Część tekstów zawartych w zbiorku nie będzie obca dla tych, którzy mieli okazję zaznajomić się wcześniej z „Krokami w nieznane 2008” oraz z „Krokami w nieznane 2009”, wydanymi przez Solaris pod redakcją Mirka Obarskiego. W pierwszym zbiorze znalazły się wcześniej: „Efekt Bowdlera” Jamesa Lovegrove, „Ostatni kontakt” Stephena Baxtera oraz „Trzecia osoba” Tony’ego Ballantyne’a. Zaś w najnowszych „Krokach w nieznane” ukazał się tekst „Impreza pożegnalna” Erica Browna. Opowiadanie to jest ciepłą i – jednocześnie – smutną opowieścią o pożegnaniu przyjaciół wobec perspektyw podróży, jakie otwierają się przed nimi dzięki kontaktom z tajemniczymi Obcymi. Jest to jedno z lepszych opowiadań w tej antologii i jedno z dobrych w „Krokach nieznane 2009”. „Antologia Nowej Science Fiction”, która zawitała do Polski za sprawą wydawnictwa Copernicus, to właśnie – w większości – wybór opowiadań dobrych, wśród których nie ma tekstów błyskotliwych i przejmujących, jak, przykładowo „Śmiercionauci” Teda Kosmatki (w „Krokach w nieznane 2008”), czy „Mała bogini” Iana McDonalda (w „Krokach w nieznane 2009”). Większość tych opowiadań dorównuje tekstom, które w przywołanych antologiach byłyby uznane za „tylko” dobre. Ale to może tylko zachęcać do lektury, prawda? W moim przypadku: niekoniecznie, o czym na koniec.

Spośród wszystkich tekstów wyróżniłbym opowiadanie „Osobisty Jezus” Paula DiFillippo, traktujące o tym, co byłoby, gdyby ludzie mogli pogadać sobie z Bogiem, kontaktując się z nim poprzez nową wersję iPoda, czyli godPoda. Wyróżniam je nieco na chybił trafił, gdyż opowiadanie, mimo że bardzo ciekawe, ma banalne, skrótowe, pozostawiające niedosyt zakończenie, co jest jego największą wadą. Wyróżniam je także dlatego, gdyż reprezentuje najbardziej to, co jest chyba cechą wspólną większości tekstów z tego zbiorku: łatwe, szybkie zakończenia. Czy autorzy nie mieli na nie pomysłu, czy musieli się streścić w wyznaczonej ilości znaków? Skrótowość można wszakże zarzucić także opowiadaniu Petera F. Hamiltona pod tytułem „Jeśli najpierw”. Choć niektórzy zwięzłość w odniesieniu do tego twórcy (znanego z pisania ogromnych „cegieł”), mogą uznać za atut. Jednak w przypadku Hamiltona „zadana” mu krótka forma w sposób bardziej przystępny determinowała fabułę niż u innych pisarzy. I choć opowiadanie jest zgrabne (traktuje – bez naukowego namaszczenia – o podróżach w czasie i wynikających z nich kłopotach), to wolę Hamiltona, kiedy rozwija skrzydła w powieściach. Także „Klatka” Iana Watsona to tekst idealnie skomponowany jako całość. I pozbawiony płytkości w próbie odpowiedzi na pytanie o możliwość porozumienia się ludzi z Obcymi.

Kolejnym dobrym, acz niespełnionym przez skrótowość, opowiadaniem jest „Kwintesencja łaski” Adama Rogersa. Przy nim odrobinę się zirytowałem. Tekst opowiada historię genetycznego eksperymentu „podbudowanego” religijnie, przeprowadzanego w pewnej zamkniętej i kurczącej się społeczności. W zasadzie, jako czytelnik, od początku czekałem zaintrygowany na jego finał. Ale zamysłem autora było widocznie pozostawienie fabuły w zawieszeniu, tuż przed końcem eksperymentu, przed ostatecznym wynikiem, bez udzielania żadnej odpowiedzi. Finał ten nie pozostawia czytelnika z niczym więcej poza irytacją. Bo trudno jest mi przyjąć, iż autorowi chodziło tylko o ukazanie młodzieńczego buntu jednego z uczestników przeciwko z góry ustalonej roli życiowej. Jeśli tak, to było to niedorobione i banalne. Gdyby zaś autor skupił się na spointowaniu poprzez udzielenie odpowiedzi na to najważniejsze pytanie, to albo popadłby w podobny banał (ale mniej irytujący), albo błysnąłby talentem na miarę gwiazdy. Tej antologii na pewno. To chyba, niestety, najbardziej zmarnowany pomysł w zbiorze. Na pewno mnie, jako czytelnikowi, przyniósł największy zawód.

