„Rzeka Bogów” to kolejna przeczytana przeze mnie książka z serii Uczta Wyobraźni wydawnictwa Mag. Serii polecać nie trzeba, po większość (wszystkie?) wydanych w niej pozycji można sięgać „w ciemno”, bez obaw o poziom. Tak właśnie było z książką Iana McDonalda. Brałem ją do ręki nie mając wcześniej kontaktu z prozą autora, zawierzyłem marce UW. I nie zawiodłem się. To, co otrzymałem, będzie dla mnie jeszcze długo jednym z probierzy jakości S-F bliskiego zasięgu.
Dlaczego?

Powodów jest kilka. Po pierwsze, co jest znakiem rozpoznawczym McDonalda, akcja dzieje się z dala od tzw. cywilizacji śródziemnomorskiej / zachodnioeuropejskiej. Standardowy setting powieści S-F, to USA czy Europa Zachodnia, bądź kosmos opanowany przez zdobywców stamtąd. „Rzeka Bogów” to inny świat. To Indie, o których dziś tak naprawdę wiemy bardzo mało, a to co do nas dociera to tylko migawki, jak miasto Bangalore, starcia bojówek muzułmańskich i hinduskich, lub skrzywione obrazy kina bollywoodzkiego. Nie ukrywam, że i moja wiedza do tego mniej więcej się ogranicza. Tym większa jest przyjemność z lektury. Indie to kraj niewyobrażalnych dla nas różnic. Nie wierzę, że najbliższe kilkadziesiąt lat może to zmienić. Różnice te jednak zaskakują swą rozpiętością u McDonalda. Indie połowy XXI stulecia to kraje tkwiące po kolana w przeszłości, nam teraźniejszym przywodzącej na myśl literaturę fantasy. Z drugiej strony to matecznik niezwykle zaawansowanej technologii tworzenia Sztucznych Inteligencji. Cała wielowiekowa spuścizna kulturowa Indii wzbogaca tło powieści, co jest oczywiste, ale także dodaje wyrazu postaciom. Bohaterowie, tak pasujący do fabuły, tak zróżnicowani i pod względem pochodzenia i pozycji społecznej oraz ich cele i wartości, gdzie indziej wydawaliby się sztuczni, papierowi. A jednak w Indiach, przez wszystkie uwarunkowania trzymające ich jak kleszcze kulturowe, nabierają wyrazu, powodują, że są prawdziwi.

Kolejny element układanki to wizja świata. Z jednej strony zmiany w geografii politycznej Indii. To już nie „największa republika świata” tylko kilka mniejszych państw (między innymi Bharat, główne miejsce akcji „Rzeki Bogów” oraz wrogi mu Awadh), na które rozpadła się targana wewnętrznymi konfliktami. Mało to znaczy jednak wobec nostalgii autora do „starych dobrych czasów”. Dominującą siłą w świecie są Stany Zjednoczone, znaczącą, choć może tylko honorową, rolę sprawuje też Wielka Brytania, zaskakujący jest brak wpływu Chin na rozdrobnione Indie. Wszystko wygląda jak żywcem wklejone z poprzedniego stulecia. Nowatorski za to jest sposób prowadzenia wojny zaprezentowany przez McDonalda. Wojna jest przez długi czas „inteligentna”, skupiona na zasobach wroga a nie na jego sile żywej.

Największe wrażenie wywarła na mnie jednak konstrukcja powieści. Otrzymujemy dziewięć niezależnych wątków, z których każdy poświęcony jest jednemu bohaterowi. Każdy z nich można porównać do kwiatu w bukiecie. Początkowo jest pączkiem, lecz wraz z rozwojem akcji rozkwita i w połączeniu z sąsiadami powoduje, że bukiet jest dużo ładniejszy od sumy pojedynczych kwiatów. Nie bez znaczenia jest też stopniowo wzrastające tempo akcji, które w połączeniu z cyklicznym pojawianiem się poszczególnych bohaterów przywodzi na myśl wspaniale rozbrzmiewające rondo.

Akcja dzieje się na trzech, początkowo całkiem od siebie odizolowanych, płaszczyznach: śledzimy sytuację wewnętrzną Bharatu, wojnę o wodę między Bharatem a Awadhem oraz zagadnienie Sztucznej Inteligencji. Ale to tylko wstęp, prowadzący do bardzo pomysłowych rozwiązań serwowanych nam przez autora w miarę, jak zbliżamy się do zakończenia książki. Zakończenia niebanalnego, dzięki któremu nagle spoglądamy na całą akcję, na wszystkich bohaterów, z całkiem odmiennej perspektywy. Jeszcze dwa zagadnienia przyciągnęły moją uwagę. Pierwsze to pomysłowe i gustowne przeniesienie w przyszłość, w formie trzeciej płci, eunuchów, charakterystycznego elementu kultury hinduskiej. Drugie to kwestia SI. Bardzo dobrze skonstruowane, obdarzone dużymi możliwościami, a jednak dalekie są od roli przejmujących pełną kontrolę bezdusznych supermózgów jak u Wattsa w „Ślepowidzeniu” czy u Strossa w „Accelerando”.

Trudno teraz wyrokować, ale mam wrażenie, że na samym początku roku otrzymuję książkę, której poziomu nie przebije znakomita większość moich lektur w najbliższych miesiącach. Z kronikarskiego obowiązku dodam, że warto tytułem wstępu do „Rzeki Bogów” zapoznać się z opowiadaniem McDonalda „Mała Bogini”, zamieszczonego w antologii „Kroki w nieznane 2009” (wyd. Solaris).
Serdecznie zapraszam do lektury .

Autor: Michał „Mag_Droon” Łon

Wydawnictwo: Mag
Tytuł oryginału: River of Gods
Tłumaczenie: Wojciech Próchniewicz
Data wydania: 15 stycznia 2010
ISBN: 978-83-7480-154-6
Oprawa: twarda
Format: 135 x 205
Rok wydania oryginału: 2004
Liczba stron: 530
Seria: Uczta Wyobraźni

This entry was posted on czwartek, Luty 18th, 2010 and is filed under Recenzje. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.