mistrz_gryDla Iwana Sierowa – młodego, zdolnego teologa, którego tematem badań naukowych była istota pojęcia zła – świat jednego dnia wywinął kozła i obrócił się o sto osiemdziesiąt stopni. Zanim to się jednak stało Iwan utracił wiarę, a co za tym idzie, postanowił rzucić w diabły teologię i zająć się czymś innym, chociażby pisaniem artykułów do gazet czy też podrywaniem chętnych kobiet. Nagle w jego życiu pojawiają się trzy osoby, które wraz z nim są podmiotem pewnej gry. Prócz Iwana bezwiednie w grze uczestniczy Tiago Cruz, pochodzący z ameryki łacińskiej, torturowany uchodźca polityczny; Sonia zakochana w Iwanie kelnerka oraz jegomość, który każe siebie nazywać Lucjanem. Owego feralnego wieczoru Lucjan przedstawia się Iwanowi jako Bóg, czyniąc cuda daje temu dowód i składa propozycję naszemu bohaterowi by ten podjął z nim pewną grę. Bóg bowiem zanim stworzył świat okropnie się nudził, trwał w swojej egzystencji i bawiąc się doskonałością odkrył w niej niedoskonałość. Z niedoskonałości wyłonił się świat, a na tym świecie pojawił się człowiek. Bóg wymyślił pewną grę, która od zarania nie zmieniła zasad i która nigdy mu się nie nudzi – igranie z ludzkim losem.

Koncepcja Boga u Kokisa jest dość interesująca. Jest to istota niezwykle próżna, neutralna i po prostu ludzka. Dobro i zło to pojęcia wymyślone przez człowieka. Bóg nie ingeruje w ludzkie życie, nawet nie nagina losu na potrzeby swojej gry, aczkolwiek czasem oszukuje. Bóg to duże dziecko, którego bawi ludzkie nieszczęście. Nieszczęście, którego nie jest autorem tylko jego obserwatorem – bo zło, jak wcześniej wspomniałem, zostało stworzone przez człowieka. „Gdzie byłeś gdy Hitler tworzył obozy zagłady?” A gdzie byliście wy?! Nie ma nieba i piekła, nie ma nagrody nie ma też kary. Nie ma reinkarnacji, nie ma nic. Ludzie muszą tak ułożyć sobie życie by umierali spełnieni. W boskich oczach wszystko nam wolno bo i tak ma nas gdzieś.

Ta książka jest w pewnym sensie pretekstem do wyłożenia teologicznej koncepcji opierającej się na istnieniu Boga – stwórcy, który nie interweniuje w stworzony przez siebie świat. Jest obserwatorem ludzi, którzy nie chcą uwierzyć, że są obdarzeni prawdziwą wolną wolą oraz przez to rezygnują z próby stworzenia lepszego świata. Bóg tak to skonstruował więc musi to być dobre, musi to mieć swój cel. Jak się okazuje, wybrani gracze nie potrafią uwierzyć w tak przyziemną inkarnację Boga, która czasem próbuje zbadać granice ludzkiej wytrzymałości na tortury psychiczne i wytyczyć momentu, od którego następuje rozkład osobowości. Czasem Bóg, tak jak w wypadku naszego głównego bohatera, chce tylko sprawdzić reakcję człowieka na objawioną prawdę. Co z nią zrobi, jak ją spożytkuje?

Czy z Bogiem można wygrać? Dostojewskiemu się ta sztuka udała, gdyż na złość Stwórcy zamiast dokończyć „Żywot Wielkiego Grzesznika” popełnił „Braci Karamazow”, gdzie ponoć w książce tej parodiuje Boga pod postacią starego Karamazowa. I to jest jeden z największych plusów Mistrza Gry, gdyż książka ta nakłoniła mnie do sięgnięcia po dzieło Dostojewskiego by móc mieć jakieś odniesienie do tego intertekstu.

