Nikt nie zna przepisu na bestseller, zatem i ja nie będę wróżył, czy „Upadli” staną się w Polsce hitem na miarę powieści Stephanie Meyer. Jednak, na pierwszy rzut oka, po lekturze mógłbym się zgodzić, że ma ona spore zadatki na przebój dla nastoletnich (i trochę starszych) czytelników.

Przede wszystkim główną bohaterką jest nastolatka, która trafia do szkoły dla podobnych do niej „trudnych przypadków”, zbuntowanych, „niegrzecznych”, z jakimś cieniem na młodocianym życiorysie. A w szkole tej spotyka Jego, dziwnego chłopaka, do którego czuje miętę tak mocną, że po prostu nie może dać mu spokoju, mimo że On od początku ją ignoruje, odpycha. Ale im bardziej główna bohaterka nie może się zbliżyć do chłopaka, tym bardziej się stara to uczynić. I podejmowane przez nią działania przynoszą nie tylko zamierzony skutek (czego nie sposób się nie domyślić), ale i wprowadzają w życie dziewczyny oraz kręgu jej znajomych sporo zamieszania, gwałtownych zwrotów akcji, przyspieszeń, nieoczekiwanych rozwiązań, zrzucania masek, zakładania nowych. A czasami pod maskami kryją się nowe maski – i nie dotyczy to tylko bohaterów drugoplanowych. Wszystko to jest przyprawione odpowiednią dawką tajemnic, a raczej Naprawdę Wielkich Tajemnic, bo sięgających Nieba (a także jego, jak się okazuje, Wstydliwych Zakamarków). Nie spoileruję – bez obaw. Większość tego, co napisałem do tej pory, da się spokojnie wydedukować z blurba a także internetowych trailerów promujących powieść. Bo przecież w takich powieściach element zaskoczenia oferowanego przez fabułę jest kwestią drugorzędną.

Read the rest of this entry »

To była chyba jedna z najbardziej oczekiwanych przeze mnie premier fantastycznych w tym roku. Lektura „Bohaterowie umierają” oraz „Ostrza Tyshalle’a” pozostawiła mnie bowiem z wrażeniem, że miałem do czynienia z zamkniętą fabułą, zwieńczoną gwałtownym i krwawym finałem. Po takich przygodach bohaterowie zazwyczaj przechodzą do fazy „i żyli długo i szczęśliwie”, bo trudno – na pierwszy rzut oka – wyobrazić sobie udany restart z nowymi przygodami. Dlatego wieść, że Stover nadal pisze o przygodach swego bohatera, wykreowanego w poprzednich częściach, była elektryzująca. Przyznam jednak, że obawy związane z oczekiwaniem premiery tej powieści były u mnie nikłe. Matthew Stover kupił mnie całkowicie poprzednimi książkami z tego cyklu i ufałem, że powrót będzie w doskonałym stylu. Ciekawość dotyczyła tylko i wyłącznie tego, czego dotyczyć będzie fabuła.

Read the rest of this entry »

Sięgając po drugą wydaną w Polsce powieść Grahama Joyce’a spodziewałem się, że przeczytam książkę przypominającą raczej masowo wydawane po sukcesie „Kodu Da Vinci” Dana Browna thrillery, oparte o religijne teorie spiskowe. Wskazywały na to tak okładka jak i umieszczona na jej czwartej stronie opinia M. John’a Harrisona. Spodziewałem się książki, którą szybko przeczytam oraz niestety lub na szczęście – szybko zapomnę. Moje obawy okazały się być tylko częściowo zasadne, ale nie oznacza to bynajmniej, że książkę uznam za objawienie roku.

Tak jak i w przeczytanym pół roku temu „Indygo” tak i tu na pierwszy plan wysuwa się szaleństwo. Tom Webster, główny bohater powieści nie może otrząsnąć się po śmierci swojej żony. Porzuca pracę nauczyciela religii w szkole średniej i udaje się w poszukiwaniu ukojenia do Jerozolimy, gdzie chciał z nią pojechać. Obecnie mieszka tam jego jedyna przyjaciółka Sharon, którą poznał jeszcze na studiach

Read the rest of this entry »

Kilka lat temu pierwszy raz zetknąłem się z prozą Kurta Vonneguta i od tamtej pory z niekłamana przyjemnością zapoznałem się z większością jego dorobku literackiego. Do tej pory uważam, że Vonnegut jest moim ulubionym pisarzem postmodernistycznym. Wstyd przyznać, ale dopiero kilka miesięcy temu udało mi się zaznajomić z prozą Thomasa Pynchona. Autora uważanego za „czołowego twórcę postmodernizmu”. Naiwnie jest wyrokować po jednej przeczytanej pozycji, ale jednak myślę, że z prozą tego autora zaprzyjaźnię się na dłużej. Aczkolwiek recenzowana książka jest podobno najbardziej przystępną w jego dorobku. Cóż, czas pokaże.

„49 idzie pod młotek”, bo o tej książce mowa, opowiada historię Edypy Maas. „Typowej” nietypowej przedstawicielki amerykańskiej klasy średniej przełomu lat 50’ i 60’, która odziedziczyła spadek po swoim zmarłym eks-kochanku. Edypa, by poznać zawartość testamentu, wyrusza w długą i krętą fabularnie drogę, pełną ślepych zaułków, której ostatecznym celem jest poznanie prawdy. A może poznanie kłamstwa przepisanego w prawdę? A może celem nie jest sama prawda, tylko droga prowadząca do niej? Edypa jest bohaterką, która świadomie podejmuje się owej drogi i w trakcie jej przechodzenia, odkrywa że cel jest nieosiągalną mrzonką. Czy aby jednak na pewno poszukiwania są skazane na niepowodzenie?

Read the rest of this entry »

Fritz Leiber, znany w Polsce z cyklu fantasy o przygodach dwóch bohaterów, barbarzyńcy Fafryda oraz łotrzyka Szarego Kocura, jest uważany za jednego z najważniejszych twórców nurtu sword and sorcery. Mało kto u nas wie, że ten amerykański pisarz jest także autorem wielu książek science-fiction i to takich, które zaliczane są do kanonu szeroko pojętej fantastyki. Jeden z jego najwcześniejszych utworów, „Ciemności, przybywaj”, opowiadający o przyszłości rasy ludzkiej po zakończeniu ery atomowej, niedawno ujrzał światło dzienne w pięknym kraju nad Wisłą.

Read the rest of this entry »

Trzecia w tym roku pozycja Uczty Wyobraźni potwierdza najwyższą jakość oraz niekwestionowaną pozycję lidera serii na naszym rynku. Sięgając po książkę VanderMeer’a miałem za sobą lekturę „Miasta Szaleńców i Świętych,” „Podziemii Veniss” oraz „Trzech dni w przygranicznym miasteczku”. Autor ma u mnie tak mocną pozycję, że oczekując na wydanie książki nie czytałem o niej żadnych informacji ani recenzji. Wystarczyło mi nazwisko na okładce. Nie zawiodłem się.

Otworzywszy książkę z ukontentowaniem ujrzałem, że „wracam do Ambergris”. Zastanawiałem się przez chwilę jak VanderMeer poradzi sobie z dłuższą formą oraz moimi oczekiwaniami, bo raz, że „Miasto Szaleńców i Świętych” wysoko ustawiło poprzeczkę tak formą jak i treścią, a dwa to „Podziemia Veniss” można nazwać co najwyżej minipowieścią do tego opartą na antycznym wzorcu zejścia do piekła po ukochaną. Autor rozwiał obie obawy.

Read the rest of this entry »