zoran

Zapraszamy do lektury wywiadu z Zoranem Krušvarem, autorem książki „Wykonawcy Bożego Zamysłu”, która ukazała się w Polsce 30 września nakładem wydawnictwa Runa.  Z wykształcenia pyscholog,  obecnie pracuje jako pisarz, dziennikarz oraz menedżer projektów kulturalnych. Czterokrotny laureat chorwackiej nagrody z dziedziny fantastyki, „Sfera”. W Chorwacji „Wykonawcy Bożego Zamysłu” zostali przyjęci bardzo entuzjastycznie, a wokół książki zdążył wyrosnąć spory ruch fanowski. Autor prowadzi bloga w języku angielskim, który jest tłumaczony na polski.

English version

Zaginiona Biblioteka: „Wykonawcy Bożego Zamysłu” nie są twoją pierwszą książką, która miała premierę w Polsce. Dla mnie osobiście, fakt ten był sporym zaskoczeniem. Z pewnością sposób jej wydania jest dla ciebie o wiele bardziej satysfakcjonujący niż to miało miejsce za pierwszym razem, mam rację?

Zoran Krušvar: Tak jak powiedziałaś. „Wykonawcy” są moją drugą książką w Polsce. Pierwsza została wypuszczona w ograniczonej edycji i praktycznie bez żadnych dodatkowych działań. Cała promocja dla tej książki była wykonana przez jedną osobę, moją tłumaczkę, Agnieszkę Żuchowską-Arent. Włożyła w to wiele wysiłku, ale niestety niewiele możesz zrobić jeśli nie masz najlepszego wydawcy. Książka nie miała przyzwoitej dystrybucji, żadnego wsparcia medialnego i, mówiąc szczerze, nakład 500 sztuk w kraju, gdzie żyje 38 milionów ludzi, musi przejść niezauważony, to czysta matematyka. Ale ostatnio z przyjemnością dowiedziałam się, że „Najlepszego na świecie” mozna przynajmniej znaleźć w niektórych bibliotekach w Polsce.

Na szczęście „Wykonawcy Bożego Zamysłu” zostali wydani przez Runę, i jak dotąd, ich działania są powyżej wszelkich oczekiwań. Bardzo profesjonalni, wiedzą co chcą osiągnąć i bardzo ciężko na to pracują. Byłoby niedopowiedzeniem, gdybym nie zaznaczył, że jestem bardzo zadowolony ze sposobu w jaki sposób ta książka została wydana. Mam nadzieję, że będę kontynuował współpracę z tym wydawnictwem w przyszłości.

ZB: Wyrażając swoje obawy co do odbioru książki napisałeś: „To inny kraj; może ludzie mają inne gusta czytelnicze. Może są przyzwyczajeni do amerykańskich i polskich pisarzy, a ja wydam się im dziwaczny.” Czy w takim razie w swojej książce zawarłeś elementy, które mogą być niezrozumiałe dla polskiego czytelnika, a specyficzne dla twojego kraju?

ZK: To bardzo ciekawe pytanie i myślę, że tylko czytelnicy będą mogli na nie w pełni odpowiedzieć. Fabuła książki powinna być zrozumiała dla każdego, ale akcja toczy się przede wszystkim w Chorwacji, zgaduję, że mogą tam być pewne niezrozumiałe elementy, nie są one jednak tak istotne dla całej historii. Na przykład: w części książki, która mówi o alternatywnych czasach (lub niedalekiej przyszłości), wspomniana jest wojna pomiędzy Chorwacją a Słowenią. Znajomość aktualnej sytuacji politycznej i spór jaki toczą teraz Chorwacja i Słowenia będzie z pewnością pomocna, żeby lepiej zrozumieć te szczegóły. Nie jest to jednak najważniejsze w głównym wątku fabularnym, ale fakt, że wojna ze Słowenią została wspomniana wzbudziła zainteresowanie w Chorwacji i pewnie nie będzie miało siły takiego oddziaływania w Polsce. W książce znalazł się również wątek, który może przypomnieć czytelnikom historię Chorwacji podczas II wojny światowej, ale nie jestem do końca pewien czy nawet chorwaccy czytelnicy zdołali go dostrzec.

