peanatema-smallNapisanie recenzji książki, która momentami przerasta nas intelektualnie to mordęga. Autor stąpa delikatnie palcami po klawiaturze niczym po zdradzieckim polu minowym by przypadkiem nie palnąć jakiegoś głupstwa. Napisanie recenzji najnowszej książki Neala Stephensona to właśnie taki spacerek po wspomnianym polu minowym, ale nie powiem, lektura warta jest tej wycieczki. Nie będę się rozwodził nad dotychczasowymi dokonaniami pisarza bo zwyczajnie ich nie znam, aczkolwiek nie, teraz skłamałem, ponieważ czytałem rewelacyjną, cyberpunkową „Zamieć” tegoż autora. Jednak gdy mi uświadomiono ogrom moich czytelniczych zaległości, to się tak odrobinę zawstydziłem, niczym konkurent Turbodymomana z reklamy pewnej sieci telefonii komórkowej. Moim noworocznym postanowieniem będzie obowiązkowe nadrobienie wspomnianych zaległości, jak tylko czas i fundusze zezwolą. Wracając jednak do tematu, czyli recenzowanej książki, to nie skłamię, jeżeli napiszę, że to była jedna z ciekawszych powieści, jaką przeczytałem w mijającym roku. A było ich kilka.

Read the rest of this entry »

mistrz_gryDla Iwana Sierowa – młodego, zdolnego teologa, którego tematem badań naukowych była istota pojęcia zła – świat jednego dnia wywinął kozła i obrócił się o sto osiemdziesiąt stopni. Zanim to się jednak stało Iwan utracił wiarę, a co za tym idzie, postanowił rzucić w diabły teologię i zająć się czymś innym, chociażby pisaniem artykułów do gazet czy też podrywaniem chętnych kobiet. Nagle w jego życiu pojawiają się trzy osoby, które wraz z nim są podmiotem pewnej gry. Prócz Iwana bezwiednie w grze uczestniczy Tiago Cruz, pochodzący z ameryki łacińskiej, torturowany uchodźca polityczny; Sonia zakochana w Iwanie kelnerka oraz jegomość, który każe siebie nazywać Lucjanem. Owego feralnego wieczoru Lucjan przedstawia się Iwanowi jako Bóg, czyniąc cuda daje temu dowód i składa propozycję naszemu bohaterowi by ten podjął z nim pewną grę. Bóg bowiem zanim stworzył świat okropnie się nudził, trwał w swojej egzystencji i bawiąc się doskonałością odkrył w niej niedoskonałość. Z niedoskonałości wyłonił się świat, a na tym świecie pojawił się człowiek. Bóg wymyślił pewną grę, która od zarania nie zmieniła zasad i która nigdy mu się nie nudzi – igranie z ludzkim losem.

Read the rest of this entry »

labirynty_front_110Zostać pisarzem to marzenie niejednego czytelnika. Od małego tworzenie niewiarygodnych historii, opowiadania o duchach, drobne romansidła czy też przygody niezwykle odważnych podróżników. Takie rzeczy wychodzą spod piór – teraz wypadałoby napisać jednak spod klawiatury – początkujący autorów. Startowanie w konkursach, samozaparcie, upór i wreszcie się udaje. Wtedy staje się przed dylematem, czy to jednak wystarczy do spełnienia marzenia, czy jednak chce się pisać dalej, lepiej, więcej. Czasami jednak życie prowadzi nas innymi ścieżkami i po drodze są jeszcze inne epizody, także związane z literaturą: publicystyka i redagowanie. Takim tropem poszedł Michał Cetnarowski, po wielu latach, kiedy to on pisał felietony, potem służył radami innym pisarzom, doczekał się własnej książki, własnego zbioru opowiadań.

Read the rest of this entry »

Matuszek1Pewien typ informacji zyskuje na znaczeniu, gdy publikuje się go w konkretnym czasie i sprzyjających ku temu okolicznościach. Tak też jest z pierwszą częścią wywiadu z Pawłem Matuszkiem, byłym już redaktorem naczelnym Nowej Fantastyki. Postanowiliśmy przyśpieszyć publikację, dzieląc wywiad na dwie części. W pierwszej Paweł Matuszek odpowiada o swoim odejściu z NFu czy zdradza kilka informacji o nowym projekcie. Teraz też dopiero zdążyliśmy zacząć rozmowę o literaturze, do której wrócimy w dalszej części wywiadu.

