ksiega_smokow-small

Smoki czyli, element sztandarowy klasycznego fantasy. Mieliśmy różne ich warianty w literaturze. Pierwsze z brzegu mej pamięci: bezmyślne behemoty w Conanie. Były dumne, inteligentne i nikczemne: Glaurung, Ankalagon i Smaug u Tolkiena. Mieliśmy niezależne smoki w Ziemiomorzu. Była jedna oszalała smoczyca w „Belgariadzie”, był w końcu Borch „Trzy Czarne Ptaki” u Sapkowskiego. Pojawiali się czciciele smoków, smokobójcy, wreszcie Smokowcy w adekowskim Krynnie. Mimo że powstawały dobre dzieła fantasy bez udziału bestii innych, niż te przyobleczone w ludzką skórę (np. „Tigana”), to jednak fantastycznym odpowiednikiem hic sunt leones są właśnie smoki na marginesach map.

„Księga Smoków” to przykład antologii tematycznej, co oznacza, że motywem przewijającym się w każdym utworze powinny być smoki. I są. Smoki potężne i groteskowe. Smoki będące dziedzictwem kulturowym oraz, może paradoksalnie, smoki, których tak naprawdę nie ma.

Mamy dwa utwory humorystyczne: Anny Brzezińskiej i Tomasza Kołodziejczaka. Ten drugi ostrze swej satyry zagłębił w naszym szkolnictwie wyższym. Powiastka o Szkole Reketingu i Zarządzania rozbawiła mnie nie na żarty, ale tylko do momentu, kiedy zdałem sobie sprawę, że tak naprawdę nieznacznie przerysowane zostały w niej realia dziko rozwijającego się w Polsce sektora biznesu, dla niepoznaki zwanego szkolnictwem uniwersyteckim. Natomiast utwór Brzezińskiej zdaje się być odbiciem w krzywym zwierciadle klasycznego już opowiadania ASa „Granica możliwości”. Najpierw smok, potem niby polowanie, ale nie do końca, bo we wszystkim chodzi o wpływy i pieniądze. Schemat taki sam, tylko postacie miast dramatycznych stają się komiczne, groteskowe. Całość okraszona obecnościa Babuni Jagódki, ze wszystkimi jej wadami i zaletami. Dużo humoru zawiera także opowiadanie o piratach Marcina Mortki, niestety to jedyny jasny punkt tego tekstu, który wykorzystuje motyw od wielu lat goszczący w literaturze czy kinie. Jaki? Sami szybko go dostrzeżecie.

Dwa inne utwory odwołują się do jednej z „ojczyzn smoków w naszym świecie” – Kraju Środka. W obu smoki pojawiają się trochę jakby na marginesie, lecz ze znacznym wpływem na fabułę. I o ile „Smok tańczy …” Mai Lidii Kossakowskiej jest po prostu jeszcze jednym urban fantasy, napisanym sprawnie, ale niepowalającym na kolana (kolejny raz zadane pytanie: skąd ten Zajdel?), to „I to minie” Izabeli Szolc zdradza zamiłowanie do bogatego w formie, opartego na historii, realizmu magicznego. Jej bajka o życiu sieroty, gdzieś na północy Chin, urzeka tak nastrojem fatalizmu, jak i dbałością o szczegóły.

Alternatywną historię przedstawia nam Krzysztof Piskorski w „Darze dla Cesarza”. I mimo że widzimy w nim takich samych zniszczonych wojnami napoleońskimi Polaków, jacy walczyli czy to pod Somosierrą, czy na San Domingo, to jednak zakończenie mówi nam już otwarcie, że czas uwielbienia dla wszystkiego co związane z Napoleonem, jak u Rzeckiego, już się u nas skończył. U Ewy Białołęckiej natomiast smoki to po prostu nowy rząd w królestwie zwierząt. Mogą być inteligentne i przebiegłe, ale też proste i prymitywne. Opowiadanie bardzo dobre, niestety dość krótkie a zarysowany przez autorkę świat aż prosi sie o szersze potraktowanie.

