Jeffa VanderMeera określić można jako pisarza „od miast” – w jego twórczości to właśnie na ich kreacji opiera się fabuła, a same metropolie urastają do rangi osobnych bohaterów. Nie będzie chyba przesadą stwierdzenie, że w tej materii autor stał się prawdziwym mistrzem. Z premierą kolejnej jego książki „Shriek: Posłowie” wprowadzoną na rynek tym razem przez wydawnictwo Mag, czytelnik ma okazję odwiedzić powtórnie jedno z takich niesamowitych tworów, mowa oczywiście o mieście Ambergris. Przy poprzedniej wizycie można je było poznać przez lekturę rozpraw naukowych, przewodników, listów, notatek – istna układanka, którą porozrzucaną podał nam autor. Użycie tej niestandardowej formy wyróżniało „Miasto szaleńców i świętych” spośród innych pozycji ukazujących się na rynku i tworzyło specyficzny klimat, który panuje w tej metropolii.

W „Shriek” nie mamy już do czynienia z zebraniem w jednym tomie tak różnorodnych form przekazu – tym razem VanderMeer zdecydował się tylko na jedną. Tekst, który otrzymujemy jest autorstwa Janice Shriek. W domyśle miał być on posłowiem do Hoegbottońskiego przewodnika po wczesnej historii Ambergris Duncana Shrieka, jednak rozrósł się niepomiernie, z kolejnymi stronami zamieniając się w coś bardziej przypominającego pamiętnik. Uczynione dopiski przez brata, który co chwila wtrąca się z jakimś sprostowaniem, sprawiają, że przybiera ono postać bardziej zbliżoną do kroniki rodzinnej. Dodanie ostatniej kropki nad „i” do wcześniej nieuregulowanych spraw, wypowiedzenie swoich ostatecznych kwestii przez dwójkę rodzeństwa. Taki sposób narracji, jeśli wczytać się w pierwsze opinie o książce, może dla niektórych być drażniący. Bo i pełno tam subiektywnych ocen, bardzo często krzywdzących, odnośnie konkretnych wydarzeń czy osób z wspólnego otoczenia Janice i Duncana. Jednocześnie narratorka kończąc jedną kwestię zacina się na kolejnych, zaczyna od początku, zastanawiając się równolegle jak ma to zrobić, nie zachowuje przy tym sztywnej chronologii zdarzeń. Ale ten subiektywny rys sprawia, że powieść zyskuje niepowtarzalny urok i staje się prozą szalenie zaangażowaną emocjonalnie. Przy czym cały czas nie zapominając o miejscu gdzie to wszystko się rozgrywa, czyli w Ambergris, z jego przywarami i artystyczną płodnością. A wszystko w cieniu tajemnicy Szarych Kapeluszy – pierwszych mieszkańców nieodłącznie związanych z tym miastem.

Muszę przyznać, że biorąc do ręki „Shriek ” przemknęło mi przez myśl: „Znowu to samo”. Znowu kreacja miasta, której owszem nic nie można zarzucić, ale po raz kolejny dostaję do ręki produkt, który już w jakiś sposób poznałam. Najpierw „Miasto szaleńców i świętych”, później „Podziemia Veniss”, było też krótkie opowiadanie w specjalnym wydaniu Fantastyki „Trzy dni w przygranicznym miasteczku” – może VanderMeer mógłby wreszcie pokusić się o wypłynięcie na nieznane sobie wody? Jednak podczas lektury wątpliwość ta odeszła całkowicie w cień. Chociaż nie mogę powiedzieć, że Ambergris mnie porwało (podobnie jak przy pierwszym spotkaniu) to czytałam z przyjemnością – bo tej książce, a i ogólnie prozie VanderMeera w kwestii stylu zwyczajnie nie można odmówić wyrazów uznania.

Podczas lektury często też zadawałam sobie pytanie czy po „Shriek” mogą sięgnąć osoby, które miałyby dzięki temu z Ambergris do czynienia po raz pierwszy. I w zasadzie nie jestem w stanie na nie odpowiedzieć nawet teraz, po pewnym czasie refleksji nad tą pozycją. Nie można traktować tej książki jako kontynuacji, ale niektóre wątki związane z funkcjonowaniem miasta znajdują swoje wyjaśnienie właśnie w Shirek. To co niewątpliwie traci taki świeży czytelnik to pewien kontekst i możliwość spojrzenia na poznane wcześniej wydarzenia z innej perspektywy. Ale czy będzie to przeszkadzało w odbiorze całości i później Miasta szaleńców i świętych? Naprawdę ciężko coś wyrokować.

Tym którzy byli już wcześniej zachwyceni Ambergris, lektura Shriek przysporzy równie pozytywnych wrażeń. Inni, tak jak ja, również przeczytają tę książkę z przyjemnością. Bo nie ulega wątpliwości, że po VanderMeera warto sięgnąć, choćby z czystej ciekawości co do twórczości jednego z najbardziej interesujących pisarzy dzisiejszej fantastyki.

Autor: Maria „Metzli” Roszkowska

Wydawnictwo: Mag
Tytuł oryginału:Shriek: An Afterword
Tłumaczenie:Robert Waliś
Data wydania: 19 marca 2010
ISBN:978-83-7480-161-4
Oprawa: twarda
Format: 135 x 202
Rok wydania oryginału: 2006
Liczba stron: 480
Seria: Uczta Wyobraźni

This entry was posted on niedziela, Kwiecień 18th, 2010 and is filed under Recenzje. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

3 komentarze to “„Shriek: Posłowie” – Jeff VanderMeer”

  1. Hmm. Jonathana czy Duncana, bo zamotałem się przestrasznie?

  2. Hm tak, słuszna uwaga. Nie wiem jakim cudem mogłam tak przekręcić imiona…

  3. […] temat Shriek pisałam w recenzji umieszczonej na stronie Książkach ZB, nie będę się więc w tym miejscu nad tą pozycją […]