sup130_m

Rzadko kiedy zdarza się sytuacja, że sięgamy po konkretną książkę bez żadnych wobec niej oczekiwań. Często za sprawą recenzji czy krótkich opinii innych osób mamy już wcześniej wobec niej wygórowane wymagania. U mnie akurat zaszła sytuacja odwrotna, moje oczekiwania co do lektury było dość obniżone. Zupełnie bezzasadnie, bo do tej pory nie zdarzyło mi się przeczytać nic autorstwa Pawła Ciećwierza i powinnam zasiąść do jego książki bez uprzedzeń. Został jednak uruchomiony schemat, według którego określenie „dobra literatura” nie jest tożsame z polską fantastyką. Spotkała mnie miła niespodzianka, oby takich było jak najwięcej.

„Nekrofikcje” są pierwszą samodzielną publikacją Pawła Ciećwierza, wcześniejsze prace, to opowiadania opublikowane w pismach fantastycznych i jedno w antologii „Bez bohatera”. Chociaż nie miałam przyjemności zapoznać się z tymi tekstami, na podstawie tego co przeczytałam mogę stwierdzić, że Ciećwierz pisać potrafi. Nawet wybierając dosyć już znany motyw podstarzałego antybohatera, jest w stanie wycisnąć z niego to co najlepsze. I nie zanudzić przy tym czytelnika. Poza tym zaskarbił sobie moją sympatię już od razu, umieszczając na początku pierwszego rozdziału słowa jednego z utworów Trenta Reznora: „Nothing can’t stop me now, cause I don’t care anymore” .Taki sam uśmiech na mojej twarzy pojawił się, kiedy tytuł jednego z podrozdziałów rozpoczął się od słów utworu „Sympathy for the devil”. Małe smaczki, które dla mnie miały znaczenie, dla innego czytelnika mogą być zupełnie obojętne – ważniejszy jednak od preferencji muzycznych jest fakt, że urywki tekstów nie zostały wybrane przypadkowo. I tak słowa, które można usłyszeć na płycie „Downward Spiral” zespołu Nine Inch Nails, świetnie pasują do głównego bohatera.

Brighellę poznajemy, gdy wkracza w wiek, który można spokojnie nazwać „dojrzałym średnim”. Nekromanta, ćpun, człowiek, który cię sprzeda, jeśli tylko coś będzie mógł na tym zyskać. Do tego, co nierozwiązalnie łączy się z nekromancją, heretyk. Świat, który przedstawia nam Ciećwierz, to wykrzywione zwierciadło tego, który znamy na co dzień. Miejsce gdzie rozgrywa się akcja, Mgławica, może być każdym polskim miastem, szarym, brudnym, z dumnie wystającymi iglicami kościołów. Jeśli ktoś uważa, że kościół katolicki za bardzo się rozpycha ze swoimi wpływami w polityce, niech sięgnie po „Nekrofikcje”. Przypomina mi się, jak jakiś czas temu chorwacki pisarz, Zoran Krušvar, wyraził obawę na swoim blogu, czy jego powieść (która niedawno miała swoją premierę w Polsce) nie jest zbyt prowokacyjna w swojej antyklerykalnej wymowie – patrząc na wizję jaką roztacza Ciećwierz, martwił się zupełnie niepotrzebnie. Inkwizycja powróciła, tym razem uzbrojona w nowe narzędzia, a nauki człowieka, który zmarł na krzyżu dwa tysiące lat temu jeszcze bardziej wykrzywiono. Kościół gra główne skrzypce w każdym aspekcie kontroli społecznej, wszystkie najważniejsze karty trzyma mocno w garści. I gdzieś tam na obrzeżach, w mroku, czy lepiej szarej strefie, działa taki człowiek jak Brighella. Sprzedając swoje usługi, rozprowadzając narkotyki, niejednokrotnie wchodząc najwyższej władzy w drogę ze wszystkimi tego konsekwencjami.

„Nekrofikcje” są podzielone na osiem rozdziałów, chociaż ja bardziej traktowałabym je jako małe opowiadania, ułożone w porządku chronologicznym. Każde odsłania przed czytelnikiem kolejne przygody Brighelli, czyli coraz większe zapadanie się w bagno i pakowanie się w coraz większe kłopoty. I tego cynicznego skurczybyka czytelnik zaczyna darzyć czymś na kształt sympatii, przynajmniej facet nie udaje cnotliwego człowieka, którym nie jest, prawda? Znany zabieg przy kreacji tego typu postaci.

Jedno jest pewne, kolejne publikacje pod tym nazwiskiem na pewno zyskają moje zainteresowanie. Książkę czyta się szybko i to z dużą przyjemnością. Nie należy oczekiwać, że zostaną w niej poruszone wielkie i ważkie tematy, określiłabym ją raczej mianem inteligentnej rozrywki. Na myśl przychodzi mi twórczość Lyncha, nie zamierzam porównywać dokonań obydwu panów, bo to jednak konstrukcja powieści i styl zupełnie inny, ale wrażenia z samej lektury bardzo podobne. Literatura jak najbardziej rozrywkowa, ale w dobrym tego słowa znaczeniu.

Autor: Maria „Metzli” Roszkowska

Wydawnictwo: SuperNowa
Data wydania: 28 sierpnia 2009
ISBN: 978-83-7578-020-8
Oprawa: miękka
Liczba stron: 420

This entry was posted on sobota, Październik 24th, 2009 and is filed under Recenzje. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.