Na koniec pozostawiłem sobie to co mi się w zbiorze podobało najbardziej. Smoki jako obrazu lęków. Iwona Surmik pokazuje nam smoka, którego możemy odbierać jako zagrożenie skażenia ekologicznego, bądź jako surowego, mściwego boga bez serca. Tak konsekwencje pierwszego, jak i okrutna zemsta drugiego, mogą być bardzo spektakularne (i tragiczne). Michał Studniarek natomiast bardzo malowniczo przyobleka w ciało (no, może nie w ciało, moze raczej w ducha) smoka zwykły ludzki obłęd. Oczywiście na tyle, na ile jest możliwe rozmawiać o obłędzie jak o czymś zwykłym.

Mocnym tekstem jest „Zmiana” Macieja Guzka. Tu smok, występujący co prawda trochę jakby na marginesie fabuły, jest przedstawiony jako nowa, cudowna Wunderwaffe, ostatnia szansa na zwycięstwo w wojnie. Głównym wątkiem jest odwieczna historia ofiar wojny. Bohaterów pola walki, nieświadomych machinacji, które już uczyniły z nich i ich motywacji przedmiot spisków decydentów, głównych beneficjentów przelewu krwi. Opowiadanie, mimo sporych zapożyczeń (konflikt ludzie vs elfy i wiedźmiarze Piekary, czy też wizja świata, którą w skrócie można nazwać Warhammerem 1918), robi bardzo pozytywne wrażenie i prawie do samego końca może wydawać się najjaśniejszym punktem antologii. Prawie do samego końca, ponieważ bezsprzecznie najlepszy tekst czystym przypadkiem znajduje się w antologii jako ostatni. Czystym przypadkiem, bo opowiadania ułożone są alfabetycznie wg nazwisk autorów. A na końcu mamy „Raport z nawiedzonego miasta” Wita Szostaka.

Opowiadanie – perła. Pozostawiające w czytelniku chęć wyjazdu do Italii, zagłębienia się w piękną architekturę i w poszukiwanie prawdy o sobie, bliźnich, o istocie zła i dobra, tak na freskach dawnych mistrzów, jak i we własnej duszy. Mimo plastycznych, żywych opisów, opowiadanie zostaje w czytelniku jako piękna fotografia w sepii. Obraz tego, co wydarzyło się naprawdę? Czy też kompozycja, zapis dziwnego nierealnego wspomnienia, snu? Aha, proszę tylko nie zamykać tego tekstu w getcie fantastyki, to wspaniały utwór literacki, który ma z nią w sumie tylko trochę wspólnego. Absolutny must-read.

„Księga Smoków” pokazuje nam smoki w ogóle i w szczególe, smoki w nas samych, jak i te, które ujrzymy wokół, jeśli tylko zmrużymy oczy. Przedstawia smoki, o których marzymy oraz te, które wypełniają nas obawą. Wszystko to składa się na miksturę, którą warto wypróbować.

PS.: Jest jeszcze po drodze „Śmietnikowy dziadek …” Jacka Piekary. Ale to akurat pomyłka, tekst, który po dwuminutowej korekcie pasowałby do antologii o wampirach, wilkołakach, mistrzach szachowych i o czym tylko chcecie. Pasując do wszystkiego nie pasuje niestety do niczego. Do tego zbioru też.

Autor: Michał „Mag_Droon” Łon

Wydawnictwo: Runa
Data wydania: 5 grudnia 2006
ISBN: 978-83-89595-30-0
Oprawa: miękka
Format: 160 x 240
Liczba stron: 448

This entry was posted on piątek, Listopad 27th, 2009 and is filed under Recenzje. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

One Response to “„Księga smoków” – antologia”

  1. […] o moje, trochę już zapomniane, opowiadanie Zmiana z Księgi Smoków – niedawno przeczytałem recenzję Księgi (a zatem – m. in. Zmiany) na Zaginionej Bibliotece. I w zasadzie nie mam powodów do […]