Zebrane w jednym tomie powieści „Dzień Tryfidów” oraz „Poczwarki” są kolejną pozycją z serii klasyka science fiction, cyklu w ramach którego Solaris stara się przypominać czytelnikom o książkach wydanych po raz pierwszy ładnych kilkanaście lat temu, ale mimo upływu czasu wciąż wartych uwagi. Osobiście bardzo chwalę sobie taką politykę, dostając dzięki temu bez problemu nowe wydania książek, które w innym wypadku mogłyby być trudniej dostępne. Z drugiej zaś strony, nie jest wcale pewne czy z własnej inicjatywy sięgnęłabym po niektóre pozycje. Bo chociaż z „Dniem Tryfidów” miałam okazję zapoznać się wcześniej, kiedy przypadkiem trafiłam na tę książkę w miejskiej bibliotece, to „Poczwarki” były dla mnie zupełną nowością.

Kiedy bierze się do ręki książkę wydaną pierwszy raz pół wieku temu, to jedno z pierwszych pytań jakie się nasuwa na myśl brzmi: „czy (bądź na ile) ta książka się zestarzała?” W tym przypadku trudno będzie odpowiedzieć jednoznacznie „tak” lub „nie”. Nie, ponieważ Wyndham mimo naturalnych nawiązań do swoich czasów, czyli okresu zimnej wojny, uniknął w pewien sposób pułapki starzenia się swojego tekstu, zakreślając przed czytelnikiem apokaliptyczne i postapokaliptyczne wizje. Kreśląc scenariusze globalnej katastrofy, autor stworzył ramy dla zupełnie nowej rzeczywistości. Z drugiej jednak strony należy pamiętać, że dla dzisiejszego czytelnika apokaliptyczne wizje, upadek cywilizacji i prawdopodobne zachowania nielicznych ocalałych nie są już takim novum jakim mogło być w chwili ukazania się tych dwóch tekstów. W „Dniu Tryfidów” od pierwszych chwil oglądamy walenie się świata jakim znaliśmy go dotychczas, w „Poczwarkach” autor przedstawia nam świat już po takiej katastrofie, gdzie dokładne źródła i prawdziwe przyczyny katastrofy nazywanej Cierpieniem zaginęły, tworząc tylko zbiór niezrozumiałych legend i domysłów. W tym nowym świecie nawet najmniejsze mutacje traktuje się jako bluźnierstwo, które należy bezwzględnie tępić.

Powieści wykazują pewne podobieństwa, jedno z nich to wspomniane wcześniej poruszanie się wokół tematów upadku znanego nam świata, inne jakie można wskazać to sposób narracji, całość opowiadana z perspektywy jednej osoby, przypominający zapis z dziennika. Idąc dalej, mając na uwadze czas powstania „Dnia Tryfidów” i „Poczwarek”, należy zwrócić uwagę na przyczynę katastrofy, jaką autor wskazuje w obydwu tekstach. Ich lektura daje świetną możliwość zapoznania się z zimnowojennym poczuciem zagrożenia, które mniej lub bardziej musiało towarzyszyć ludziom w tamtych czasach. W opisach jak doszło do zadomowienia się Tryfidów, jak też późniejszych prób tłumaczenia zjawiska deszczu komet, w wyniku którego niemalże cała populacja ludzka ślepnie, pełno jest nawiązań do wzajemnego zbrojenia się obydwu mocarstw. Również mając w pamięci specyfikę tamtych czasów innego znaczenia nabiera przeświadczenie niektórych bohaterów, że pomoc musi w końcu nadejść i to z pewnością z Ameryki. Jedna z postaci wygłasza tę niezachwianą wiarę prostymi słowami: „Amerykanie muszą być”. Również w „Poczwarkach” w końcowych wyjaśnieniach jak Starzy Ludzie ściągnęli na siebie Cierpienie można odnaleźć odwołania do czasów zimnowojennych, choć są one już mniej bezpośrednie.

Wskazując na mankamenty powieści, w „Dniu Tryfidów” nie można nie zwrócić uwagi na niedociągnięcia jakie powstały przez skupienie się przede wszystkim na tworzeniu spójnej wizji kataklizmu. Stan relacji międzyludzkich, jak i sama psychika bohaterów – te elementy w moim odczuciu trochę kuleją i proszą się o dopracowanie. O wiele lepiej tego typu relacje wyglądają w „Poczwarkach”, chociaż tutaj z kolei można mieć pretensję o trochę przegadaną końcówkę wyjaśniającą czytelnikowi przyczyny katastrofy.

Stawianie poważnych pytań nad kondycją ludzkości i możliwych konsekwencji wybranej drogi rozwoju – to znajdziemy w obydwu tekstach Wyndhama. Dochodzenie do ponurych wniosków, czego efektem są wizje wielkiej apokalipsy. Jednocześnie trzeba jednak zaznaczyć również wyrażenie nadziei na odrodzenie się ludzkiego humanizmu, gdzie budowa nowego ładu będzie odbywać się na odmiennych zasadach niż to miało miejsce poprzednim razem. Przez oglądanie się na przeszłość i nie popełnianie kolejny raz tych samych błędów. Czy wiara słuszna? Jakakolwiek będzie odpowiedź na to pytanie, warto zapoznać się bliżej z takim punktem widzenia.

Autor: Maria „Metzli” Roszkowska

Wydawnictwo: Solaris
Tytuł oryginału: The Day of the Triffids / The Chrysalids
Tłumaczenie: Wacława Komarnicka / Juliusz Kyrdyński
Data wydania: 27 stycznia 2010
ISBN: 978-83-7590-039-2
Oprawa: twarda
Rok wydania oryginału: 1951 / 1955
Liczba stron: 505
Seria: Klasyka science fiction

This entry was posted on środa, Luty 24th, 2010 and is filed under Recenzje. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.