O drugiej nad ranem 12 października 1492 roku Rodrigo de Triana, jeden z marynarzy będących pod dowództwem genueńskiego żeglarza Cristoforo Colombo, krzyknął: „tierra, tierra!”. Ów ląd parę godzin później otrzymał nazwę San Salvador, czyli Zbawiciel. Około 570 lat później Feliks Kerboz zrobił pierwszy krok na kontynencie zmarłych.

„Niesamowita literacka podróż, okrzyknięta najbardziej fascynującą odyseją w historii ludzkości!”. Tymi słowami wydawnictwo Sonia Draga stara się przekonać potencjalnych konsumentów kultury do wydania paru groszy na „Tanatonautów”, powieść, która jest pierwszą częścią trylogii poświęconej zagadnieniom z pogranicza nauki i metafizyki. Na ową pozycję czekałem z dużym zainteresowaniem. Na własnej skórze chciałem poczuć, ile prawdy zawiera szumna reklama wydawcy. Czy zapowiadanej podróży rzeczywiście należy się łatka niesamowitej i niezapomnianej.

Twórca trylogii „Mrówki”, po zapoznaniu czytelnika ze światem owadów, podjął się odpowiedzenia na pytanie: „Co kryje się po drugiej stronie życia?”. Na pierwszy rzut oka temat może wydawać się dość oklepany. W literaturze niejednokrotnie można przeczytać o mniej lub bardziej udanych próbach nawiązania kontaktu ze zmarłymi, badaniach zmierzających do poznania zasad funkcjonowania duszy po śmierci fizycznej, czy wpadaniu w transy umożliwiające wędrówkę po różnych wymiarach. Jak ważne jest to zagadnienie, nie trzeba tłumaczyć. Wystarczy przyjrzeć się pierwszej lepszej religii bądź sekcie aby zrozumieć, od jak dawna ludzkość starała się odkryć tę jedną z najważniejszych tajemnic. Już poprzez etymologię słowa „tanatonauci” (z greckiego thanatos – śmierć, nautes – żeglarz) Bernard Werber jasno podkreślił motyw przewodni swojej najnowszej powieści. Zaintrygowany relacjami różnych ludzi na temat „życia po śmierci”, a właściwie podobieństwami występującymi pomiędzy ich opisami, wyciągnął wnioski i przeniósł je na łamy powieści obyczajowej, od czasu do czasu barwionej wstawkami charakterystycznymi dla fantastyki naukowej. W wielkim skrócie można powiedzieć, że „Tanatonauci” to historia ruchu tanatonautycznego, jego wzlotów i upadków a także oddziaływania na społeczeństwo.

Epizody opisane w „Tanatonautach” obejmują dwie płaszczyzny. Autor na arenę wydarzeń w świecie materialnym wybrał kraj rodzinny, Francję. Ukazuje ją jako światowe centrum badań nad kontynentem zmarłych a Paryż i tanatadrom Buttes-Chaumont kreuje na główne miejsca akcji w świecie materialnym. Wydaje się, że wybór taki jest jak najbardziej słuszny. W przeszłości to właśnie kraj Jana Jakuba Rousseau czy Wiktora Hugo jawił się jako ten postępowy, otwarcie zmierzający do oświecenia. W dzisiejszym świecie sytuacja nad Sekwaną niewiele się zmieniła. W opisach Francji bardzo często nadal pojawia się słowo „liberalizm”. Czy można było wybrać lepsze miejsce do przełamywania barier, konwenansów? Drugim terenem wydarzeń jest świat dusz podzielony na siedem, stopniowo odkrywanych sfer. Na ile opis poszczególnych części Ostatniego Kontynentu wiernie odpowiada autentycznym przekazom osób, które przeżyły NDE (ang. Near Death Experience), trudno orzec. Bernard Werber na pewno z nich czerpał, podobnie jak i z wierzeń religijnych czy przekazów pism ezoterycznych. W tym miejscu warto jednak podkreślić wątek powieści rodem z fantastyki naukowej. Pisarz, aby lepiej zobrazować wędrówkę ektoplazmy przez zaświaty oraz aby jeszcze bardziej podziałać na wyobraźnię, krainę zmarłych umieścił w środku czarnej dziury. Pomysł bardzo interesujący z biologicznego punktu widzenia. Czyż według niektórych teorii czarna dziura nie jest zarazem początkiem jak i końcem wszystkiego? Jeżeli „tak” to dlaczego nie pójść krok dalej i nie przypisać jej roli idealnej linii zero, po przekroczeniu której następowałaby reinkarnacja?

Jak podpowiada tytuł książki bohaterami powieści są tanatonauci. Jeden z nich to Michael Pinson, anestezjolog, mężczyzna kreowany na „tę rozważną” postać. Osoba, która pomimo chęci odkrycia, co jest po drugiej stronie życia, potrafi dostrzec zagrożenia płynące z zatracenia się w dążeniu do poznania prawd ostatecznych, niebezpieczeństwa grożące zarówno jednostce, jak i ogółowi społeczeństwa. To wszystko sprawia, że nie jest typem badacza całkowicie i bez opamiętania poświęcającego się dla nauki. Owszem, nie ucieka od obowiązków, ale nie traktuje ich na równi z planami rodzinnymi.