ZB: Zapewne wielu czytelników będzie się zastanawiało na ile twoją twórczość można uznać za reprezentatywną dla całej chorwackiej fantastyki. Pokusisz się o próbę odpowiedzi na to pytanie?

ZK: Żeby dać możliwie najlepszą odpowiedź na to pytanie, muszę powtórzyć historię chorwackiej fantastyki i opisać obecną jej scenę. I może to przybrać postać osobnego artykułu na ten temat. W Chorwacji nie mamy zbyt wiele powieści z zakresu fantastyki. W zależności od tego jak określamy granicę tego gatunku, możemy w sumie zliczyć od tuzina do dwudziestu takich powieści. Problemem jest, ograniczony rynek, a także fakt, że więksi i silniejsi wydawcy nie są zbytnio zainteresowani publikowaniem fantastyki. Więc książki ukazują się własnym nakładem lub przez małe wydawnictwa, które nie mogę pozwolić sobie na dobre strategie marketingowe i wydawanie wielu tytułów. I to właśnie jest jedna z głównych przyczyn dlaczego mamy sporo dobrych lub przyzwoitych autorów, którzy zajmują się pisaniem krótkich form literackich. Widzisz, dwa nasze największe konwenty SF, Sferakon i Istrakon, co roku publikują antologie i pisarze mają poczucie, że uczestnictwo w tym konkursie jest dla nich bardzo dobre – ponieważ te książki zostaną na pewno wydane. A jeśli napiszą powieść…. cóż, nawet najlepsza z nich może czekać na publikację przez lata albo nigdy nie ujrzeć światła dziennego. Zatem zostają przy krótkich opowiadaniach. Mamy także magazyn „Ubiq” i parę fanzinów, które także publikują na swoich łamach takie opowiadania. Z drugiej strony, kiedy przypadkowy wydawca zainteresuje się powieściami z dziedziny fantastyki, nie może znaleźć żadnej ponieważ wszyscy autorzy są zajęci pisaniem krótszych form.

Spośród tej niewielkiej liczby powieści, które się ukazują, można wymienić książki Vanji Spirina, który pisze bardzo ciekawą, humorystyczną fantastykę (jak Asprin), mamy Milenę Benini (nie wiem dokładnie z kim powinienem ją porównać, pierwsze nazwisko, które przyszło mi na myśl to Ursula Le Guin, ale pewnie przez to, że obie autorki są dobre zarówno w fantasy, jak i science fiction) i jeśli książki o wampirach w stylu Anny Rice potraktujesz jako fantastykę, mamy także Viktorię Faust. Możemy wymienić także książki dla dzieci Darco Macana, przypominają „Buffy – postrach wampirów”, tylko że z uczniami szkoły podstawowej jako bohaterami, bez wampirów, z o wiele większym poczuciem humoru. Poza autorami, których wymieniłem, mamy też dużą liczbę takich, których dzieła nigdy nie powinny zostać napisane, a tym bardziej wydane. Wiele z tych książek, których autorów nie będę wymieniał z nazwiska, są pod wpływem Tolkiena i gier RPG. Porównując moją twórczość z innymi pisarzami, powinienem podzielić ją na dwie kategorie: humorystyczne i „poważne”. Jeśli musiałabym coś powiedzieć o pierwszej, myślę, że mam zwyczaj używania otaczającego nas świata i sytuacji, które mają w nim miejsce, jak również codziennej polityki jako inspirację częściej niż większość chorwackich autorów. A jeśli mowa o drugiej kategorii… Mam skłonność do przedstawiania przemocy i nieprzyjemnych elementów bez oporów. Sądzę także, że moi bohaterowie są bardziej niezrównoważeni niż inni w podobnych powieściach chorwackiej fantastyki. Myślę, że to z powodu tego, że jestem psychologiem, ale inny mogliby powiedzieć, że to dlatego, że jestem chorym draniem. Więc, nie chciałabym tak naprawdę powiedzieć, że moja praca przedstawia typowy obraz chorwackiej fantastyki, ale jestem jednym z autorów, którzy preferują, aby Chorwację używać w roli tła dla historii i możemy powiedzieć, że to jest jeden powszechny element łączący pewną liczbą chorwackich autorów. To reprezentuję.

