Demony przeszłości czasami są gorsze od tych prawdziwych, pochodzących z piekielnych otchłani. Dają w kość nawet najbardziej zatwardziałym ignorantom. I jak to one, składają wizyty w najmniej odpowiednich momentach. Feliks Castor miał widocznie za mało problemów na głowie, otrzymał więc w ramach promocji parę kolejnych. Wracamy do Londynu, w którym duchy, łaki oraz upiory chodzą między ludźmi jakby nigdy nic, a niektóre nawet w uczciwy sposób zarabiają na… życie? A po przełomie wieków ich działalność jest coraz bardziej zauważalna. Egzorcyści mają pełne ręce roboty.

Czwarta część cyklu o Feliksie Castorze przynosi nam powiew świeżości, a autor serii, Mike Carey, podąża w stronę mroczniejszych historii, drastyczniejszych opisów i przerażającej wizji przyszłości. „Krew nie woda” rozpoczyna się w momencie, kiedy to Rafael Ditko, opętany przez Asmodeusza, ma zmienić miejsce stałego pobytu i przeprowadzić się z Ośrodka Opieki Charlesa Stangera do Kliniki Ontologii Metamorficznej, którą zarządza „przyjaciółka od serca” głównego bohatera, Jenna-Jane Mulbridge. Czyli przeskok czasowy między poprzednią powieścią, pt. „Przebierańcy”, a najnowszą odsłoną serialu jest niewielki. Feliks, czując się odpowiedzialny za pana Ditko, wcale nie zamierza przyglądać się tej jego zmianie otoczenia z boku. Wątek demona Asmodeusza, który został zapoczątkowany w pierwszym tomie cyklu, jest systematycznie rozwijany oraz nabiera tempa. Jak to się skończy, pewnie przyjdzie nam poczekać do finału historii, a ma ona mieć siedem części.

Carey rozwija kolejne warstwy swojej wizji świata, opis życia astralnego oraz drogi i celu ludzkiej duszy po śmierci. A Feliks Castor zostaje wplątany w nową drakę. Zaatakowany w samochodzie człowiek ostatkami sił, własną krwią, wypisuje na szybie jego nazwisko. Nasz egzorcysta od razu zostaje uznany za podejrzanego, a z czasem dowiaduje się, że odpowiedzi na nurtujące go pytania znajdują się w jego przeszłości, w dzieciństwie i mieście, z którego pochodzi, Liverpoolu. Wycieczka w rodzinne strony budzi wspomnienia, przywołuje rozterki młodości, niesamowite przeżycia, oraz pokazuje drogę głównego bohatera do zawodu jakim para się do dzisiaj. Mroczne sekrety skrywane przez Feliksa oraz jego brata, księdza Matta, zaskakują w finałowej rozgrywce powieści.

Autor po raz kolejny udowodnił, że potrafi pisać wciągające kryminały, przy których miło spędza się czas. Lecz tym razem poszedł jeszcze dalej i wprowadził cykl na nowe tory. Mroczne i nieprzewidywalne historie, bardziej zagłębiające się w ludzką naturę, dające do zrozumienia, że postaciom przyjdzie zapłacić co do grosza za ich czyny i nikt nie uniknie rozliczenia. Feliks znowu pewnie dostanie w kość, Pen wciąż nie dostanie od niego zaległego czynszu, Rafael będzie toczył wewnętrzny bój z demonem, a Juliet postara się zbliżyć do człowieczeństwa. Z tym, że nic nigdy nie jest takie, jakie się z początku wydaje.

„Krew nie woda” to na razie najlepsza część serii o Castorze. Dodając do wyżej wymienionych zalet specyficzny, wisielczy humor Carey’a dostajemy książkę, której lektura przyniesie nam trochę emocji, szczyptę odprężenia i masę frajdy z porządnej rozrywki. Ta powieść to świetna pozycja na nadchodzące kwietniowe wieczory. Dobra zabawa gwarantowana.

Autor:Piotr Młynek

Wydawnictwo: Mag
Tytuł oryginału: Thicker Than Water
Tłumaczenie: Paulina Braiter
Data wydania: 7 kwietnia 2010
ISBN: 978-83-7480-163-8
Oprawa: miękka
Format: 125 x 195
Rok wydania oryginału: 2008
Liczba stron: 456
Tom cyklu: 4

This entry was posted on wtorek, Kwiecień 6th, 2010 and is filed under Recenzje. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.