Zaginiona Biblioteka: Ponad trzy lata temu zostałeś redaktorem naczelnym Nowej Fantastyki, zapewne miałeś wtedy plan rozwoju pisma. Czy po tym okresie czasu możesz powiedzieć, że udało się go zrealizować? A jeśli tak, to jakie elementy tego planu sprawiły Ci największe problemy?

Paweł Matuszek: Tak, aż trudno uwierzyć. Nie wiem kiedy to minęło… Kiedy zaczynałem pracę w „NF” chciałem przerzucić pomost między starym pismem, tym z czasów Maćka i reszty klasycznej ekipy, a nowym, pod moimi rządami. Chciałem podnieść poziom publicystyki, urozmaicić dział prozy, rozbudować i pogłębić dział recenzji oraz ściągnąć do pisma jak najwięcej starych współpracowników, którzy zostali odsunięci przez mojego poprzednika, lub sami odeszli. Przy okazji warto tu wspomnieć, że proces podnoszenia poziomu pisma zaczął się tuż przed moim przyjściem i rozpoczął go Błażej Dzikowski.

Read the rest of this entry »

TB art

O powieści Charlaine Harris „Martwy aż do zmroku” napisałem, że jest jak danie fast food – przeznaczona głównie dla miłośników takich potraw. To samo można powiedzieć o  „U martwych w Dallas”, kontynuacji przygód kelnereczki Sookie Stackhouse, która w dalszym ciągu jest powieścią lekką, łatwą i przyjemną – jeśli ktoś lubi takie opowiastki, które wymagają tylko chwili wolnego czasu. Ale, w swej skromności, nawet czasu nie zabierają zbyt wiele.

Jak należało się spodziewać, Charlaine Harris ani na jotę nie zmieniła stylu swojej opowieści, której centralną postacią pozostaje rezolutna, ale niezbyt skomplikowana kelnerka, która słyszy myśli i ugania się ze swoim wampirem Billem i jego wampirzą kompanią. Tym razem musi udać się do Dallas, aby przeprowadzić coś w rodzaju śledztwa w sprawie związanej z wampirami i chrześcijańską organizacją je zwalczającą. Fabuła jest przewidywalna i trudno nawet ją streścić w sposób, który mógłby zaintrygować. I, nadal, nie wytrzymuje porównania z serialem HBO. Wprawdzie drugi sezon dopiero przede mną, bo startuje w Polsce z końcem listopada, ale poświęciłem się i przeczytałem streszczenia kolejnych odcinków. Szkielet fabularny jest wzięty z powieści – tu nie zmieniło się za wiele. Istotne jest jednak to, że twórcy serialu są zdolniejsi i odważniejsi niż Charlaine Harris, ponieważ w powierzchowną fabułę tchnęli więcej życia i klimatu. Sądząc po trailerach i zapowiedziach, drugi sezon nie obniża poziomu, wręcz przeciwnie, zdaniem fanów jest nawet lepszy od pierwszego: pełen seksu, dusznej atmosfery wilgotnej Luizjany, ciekawych i rozbudowanych postaci oraz wątków. Wszystko zaś ukazane bez żadnej poetyki, bez głębszego „ochania” i „achania” i ckliwego, acz odpychająco banalnego, sentymentalizmu. I, przede wszystkim, sporo jest w serialu naturalizmu. Wampiry nie są piękne, ich oddechy nie są pachnące, a okazywanie sobie uczuć (nazwane miłością) jest gwałtowne i niszczące a nie egzaltowane i czyste, sterylne jak sala operacyjna przez zabiegiem wycinania mózgu z niczego nieświadomego pacjenta – czytelnika.

Read the rest of this entry »

peanatema-small

Pisarz Neal Stephenson jest jak „kobieta pracująca” – żadnej konwencji się nie boi. Można go porównać przy tym do piłkarza, który wybiega na boisko i nie zmieniając w ogóle zasad gry, tak gra w piłkę nożną, że dotychczasowy sposób rozgrywki, do którego wszyscy są już przyzwyczajeni, traci po prostu sens. A potem idzie do domu, przebiera się i to samo robi z baseballem. I tak dalej – dopóki się nie znudzi. Tak odbieram jego pisarstwo i nie jestem chyba w tym wrażeniu osamotniony. Zastanawia mnie tylko, czy do tego „schematu” da się przypisać „Peanatemę”. Mimo upływu czasu od zakończenia lektury, to nadal dla mnie zagadka. Jednak nie spędza mi ona snu z powiek, bo to, że „Peanatema” to powieść doskonała, jest dla mnie oczywiste.

Read the rest of this entry »