ZB: Czy w takim razie nie wykluczasz sytuacji, że w Polsce ukaże się twoja kolejna książka? Lub jeśli „Wykonawcy Bożego Zamysłu” odniosą sukces, masz w planach wizytę w naszym kraju?

ZK: Oczywiście nie wykluczam sytuacji, kiedy moja następna książka zostanie opublikowana w Polsce. Tak naprawdę, moja kolejna książka jest tłumaczona teraz na polski, ale ponieważ jest to książka dla dzieci nie spodziewam się, żeby Runa była zainteresowana jej wydaniem. Więc przypuszczam, że będę musiał jednak współpracować z jakimś innym wydawcą. Ale zamierzam pisać dalej, a Runa będzie moim pierwszym wyborem jeśli zdecyduję się publikować u was. I oczywiście bardzo chciałbym odwiedzić Polskę, ale widzę, że macie dobrych autorów, a to oznacza ciężką rywalizację. I tak naprawdę nie wiem czy moje książki osiągną taki sukces, żeby mój wydawca chciał ściągnąć mnie do Polski. Jak powiedziałem, bardzo chciałbym, ale może czytelnicy będą chcieli gościć u siebie innych autorów.

ZB: Wymyślając istniejący na kartach powieści zakon Wykonawców Bożego Zamysłu wzorowałeś się na jakimś współczesnym przykładzie lub historycznym?

ZK: Nie, w ogóle. Oczywiście są tam pewne odległe podobieństwa do inkwizycji , ale prawdziwa inspiracja pochodzi od czterech ewangelistów, ponieważ twierdzi się powszechnie, że pisali oni pod wpływem natchnienia od Ducha Świętego. Więc pomyślałem: „Co jeśli byłaby inna, bardziej militarna grupa religijnych ludzi, która twierdziłaby, że ma przesłanie bezpośrednio od Ducha Świętego lub Boga? Co jeśli ci ludzie mieliby wyłączność na robienie czego tylko by chcieli, ponieważ ich działania byłyby manifestacją woli boskiej?” To był pierwszy pomysł i z czasem przekształciło się w… cóż, w tą książkę.

ZB: W swojej książce przedstawiasz wizję wampiryzmu, którego korzenie leżą w starożytnej Histrii. Skąd pomysł na właśnie takie umiejscowienie?

ZK: Cóż, mieszkam w Rijece i to jest bardzo blisko regionu Istrii. Patrząc geograficznie w pół godziny można dojść spod mojego domu do granicy półwyspu istryjskiego. Także, moja babcia i dziadek, obydwoje stamtąd pochodzą i jest tam również miejscowość „Krušvari”. Czuję się więc związany z tym regionem i od czasu do czasu używam go jako scenerii dla moich historii. Krąży tam legenda o Jure Grando, który (według  Wikipedii) był pierwszym klasycznym wampirem zapisanym z nazwiska w dokumentach. Był istryjskim chłopem, który żył w Kringa, małym miejscu wewnątrz półwyspu Istrii. Umarł w 1656 i powrócił jako wampir. Odważna grupa chłopów, poprowadzona przez lokalnego księdza, wykopała go z jego grobu i pozbawiła głowy w 1672. Istryjski dziennikarz i bardzo ważna osoba dla chorwackiej SF, Davor Šišović, wyjaśnił jak historia Jure’a Grando została przedstawiona Lordowi Byronowi i zainspirowała go do napisania „The Vampyre” – powieści, którą porzucił  i pozwolił, żeby jego przyjaciel, Polidori, zakończył ją i opublikował pod własnym nazwiskiem. To była pierwsza powieść o wampirach, późniejsza, „Drakula”, była w dużym stopniu nią inspirowana. Więc, ta teoria tłumaczy, dlaczego współczesne historie o wampirach mają swoje korzenie w Istrii. Legenda o Jure Grando nie była powszechnie znana, aż do momentu kiedy pięć lat temu,  Davor Šišović zaczął promować tę legendę jako dziedzictwo Chorwacji. Tak naprawdę nie chciałem pisać o Jure Grando, ponieważ inni autorzy zrobili to wcześniej parę lat temu, ale wybór Istrii jako miejsca dla narodzin wampiryzmu wydaje mi się najbardziej logiczny. To magiczne miejsce, z wieloma mistycznymi szczegółami.