Niejako jego uzupełnieniem, a momentami nawet przeciwieństwem, jest Raoul Razorbak, biolog ogarnięty obsesją na punkcie śmierci. To on gra pierwsze skrzypce w ruchu tanatonautycznym. Dynamiczny, pewny siebie, co rusz wykazujący niezwykłą wiedzę na tematy związane z życiem po życiu. Autor ponadprzeciętne zamiłowanie Raoula śmiercią tłumaczy traumatycznymi przeżyciami z dzieciństwa. Kto nie lubi tragicznych historii?
Warto zwrócić także uwagę na postać Lucindera, prezydenta Francji, którą Bernard Werber prezentuje niejako pod trzema kątami. Z jednej strony widzi w nim męża opatrznościowego, inicjującego badania nad życiem po życiu, z drugiej polityka, chcącego za wszelką cenę na stałe zagościć na kartach historii, a z trzeciej języczek u wagi, który czuwa, aby rewelacyjne doniesienia odnośnie zaświatów nie wywołały kulturowo-społecznej hekatomby. Podsumowując, należy zaznaczyć, że wprowadzane do tekstu postacie mają z góry określone zadanie. Każda odpowiada za uzupełnienie tego bądź innego aspektu ruchu tanatonautycznego, za jego udoskonalenie, rozwój, itd. Każda ma także jasno sprecyzowany charakter. W powieści nie ma miejsca na głębsze przemyślenia bohaterów odnośnie ich czynów. Wszelkie moralne problemy, maksymalnie spłycone, znikają dzięki „cudownym rozwiązaniom” co rusz wyskakującym z autorskiego kapelusza. Widać, że pisarz ten element powieści wyraźnie zbagatelizował.

„Tanatonauci” z pewnością nie są książką równą. Momentami można odnieść wrażenie, że podręcznikowy „punkt kulminacyjny” miał miejsce zaraz na początku powieści, a następnie był jedynie rozwijany. Atmosfera, tak bardzo przepełniona napięciem, oczekiwaniem na rozwiązanie ostatecznej zagadki, w połowie książki wyraźnie słabnie, na rzecz monotonnego opisywania kolejnych etapów badań. Akcja gaśnie, bohaterowie miotają się ciągle z tymi samymi problemami osobistymi. Zapowiadana mistyka ustępuje pola mechanicznemu prezentowaniu wierzeń poszczególnych religii, sekt, stowarzyszeń na temat tego, co jest „po drugiej stronie”. Nastrój zaskoczenia, tak bardzo reklamowany, zanika zupełnie. Szkolny błąd czy celowy zabieg autora? Wydaje się, że błąd. I to bardzo poważny, gdyż aby dotrwać do końca książki trzeba dołożyć dużych starań. Ze strony na stronę powieść coraz bardziej zasługuje na miano przegadanej.

Określenie „spłycone” można odnieść także do prezentowanych przez Bernarda Werbera relacji międzynarodowych, których de facto nie ma. Wzmianka o innych krajach pojawia się jedynie przy okazji wspominania tanatonautycznego wyścigu szczurów. Razi także małostkowe potraktowanie stanowiska Watykanu w stosunku do tanatonautyki. Wymienienie informacji o wydawanych przez papieża kolejnych ostrzeżeniach o ekskomunice czy bulli omawiających modę „na podróże do krainy zmarłych” to zbyt mało, aby przekonać czytelnika do wagi i znaczenia badań z zakresu tanatonautyki dla postrzegania świata.

„Tanatonauci” to na pewno książka warta uwagi. Pomimo pewnych potknięć temat podejmowany przez pisarza wciąga, choć może nie do takiego stopnia, jakbyśmy oczekiwali. Wydaje się, że autor poświęcił rzeczową prezentację poszczególnych elementów powieści swojej prywatnej wizji kontynentu zmarłych. Bernard Werber należy do grona pisarzy, którym łączenie powieści obyczajowych z kryminałami czy fantastyką nie nastręcza żadnych problemów. Wielowątkowe fabuły, nie stroniące zarówno od elementów science fiction jak i duchowych poszukiwań, sprawiają że z książki na książkę przybywa francuskiemu autorowi coraz więcej wielbicieli. Fanów rozsmakowanych w gatunkowych mieszankach.

Autor: Sylwester „Sharin” Kozdroj

Wydawnictwo: Sonia Draga
Tytuł oryginału: Les Thanatonautes
Tłumaczenie: Oskar Hedeman
Data wydania: 29 lipca 2009
ISBN: 978-83-7508-176-3
Oprawa: miękka
Format: 125 x 195
Rok wydania oryginału: 1994
Liczba stron: 592

This entry was posted on niedziela, Luty 7th, 2010 and is filed under Recenzje. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

3 komentarze to “„Tanatonauci” – Bernard Werber”

  1. VETO…… ta ksiązka to serio pomyłka. nie chce mi sie nawet dłużej tracić czsu na pisanie o niej, moja recka na Katedrze wymowna: http://katedra.nast.pl/art.php5?id=4356

  2. Tak jak napisałem: tempo w książce siada, mogłaby być lepsza. Czy pomyłka? Jak każda ma plusy i minusy. Widziałem gorsze i to w wielkich ilościach.

  3. Zgadzam się, że prostota bohaterów i rozwiazań fabuarnych odbiera tej ksiażce sporo wdzięku. najbardziej przeszkadzało mi w czytaniu poczucie, że kolejne fragmenty akcji rozwijają się według tego samego schematu schematu: początkowe trudności -> wzmożony zapał odkrywczy -> sukces. To jak bajka o kopciuszku powtórzona pieciokrotnie pod rzad – na początku wciąga i fascynuje, by przy kolejnej odłonie zniechecic i znużyc. Ksiązki na półce nie postawię, wróci skad do mnie przyszła – czyli do biblioteki.