labirynty_front_110Zostać pisarzem to marzenie niejednego czytelnika. Od małego tworzenie niewiarygodnych historii, opowiadania o duchach, drobne romansidła czy też przygody niezwykle odważnych podróżników. Takie rzeczy wychodzą spod piór – teraz wypadałoby napisać jednak spod klawiatury – początkujący autorów. Startowanie w konkursach, samozaparcie, upór i wreszcie się udaje. Wtedy staje się przed dylematem, czy to jednak wystarczy do spełnienia marzenia, czy jednak chce się pisać dalej, lepiej, więcej. Czasami jednak życie prowadzi nas innymi ścieżkami i po drodze są jeszcze inne epizody, także związane z literaturą: publicystyka i redagowanie. Takim tropem poszedł Michał Cetnarowski, po wielu latach, kiedy to on pisał felietony, potem służył radami innym pisarzom, doczekał się własnej książki, własnego zbioru opowiadań.

„Labirynty” to 11 utworów. Tekstów zróżnicowanych, jak i zróżnicowane są na pewno zainteresowania i doświadczenia autora. Wychodząc z założenia, że każdy tekst to opowieść, fabuła posiadająca wstęp – rozwinięcie – zakończenie można kręcić nosem przy większości z nich. Budowanie napięcia, zaznajamianie czytelnika ze swoją wizją i… trach! Koniec danego tekstu pozostawiać powinien niedosyt i rozczarowanie. W przypadku twórczości Cetnarowskiego jednak tak prosto nie jest. Niewątpliwie ma dużej oryginalności w pomysłach fabularnych czy też w miejscach i realiach, w których autor osadził akcję opowiadań. Niemniej jednak jest w nich coś innego, co to rekompensuje.

Cetnarowskiego można porównać do naukowca. W swoim laboratorium przygotował miejsce akcji oraz sytuacje, które mają wpłynąć na bohaterów. Następnie umieszcza tam swoje postaci i bada nie ich zachowania, ale ich emocje. Tak, z kart opowiadań bije uczuciami, sprzecznymi, dzikimi, nieokiełznanymi. W jednych mamy stagnację i zrezygnowanie, poddanie się losowi („Czarne Stawy”), a w innych bunt, wewnętrzną walkę oraz pretensje do Boga („Pieśń z doliny”). Niewątpliwie autor potrafi opisywać uczucia swoich bohaterów w sposób wiarygodny i trafiający do czytelnika. Także wieloletnie doświadczenie ze słowem pisanym wpłynęło na dobre pióro, a to przełożyło się na fakt, że przy czytaniu nie ma zgrzytania zębami i odbiorca gładko przechodzi do sedna opowiadań, nie męcząc się z samą lekturą.

„Labirynty” to dobry debiut książkowy Michała Cetnarowskiego. Tylko dobry przez wzgląd na zarzuty, które wymieniłem na początku. Jednak ciekawość jest rzeczą ludzką i chciałbym sprawdzić umiejętności autora w dłuższej formie, formie powieściowej. Czy to, co jest zaletą w opowiadaniach, w dłuższym tekście też da się zastosować, czy nie ulegnie to rozmyciu, a niedociągnięcia da się poprawić i zostaniemy uraczeni naprawdę dobrym utworem. Są to pytania, które pojawiają się przy każdym debiutującym (tutaj słowo debiut ma trochę inne znaczenie) pisarzu. Myślę jednak, że w tym przypadku nie musimy się obawiać przechwalenia autora. Po prostu spokojnie, chociaż z pewną dozą niecierpliwości, poczekamy na nowe teksty. Co dalej panie Michale?

Autor: Piotr Młynek

Wydawnictwo: Powergraph
Data wydania: 23 października 2009
ISBN: 978-83-61187-13-4
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Format: 125 x 195
Liczba stron: 256
Seria: Fantastyka z plusem

This entry was posted on poniedziałek, Grudzień 14th, 2009 and is filed under Recenzje. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

2 komentarze to “„Labirynty” – Michał Cetnarowski”

  1. […] „Niewątpliwie autor potrafi opisywać uczucia swoich bohaterów w sposób wiarygodny i trafiający do czytelnika. Także wieloletnie doświadczenie ze słowem pisanym wpłynęło na dobre pióro, a to przełożyło się na fakt, że przy czytaniu nie ma zgrzytania zębami i odbiorca gładko przechodzi do sedna opowiadań, nie męcząc się z samą lekturą.” Recenzja autorstwa Piotra Młynka znajduje się na stronie Zaginionej Biblioteki […]

  2. […] fragment 1 Recenzje na: Esensji Zaginionej Bibliotece Wirtualnej Polsce Katedrze […]