ZB: Odchodzisz również od kreowanej ostatnio wizji wampira, który bardziej przypomina kandydata na modela niż krwiożercze monstrum, głównie za sprawą prozy Meyer. Wracając do archetypu wampira chciałeś odświeżyć w ten sposób jego obraz?

ZK: Cóż, naprawdę lubię wampiry. Zawsze lubiłem. Były moimi ulubionymi potworami, kiedy byłem dzieciakiem. I w pewien sposób rani mnie, kiedy widzę co ludzie, tacy jak Anna Rice czy Stephanie Meyer, z nich zrobili. Nie mogę wystraszyć się „wampira”, który wygląda jakby był żywcem wyciągnięty z jakiegoś boys bandu. I najbardziej przerażającą rzeczą w wampirach powinien być fakt, że możesz stać się jednym z nich. Więc jeśli masz wampiry, które są ładne, trendy, mądre, silne, kochające, z bardzo wysokim poczuciem moralności… co jest strasznego w przekształceniu się w jednego z nich? Ten nowy rodzaj wampirów po prostu nie może dobrze działać. Dodatkowo sprawiają, że chce mi się rzygać. Więc, tak. Chciałbym wrócić do „starszych” wampirów, tych którzy ludzie rzeczywiście mogą się bać.

ZB: W swojej książce zawarłeś pewne elementy antyklerykalizmu, chociaż dla mnie jest on bardzo umiarkowany – nie deprecjonujesz na przykład wiary zwykłych ludzi. Skąd pomysł na umieszczenie takiego elementu w książce, a może efekt twoich własnych poglądów?

ZK: Nie jestem aż tak dobrze poinformowany jeśli chodzi o sytuację w Polsce. Powiedziano mi, że to bardzo katolicki kraj, ale tak samo jest z Chorwacja. Według statystyk mamy od 80% do 85% katolików. Ale widzisz, mieliśmy niedawno wojnę i była to wojna przeciwko rebeliantom Serbii, którzy byli ortodyksyjnymi chrześcijanami, i była to także wojna z byłą jugosławiańską armią, a dawna Jugosławia była socjalistycznym, ateistycznym państwem. Więc określenie się jako katolika jest sposobem na odróżnienie od ortodyksyjnego i ateistycznego wroga. Dlatego mamy w Chorwacji 85% katolików, ale jeszcze do niedawna jeden z najbardziej popularnych piosenkarzy w Chorwacji miał w swoim repertuarze utwór gloryfikujący nazistowskie obozy koncentracyjne podczas II wojny światowej. Jestem ateistą, ale czytałem Biblię i nie brzmi to dla mnie za bardzo w duchu chrześcijańskim. Fakt, że Chorwacja jest „katolickim” krajem niekoniecznie oznacza, że ludzie naprawdę zasłużyli, żeby nazywać ich katolikami. Analogicznie, mamy tu McDonald po to, żeby sprzedawał nam fast foody. Nie oczekujesz, żeby byli moralnie poprawni, są tu tylko, po to, żeby wciskać ci niezdrową żywność. Ale kościół jest tutaj rzekomo po to, żeby prowadzić ludzi, żeby  żyli w zgodzie z moralnością, dobrzy dla siebie nawzajem, pozostali pokornymi, skromnymi i przyzwoitymi. I żeby to robić, Kościół powinien być przykładem. Ale zamiast tego, nasz katolicki kościół bardziej zainteresowany jest luksusem, pieniędzmi i politycznym wpływem. Teraz, jeśli byliby tu po to żeby sprzedawać nam fast foody – nie obchodziłoby mnie to. Ale jeśli są tu po to, żeby uczyć nas skromności, a sami jeżdżą nowymi samochodami, zapełniają swoje kościoły złotem, mają drogie komórki, jeżdżą na wycieczki za granicę – a wszystko to płacone jest pieniędzmi z naszych podatków – wtedy chciałbym powiedzieć, że jest coś nie tak z ich sposobem życia.

