Biorąc w ręce najnowszą powieść Łukasza Śmigla, szykowałem się na horror. Oczekiwałem mnóstwa krwi, gwałtów, okropnych scen rozczłonkowywania ciała i gdzieś z boku latającego diabła. O, jak dobrze, że czasem pisarz jednak ruszy wyobraźnią i wymyśli coś własnego. „Decathexis” jest właśnie takim tworem. Autor przed napisaniem pomyślał, co chce pokazać w książce i wyszło to jemu, a także nam, czytelnikom, na zdrowie. Oto, co twórca „Demonów” i „Muzykologii” zaserwował nam tym razem.

Kierkegaard, duński myśliciel, zajmujący się egzystencjalizmem, znalazł tak duże uznanie w oczach autora, że ten w swojej powieści nadał światu jego nazwisko, światu w którym główną religią jest kult śmierci. To pierwsze i najbardziej rzucające się w oczy nawiązanie, ale w powieści jest ich pełno (np. Moria, Kirkut), nawet można stwierdzić ich przesyt. Także filozofia gra w niej jedną z głównych ról, a przemyślenia bohaterów uzewnętrzniane są często. Jak autor wspomniał we wstępie, jest wielbicielem życia i pewnie z tego powodu umieścił w książce Kościół Morii, a jako oponenta przeciwstawił mu zbuntowanego młodego śledczego. Główny bohater, Jon Pendergast, jest zaufanym agentem w służbie królowej Geneview oraz jej bliskim przyjacielem. Wraz z innym człowiekiem korony, tajemniczym szermierzem Danse Macabre, próbuje rozwiązać tajemnicę znikających z grobów zwłok. Dochodzenie jest o tyle ważne, że już niebawem ma nastąpić najważniejsze święto w krainie matki Śmierci.

Klimat nasuwa na myśl czytelnikowi powieści spod znaku płaszcza i szpady, gdzie muszkieterowie, wspomagając działania ukochanej królowej, walczą ze złym kardynałem. Podobny schemat przedstawia nam Śmigiel, dodając do tego elementy horroru, które przez większość książki są gdzieś w dalekim tle. Fabuła skupia się na śledztwie Pendergasta, a wartka akcja oraz kryminalne zagadki wciągają czytelnika w wir przygody. Powieść czyta się błyskawicznie, ale też pisarz nie wysilił się na opasły tom. Tak, to pierwsza część nieznanej jeszcze całości. Autor pozostawił sobie wiele możliwości, m.in. nieznane pochodzenie głównego bohatera oraz otwarte zakończenie, które może zdenerwować czytelnika, ponieważ zostawia go w szczerym polu. Oczywiście pewne sprawy zostają wyjaśnione, a wątki znajdują swój finał, z tym, że Śmigiel stawia kolejne znaki zapytania i zostawia sobie furtkę do pisania kontynuacji. Nie jest to zarzut, jedynie stwierdzenie faktu.

Powieść ma też wady, jedną z najbardziej widocznych są pojedynki, wyjęte wprost z walk super-bohaterów. Szermierz kładzie trupem całą grupę zorganizowanych złoczyńców, następnie odbija białą bronią kulę z pistoletu i kończąc, jednym cięciem sieka ciało przeciwnika na dwie części. Nie jest to oczywiście element eliminujący całą powieść, wywołuje jedynie uśmieszek na twarzy czytelnika, a u pewniej grupy delikatne zażenowanie. Autor wspomina także o inspiracjach steampunkiem, ale mamy tutaj jedynie śladowe ilości tego podgatunku, najbardziej widoczne w grafikach, które jednak stworzyła inna osoba. Ale to też daje kolejną szansę na rozwinięcie w drugim tomie i zabawę konwencją.

„Decathexis” to przyzwoita powieść przygodowa, szkoda, że pozostawiająca czytelnika w niepewności do czasu premiery kolejnej części, nad którą prace trwają. Niewątpliwie niejedna osoba bardzo miło spędzi wieczór na jej lekturze, uznając również, że warto zapoznać się z dalszymi losami Jona Pendergasta i jego przyjaciół. Ja także z ciekawości po nie sięgnę, aby zrewidować swoje poczucie dobrej zabawy i to, czy autor będzie potrafił obronić swoje pomysły, dopisując resztę historii.

Autor: Piotr Młynek

Wydawnictwo: Grasshopper
Data wydania:4 grudnia 2009
ISBN: 978-83-61725-14-5
Oprawa: miękka
Format: 125 x 195
Liczba stron: 262
Seria: Mroczny Świat

This entry was posted on poniedziałek, Styczeń 18th, 2010 and is filed under Recenzje. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

One Response to “„Decathexis” – Łukasz Śmigiel”

  1. […] powieści ze świata Kirkegaardu sądzą recenzenci i dziennikarze portali Kreatywny Wrocław oraz Zaginiona Biblioteka. Wszystkich, których męczy brak słońca oraz jesienno-zimowe depresje zachęcam do przeczytania […]