Kokis pisze bardzo intertekstualnie, jego powieść to niespecjalnie ukryta powiastka filozoficzna raczej traktująca o samej filozofii i o religii. Na dodatek pełna rubasznego humoru. Można tu odnaleźć sporo odniesień do literatury pięknej oraz do traktatów, myśli filozoficznych, a także do motywów biograficznych wielkich myślicieli. Prócz dyskursu o wkładzie św. Augustyna i św. Tomasza do chrześcijańskiej filozofii można znaleźć ciekawe perełki, jak opis kluczowego momentu życia Nietschego, gdy ten pozorne wybierając zdrowie i witalność dziewczyny płatnego afektu zaraża się od niej syfilisem. W innym momencie autor pod płaszczykiem postaci Boga wyraźnie demonstruje pogardę dla zmyślonego kolegi po fachu, czyli sadystycznego Boga Żydów – Jahwe i jego masochistycznych wyznawców. Tym samym wyjaśnia dlaczego bóg starotestamentowy jest potworem – dużym, sadystycznym dzieckiem, który co chwila łamie dane przez siebie słowo – gdyż jest odzwierciedleniem natury ludzkiej, którzy go przecież wymyślili. Ponadto dowiadujemy się dlaczego Hiob wygrał grę ze swoim Bogiem, dlaczego Lot ofiarował tłumowi swe córki do zgwałcenia per rectum i dlaczego żona Lota się obróciła. Książka ta obfituje w tego typu anegdoty. Bo postać Boga u Kokisa to gawędziarz, na dodatek alkoholik. A raczej stworzenie, które odgrywa. Każda jego inkarnacja jest ludzka aż do bólu, wulgarna wręcz.

Co mi się w tej książce podoba? Podoba mi się pomysł i jego realizacja, bardzo lubię książki nadziewane ciekawymi gawędami oraz metatekstualnymi odniesieniami do litertatury i innych tekstów kultury. Takie zboczenie związane z moimi zainteresowaniami. Książka pod tym względem jest świetna i godna polecenia, mi tam przyjemnie się czyta wyłuskując tego typu odniesienia. Kokis opisując grę Boga z Iwanem w pewnym sensie opisuje grę autora z czytelnikiem. W końcu, jak się z powieści dowiadujemy, postacie książkowe żyją naprawdę.

Co mi się nie podoba? Nie podoba mi się momentami styl wypowiedzi głownie w wypadku postaci Lucjana. Rozumiem, że Bóg odgrywa inkarnację ale jego język momentami jest żałośnie wulgarny, bez głębszego polotu. Lucjan bywa wręcz obleśny. To nie jest do końca wada książki, powiem nawet, że zaleta. Postać wywołała u mnie jakąś reakcję, negatywną co prawda ale to świadczy o tym, że nie jest ona „papierowa”. Widać też momentami, że książka była pisana przez francuskojęzycznego Kanadyjczyka. Wiem, że to kwestia tłumaczenia ale pewnych manier językowych nie da się wytrzebić (na przykład denerwujące zdrobnienia nieadekwatne do sytuacji). Ponadto momentami widać, że książkę pisał psycholog. Bywa to irytujące gdy motywy zachowań biblijnych lub historycznych postaci na siłę się analizuje pod kątem psychologii właśnie. Większych grzechów nie zauważyłem. Może jeszcze finał od pewnego momentu książki był przewidywalny aczkolwiek nie do końca. W przypadku Soni dałem się nabrać, a Tiago jak się okazało wcale nie był takim niewinnym człowiekiem. Co do jednak roli Iwana, dało się to całkiem trafnie przewidzieć.

Co do mojej oceny tej powieści, nie jest ona doskonała, ma swoje wady ale naprawdę przyjemnie się czyta. Dlatego z czystym sercem mogę ją polecić każdemu kto lubi tego rodzaju „moralitety”. Ciekawa lektura.

Autor: Paweł Świątek

Wydawnictwo: Książnica
Tytuł oryginału: Le maître de jeu
Data wydania: 27 Kwiecień 2007
ISBN: 978-83-250-0070-7
Oprawa: twarda
Format: 125 x 195
Liczba stron: 272

This entry was posted on poniedziałek, Grudzień 21st, 2009 and is filed under Recenzje. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.