ZB: Kiedy mówisz o sytuacji chorwackiej fantastyki, przypomina mi się dyskusja, która kilka miesięcy temu miała u nas miejsce. Słabą kondycję fantastyki tłumaczono faktem istnienia słabych ich recenzji. Na ile taki pogląd wydaje się dla ciebie uzasadniony a może jest do przełożenia na sytuację w Chorwacji?

ZK: Książki fantastyczne w Chorwacji nie mają złych recenzji. One w ogóle nie mają żadnych recenzji, to jest właśnie problem. Mamy tylko dwa przypadki, kiedy bardzo, bardzo słabe książki fantasy mają bardzo dobre recenzje i nagłośnienie w mediach. W pierwszym przypadku, pisarz jest profesorem uniwersyteckim i wykorzystywał swoje znajomości, żeby dostać się do prasy, a w drugim, wokół ksiażki wywołano sztuczny szum sprzedając prasie najbardziej niewiarygodne historie na jej temat; o George’u Lucasie, który byłby zainteresowany sfilmowaniem książki (a książka ta nie ukazała się nigdzie poza Chorwacją), o wielkiej orkiestrze robiącej soundtrack dla książki, o pewnym europejskim studiu robiącym kreskówki… I media rzeczywiście wierzą w te wszystkie bzdury i publikują je. Te dwa przypadki naprawdę robią krzywdę chorwackiej fantastyce, ponieważ czytelnicy, którzy są sceptycznie nastawieni jeśli chodzi o jakość książek chorwackiej produkcji, mają teraz na to dowód. A naprawdę dobre książki prawie nigdy nie będą w ogóle wspomagane przez prasę. Owszem „Wykonawcy” dostali wsparcie, ale mieliśmy zrobiony soundtrack, film i fanów, którzy zrobili krótką sztukę, żeby nadać sprawie rozgłos. To nie jest zbyt wiele, ale o wiele więcej niż ma większość autorów i w końcowym efekcie przyniosło jakieś rezultaty.

ZB: Do „Wykonawców Bożego Zamysłu” została zastosowana duża akcja promocyjna, większość to twój własny pomysł czy działanie wydawnictwa Runa?

ZK: Naprawdę? Cóż, byłem bardzo pod wrażeniem polskiego profesjonalizmu, ponieważ sądziłem, że to jest sposób w jaki zwykle pracujecie! Myślałem, że to zwykła procedura, a nie żadna wielka akcja! Widzisz, właśnie zburzyłaś moją ładną iluzję. Poinformowałem Runę jakie działania mamy w Chorwacji i pokazałem materiały jakie miałem. Wybrali co chcą użyć, a poza tym sami mieli świetne pomysły, które bardzo mi się spodobały. Bardzo polubiłem pracę z nimi. Powiem więc, że była to praca zespołowa, ale faktycznie oni wykonali jej największy kawałek.

ZB: Zacząłeś na przykład prowadzić bloga, to dobry sposób na kontakt z czytelnikami? Planujesz to kontynuować w przyszłości?

ZK: Blog był pomysłem Runy. Nigdy nie prowadziłem wcześniej bloga i byłem nawet zaangażowany w pewną internetową wojenkę w Chorwacji, twierdząc, że nie ma czegoś takiego jak „literatura blogowa” (dlatego, że nie ma zasadniczej różnicy pomiędzy historiami publikowanymi na blogu a tymi, które zawarte są w książkach), więc ludzie którzy o tym wiedzą będą raczej rozbawieni faktem, że zostałem blogerem. Teraz jeszcze nie wiem jaki efekt przynosi ten blog, oprócz bycia narzędziem propagandy. Pokazuje mi statystyki odwiedzin i widzę, że one są całkiem dobre. A osoby, które zostawiają mi komentarze, piszą, że na pewno kupią moją książkę, i są tam też osoby, które przeczytały moją ostatnią powieść (tą o której byłem pewny, że nigdy nie zostanie przeczytana) i najwidoczniej polubiły, więc zgaduję, że odniosło to jakiś efekt. Ale myślę, że byłbym prawdziwe usatysfakcjonowany w momencie, kiedy czytelnicy zaczęliby pisać komentarze odnoszące się do książki. To jest to, co interesuje mnie najbardziej. Jak dotąd blog jest dla mnie jak nowa zabawka. Na pewno będę kontynuował pisanie przez jakiś czas… przynajmniej do czasu, gdy mnie to znudzi.

