksperymentów – proza ta jest sucha, a jednak treściwa. Gdy zabrałem się do lektury, początkowo uderzył mnie trochę toporny język i dość sztywna stylistyka. W tym kontekście widać, że „Prawo sępów” było przeredagowane z wcześniej istniejącego tekstu. Szybko jednak sytuacja pod tym względem się poprawiła. Odnalazłem właściwy rytm lektury i czytało się już do końca bardzo przyzwoicie, bez większych zgrzytów.

i_grombelarrdzka2-MKompozycja powieści również przypadła mi do gustu. Z jednej strony można zaryzykować stwierdzenie, że są to połączone ze sobą opowiadania, z drugiej – zachowują pewną ciągłość fabularną, dlatego można je traktować jako poszczególne rozdziały powieści. „Serce Gór” dość leniwie, bo na przestrzeni ponad dziesięciu lat, przedstawia rozwój wydarzeń fabularnych, skupionych wokół dwóch najważniejszych postaci: Łowczyni sępów, w potworny sposób okaleczonej A. J. Kareniry, oraz deszczowych, mglistych Gór Ciężkich. Gdyż to właśnie góry, ich legendy oraz mieszkańcy wychodzą często na pierwszy plan. Karenira jest tylko elementem wspomnianej legendy, istotną częścią składową głównego wątku fabuły – akcentowaną jako filtr, czy raczej może jako soczewka dla tego, co się dzieje w górach. Ona sama jest żywą legendą Gór Ciężkich, była świadkiem najważniejszych wydarzeń – brała w nich udział lub była częściowo ich przyczyną. Twarda mścicielka swojej krzywdy, dobra wojowniczka i przewodniczka górska, która stara się zachować neutralność w konflikcie band rozbójniczych z legią grombelardzką. Sensem jej życia jest jak największe uszczuplenie liczebności jednej z rozumnych ras Szereru – sępów. Gdyż to właśnie sępy są sprawcami jej krzywdy. W swojej sprawności fizycznej – bardzo męska. Swoim ciężkim charakterem, emocjonalnym niezdecydowaniem i zawziętością – bardzo kobieca. Jednak w głównym konflikcie, zaprezentowanym na kartach „Wstęg Aleru” prym jej odbiera N.R.M. Werena, córka Imperatora i żona Księcia Przedstawiciela Prowincji. Tu przejawia się jedna z zalet prozy Kresa, czyli postacie. Te „główne” są bardzo ludzkie, nie są przebarwione i co najważniejsze – nie są wszechmocne. Mają swoje wady i słabostki, budzą emocje. Jednym z moich ulubieńców był L. S. I. Rbit, kot gadba (widać, że Kres ma hopla na punkcie kotów, sam ich nie cierpię, ale cenię gdy ktoś daje wyraz swojej pasji w twórczości) – jeden z przedstawiciel rozumnej rasy powołanej przez Szerń. Ciekaw jestem, czy w innych częściach cyklu wyjaśniona jest nienawiść gadba do sępów, tu tylko ledwo zaznaczona.

Konflikt Szerni z Alerem jest kolejnym głównym wątkiem, nie do końca wytłumaczonym, nie tak jakbym chciał – w tym wypadku minimalizm opisu jednak trochę mi ciążył. Bo do samego końca nie wiadomo, czym są Pasma Szerni i Wstęgi Aleru. Dobrem i Złem? Nie, są ponad takim uproszczeniem. Jednak ponownie upraszczając – Szerń jest mocą, która buduje, a Aler tą, która niszczy. Gotah Przyjęty w liście do Wereny, który jest częścią klamry zamykającą powieść (elementem klamry, który otwiera powieść jest list kronikarza do Wereny, historia Kareniry jest jakoby pisana na wzór starej, armektańskiej sagi) – tłumaczy tylko, że Szerń i Szerer rządzą się prawami, które najprościej wytłumaczyć można za pomocą matematyki. Nie znając treści „Króla Bezmiarów” strzelam, że może chodzić o coś w rodzaju programu. Konfliktu wirus – program antywirusowy, tylko na skalę Wszechświata. Ale to tylko taka moja niczym nie poparta dywagacja.

Podsumowując, „Grombelardzką legendę” czytało mi się bardzo dobrze, tylko szkoda, że w oderwaniu od reszty cyklu. Zachęca mnie to jednak do sięgnięcia po resztę i poszukania tam kilku odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Zdecydowanie jest to znakomita proza rozrywkowa, która wspaniale umiliła mi czas. Moim zdaniem warto sięgnąć po klasyka polskiej fantastyki. Jak wspominałem, chętnie też zobaczyłbym Szerer jako grę fabularną. Cóż, kto wie…

Autor: Paweł Świątek

Wydawnictwo: Mag
Data wydania: 26 sierpnia 2009
ISBN: 978-83-7480-136-2
Oprawa: miękka
Format: 135 x 205
Liczba stron: 534
Tom: 1

Wydawnictwo: Mag
Data wydania: 26 sierpnia 2009
ISBN: 978-83-7480-137-9
Oprawa: miękka
Format: 135 x 205
Liczba stron: 368
Tom: 2

This entry was posted on piątek, Październik 9th, 2009 and is filed under Recenzje. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.