Z kolei „Meduza”, której autorami są Mike Resnick i David Gerrold, to dowcipna opowiastka, stawiająca w krzywym zwierciadle światek autorów powieści fantastycznych. Jej główny bohater to bardzo, bardzo płodny pisarz, który jest skrzywionym odbiciem Philipa K. Dicka, ale skupiający w sobie większość karykaturalnie przedstawionych cech pisarza tego gatunku (przynajmniej w mniemaniu autorów i to nie omijając samego Resnicka). Do tego opowiadanie ma konstrukcję opowieści w opowieści, czy też opowieści o opowieści, a „dotykanie się” świata głównego bohatera i tego, który tworzy na kartach swego dzieła, nie jest tylko zabawą formalną. Opowiadania „Harmonia”, którego autorem jest Keith Brooke i „Zorza i Wędrowni Czciciele Ziemi” Mary Turzillo to teksty, które nie aspirują do niczego więcej poza opowiadaniem historii. Przy tym „Harmonia” ma ciekawy, trochę poetycko-nostalgiczny klimat, który rodzi się ze spotkania pragnącej odmiany w codziennym życiu kobiety i ponadnaturalnych istot, stających jej na drodze. Zawodem za to był tekst Neala Ushera pt. „Biostatek”. Opowiadanie wydaje mi się być wyrwane z większej całości, pozbawione jest jakiegoś wyraźnego kontekstu i linii fabularnej. Takie impresjonistyczne głupstewko, o którym szybko się zapomina. Podobnie, jak bardziej rozbudowane „C – Rock City” Jaya Lake i Grega van Eekhouta, czy „Wesele” Simona Ingsa, o których – poza tym, że je czytałem – nie jestem w stanie napisać nic więcej.

Mieszane uczucia mam w stosunku do tekstu Jeffreya Thomasa pt. W jego oczach”. Opowiadanie jest osadzone w mieście Punktown, znanym już czytelnikom za sprawą wydawnictwa MAG, dzięki któremu w Polsce ukazały się „Listy z Hadesu. Punktown”. Jednak mam wrażenie, że mogłoby się toczyć współcześnie i – odarte ze scenografii tego miasta – dotykać problemu powojennej traumy równie dobrze. Tekst posiada pewną psychologiczną głębię, lecz pozostawił mnie, mimo to, obojętnym.

Generalnie, zbioru tego nie „spina” w całość żadna myśl przewodnia, czy też motyw, lub problem. Brakuje w nim także jednego mocnego uderzenia, tekstu wiodącego, który mógłby być punktem odniesienia w stosunku do innych. Poza tym moim błędem, powodującym na ogół umiarkowane rozczarowanie antologiami, jest zbyt dosłowne „odczytywanie” tytułu. I tak, przy tytule „Antologia Nowej Science Fiction” moja pierwsza myśl – pragnienie to: zapowiada się coś w rodzaju eksplozji pomysłów, ubranych w fabułę, formatujących nowe ścieżki w mózgu z solidną dawką naukowego backgroundu. „Kroki w nieznane” – tu już liczę zawsze na zabranie mnie w Nieznane, a nie „tylko” na nowe teksty fantastyczne autorów znanych i nieznanych. Jednak przy „Krokach w nieznane 2009” po raz kolejny mieliśmy do czynienia z tekstami na wysokim poziomie i nawet wybitnymi w swojej klasie. Takimi, które sprawiają, że tomy te stają ważnymi składnikami domowych bibliotek fantastów. Większość tekstów z „Antologii Nowej Science Fiction” nie ma co liczyć na taki zaszczyt. Nie jest to zatem „nowa” science fiction, ale same opowiadania są „tylko” dobre, nie budząc, mimo to, entuzjazmu. Jednak nie wzbudzają także zniechęcenia.

Autor: Roman Ochocki

Wydawnictwo: Copernicus
Tytuł oryginału: The Solaris Book of New Science Fiction
Data wydania: 30 listopada 2009
ISBN: 978-83-61656-11-1
Oprawa: miękka
Format: 125 x 190
Rok wydania oryginału: 2007
Liczba stron: 448

This entry was posted on piątek, Styczeń 22nd, 2010 and is filed under Recenzje. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.