ZB: Spytam o twój proces tworzenia, jakim typem autora jesteś? Masz twardy rygor pracy, po kolei tworzysz sceny i bohaterów czy raczej twoja praca jest bardziej niezorganizowana?

ZK: Nie mam twardego rygoru pracy, to na pewno. Moja praca jest najczęściej prostą linią od początku aż do samego zakończenia. Po napisaniu paru stron, wracam do nich, nanoszę poprawki i zmieniam. Robię tak parę razy podczas pisania i parę razy kiedy powieść jest już skończona. Tylko ostatnio zacząłem eksperymentować z posiadaniem streszczenia przed napisaniem czegokolwiek. Nie jestem jeszcze do końca pewien, czy to lepsza, czy gorsza droga. Ale teraz, kiedy myślę o rzeczach, które zamierzam napisać w przyszłości, powiedziałbym, że często zaczynam przede wszystkim od pomysłu na bohaterów. Czasami postacie same potrafią napisać o sobie historię.

ZB: Pracujesz teraz nad jakąś nową książką, jakie masz najbliższe plany?

ZK: Ugh… mam coś jak pięć nieopublikowanych książek w różnym stanie realizacji. Dwie z nich są właśnie pisane i czekają na wydawcę i korektę, dwie inne są w formie streszczenia a niektóre z nich to pojedyncze ustępy tekstu(obie to powieści), a jedna jest tylko w formie pomysłu, który się rozwija – ale ma już wydawcę. Spodziewam się że dwie lub trzy z tych książek zostaną wydane w Chorwacji w następnym roku, ale ta sprawa zależy w dużym stopniu od kalkulacji ekonomicznych. Jest też wstępne zainteresowanie francuskiego wydawcy „Wykonawcami” i możliwość opublikowania mojej książki dla dzieci „The Beasts of Plush” w Polsce.

ZB: Entuzjastyczne przyjęcie książki w Chorwacji, wydanie jej w Polsce, teraz jak mówisz we Francji, to całkiem spory sukces. Na pewno niejeden autor mógłby pozazdrościć ci takiej sytuacji, zaskoczyła cię taka reakcja czy może po cichu liczyłeś na to?

ZK: Przyjęcie w Chorwacji było dobre, szczególnie porównując z przyjęciem innych chorwackich książek fantasty/SF, i to mnie bardzo cieszy. Być wydanym w Polsce to dla mnie przede wszystkim zaszczyt. Widzę, że to jest dodatkowe docenienie mojego wysiłku i napełnia mnie to dumą. Ale czytelnicy nie mieli jeszcze ostatniego słowa i mam nadzieję, że „Wykonawcy Bożego Zamysłu” spełnią ich oczekiwania. Jak na razie, wydanie we Francji to tylko możliwość, nic nie zostało podpisane, ani nawet jeszcze zatwierdzone, więc nie chciałbym mówić o tym jak o zawartej już umowie. Ale mam nadzieję, że tak będzie. Mam wiele innych nadziei i marzeń, i zdaję sobie sprawę, że wiele z nich nigdy się nie spełni, ale od czasu do czasu z niektórymi tak się dzieje i to sprawia, że wysiłek się opłaca.

Wywiad przeprowadziła: Maria „Metzli” Roszkowska

Korekta językowa: Justyna „BitterSweet” Pięta

This entry was posted on poniedziałek, Październik 26th, 2009 and is filed under Wywiady. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.