gildia_hordow

Debiut Magdaleny Salik nie jest powieścią udaną. Nie jest jednak katastrofą. Startuje ze stanów przeciętnych i szybuje w tych okolicach przez cały czas nie przynosząc żadnych zaskoczeń, czy niespodzianek. Autorka zamierzyła sobie cały cykl, co daje nadzieję, że w kolejnych tomach wzbije się na wysokość stanów dobrych. Mimo to wątpię, czy zabłyśnie kiedykolwiek tak jasno na firmamencie polskiej fantastyki, aby ją docenić na dłużej niż jedno przeczytanie. Po lekturze pierwszego tomu nawet z tym może być kłopot. Zatem prognozowanie odnośnie następnych części to, w gruncie rzeczy, myślenie życzeniowe, bo nie poparte zbyt mocnymi przesłankami.

Fabuła pierwszego tomu osadzona jest w klimatach fantasy, które nawet mnie kojarzą się ze scenariuszem (prologiem) jakiegoś rpg (i wcale nie zostałem zasugerowany tym, że autorka jest miłośniczką tych gier). Dopiero po chwili powieść zaczyna nabierać rumieńców, kiedy w zamku oddalonym od miejsca ataku przerażających istot gnębiących biedną krainę, książe czeka niecierpliwie na zaginioną wybrankę. Ale i on musi niedługo ruszyć w drogę, aby ją odnaleźć przy pomocy wygnańca z tytułowej Gildii Hordów, tajemniczego bractwa parającego się magią. Akcja w zasadzie do finału tomu rozgrywa się dwutorowo: z jednej strony samotna, zagubiona bohaterka Newia, z drugiej strony poszukujący jej bohater. Oczywiście, obydwoje mają swoje sekrety (acz nie są zbyt skomplikowane). Na razie na drugim planie występują równie tajemniczy bohaterowie, którzy wydają się – mimo drugoplanowej roli – ciekawszymi od postaci pierwszoplanowych, bo niejednoznacznymi jak oni.

Mogę zaryzykować stwierdzenie, że nic w tej powieści nie będzie dla czytelnika zaskoczeniem. Kilka razy będzie mógł stwierdzić lirycznie: „ale to już było”. To prawda, wszystko to już było. Autorka osadziła swoją powieść w klimatach klasycznej fantasy, budując świat z klocków, które posłużyły już do zbudowania wielu innych, podobnych światów. Scenograficznie jest zresztą ubogo, czytelnik poznaje tylko skrawki, widziane głównie oczyma bohaterów i trochę dopowiadane przez narratora. Właśnie z powodu takiej wąskiej, lecz zamierzonej, perspektywy tak mało tego świata mamy okazję zobaczyć. Mimo to widać, że Salik starała się nadać tworzonym krainom odrobinę różnorodności, co przyjąć należy z uznaniem, ale bez przesady. Także w fabule widać momentami, że autorka przemyślała sobie kilka rzeczy i z konsekwencją stara się zbudować akcję atrakcyjną dla czytelnika, przyprawioną odpowiednią dozą tajemnic, niedopowiedzeń. Ale i tego jest za mało jednak, aby wybić sie ze schematu na autorską niepodległość. Fabuła bowiem nie należy do szczególnie skomplikowanych. Cały cykl rozpisany jest wprawdzie na trzy części, ale uwzględniając objętość pierwszego tomu i stopień skomplikowania intrygi, to kolejne części – o ile utrzymane będą na podobnym poziomie – nie powinny także zaskoczyć czytelnika niczym niezwykłym. Począwszy od kreacji świata, na intrydze skończywszy. Ale to już w rękach autorki, która może obrócić w niwecz moje przewidywania.

Co należy zaliczyć autorce jako oczywistą zaletę, to fakt, iż powieść napisana jest sprawnie, to znaczy, czyta się ją przyjemnie, bez bólu. To osładza trochę przeważającą monotonię wynikającą z powtarzania po raz kolejny tej samej historii, w świecie po raz kolejny podobnym do poprzedniego, czasami tylko urozmaicanym i wywołującym zainteresowanie. Ale zbyt rzadko, aby się emocjonować, przejąć losami bohaterów, aby – wreszcie – odstawić ją na półkę z poczuciem dobrze spędzonego czasu.

Autor: Roman Ochocki

Wydawnictwo: Runa
Data wydania: 18 sierpnia 2009
ISBN: 978-83-89595-53-9
Oprawa: miękka
Format: 125 x 195
Liczba stron: 384
Tom cyklu: 1

This entry was posted on wtorek, Listopad 10th, 2009 and is filed under Recenzje. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

One Response to “„Gildia hordów” – Magdalena Salik”

  1. Pomysł nie jest może zły ( inna kwestia że nie jest jakiś mocno oryginalny) ale książka jest słabo napisana. Przeciętniak.