Trzecia w tym roku pozycja Uczty Wyobraźni potwierdza najwyższą jakość oraz niekwestionowaną pozycję lidera serii na naszym rynku. Sięgając po książkę VanderMeer’a miałem za sobą lekturę „Miasta Szaleńców i Świętych,” „Podziemii Veniss” oraz „Trzech dni w przygranicznym miasteczku”. Autor ma u mnie tak mocną pozycję, że oczekując na wydanie książki nie czytałem o niej żadnych informacji ani recenzji. Wystarczyło mi nazwisko na okładce. Nie zawiodłem się.

Otworzywszy książkę z ukontentowaniem ujrzałem, że „wracam do Ambergris”. Zastanawiałem się przez chwilę jak VanderMeer poradzi sobie z dłuższą formą oraz moimi oczekiwaniami, bo raz, że „Miasto Szaleńców i Świętych” wysoko ustawiło poprzeczkę tak formą jak i treścią, a dwa to „Podziemia Veniss” można nazwać co najwyżej minipowieścią do tego opartą na antycznym wzorcu zejścia do piekła po ukochaną. Autor rozwiał obie obawy.

Jako pierwsza objawia się misterna forma utworu – książka w książce. „Shriek: Posłowie” to miało być w założeniu posłowie do „Hoegbottońskiego przewodnika po wczesnej historii miasta Ambergris” autorstwa Duncana Shrieka (utalentowanego, lecz kontrowersyjnego w głoszeniu swych teorii historyka) zawierającego elementy biograficzne oraz tło historyczne utworu, pióra jego siostry Janice. Od początku widzimy jednak, że próba napisania prostego dodatku wymknęła się spod kontroli autorki i  nieoczekiwanie się rozrosła. Cały utwór jest opatrzony komentarzami naniesionymi przez Duncana na zakończoną przez Janice książkę. Dodatkowo autorka wykorzystuje fragmenty dziennika brata oraz jego listów. Całość daje nam arcyciekawy trójgłos, poszczególni narratorzy z różnych punktów widzenia opisują te same wydarzenia (najczęściej różnie je oceniając i/lub interpretując) oraz uzupełniają się komentarzami.

Samo miasto i jego mieszkańcy też nie tracą na ponownym ich opisaniu. Żadna dłuższa opowieść nie może być zawieszona w próżni, tym bardziej biografia. Mamy więc przybliżenie historii Ambergris (oraz chwilami jej sąsiadów) w okresie następującym po opisanym we wzmiankowanym wyżej przewodniku. A jako, że mamy do czynienia z niezwykłym miastem to fajerwerków tu nie brakuje, że wspomnę tylko o Operze podczas Wojny Domów czy Projekcie Obywatela Ryby (nie będę wchodził w szczegóły by nie odbierać przyjemności z czytania). Bardzo dobrze przedstawiona jest postawa Ambergrian wobec Szarych Kapeluszy. Ciągłe wypieranie historii, ignorowanie zagrożenia i jawne zaprzeczanie faktom, i wszystko to w imię świętego spokoju, poczucia kontroli czy wrażenia sprawowania władzy faktycznej. A wszystko co zaprzecza tym mrzonkom, staje się tematem tabu, jest usuwane ze świadomości choćby nie wiem jak dobrze było udowodnione, choćby nawet wszyscy byli świadkami. Na kartach „Posłowia” spotykamy też starych znajomych. Przez karty powieści przemyka się Martin Lake, pojawia się zamknięty w szpitalu dla psychicznie chorych „gość” z naszej rzeczywistości utrzymujący, że to on stworzył wszystko wkoło (alter ego Jeffa VanderMeera?). Czyli po prostu Ambergris jakim je poznałem i polubiłem.

Podstawą opowieści jest próba przedstawienia przez Janice pełnej i w jej mniemaniu obiektywnej historii życia Duncana. Dziwna to biografia, bo prawie połowę jej objętości zajmuje autorce opisywanie własnego życia. Zabieg ten wspaniale oddaje zmienne koleje w kontaktach między rodzeństwem. Właśnie przedstawienie ewolucji tej relacji, wzajemnych ocen, prób mniej lub bardziej subtelnego wpływu na życiowe wybory brata/siostry wraz ze stopniowym odkrywaniem prawdy o Ambergis stanowi o wysokiej dla mnie wartości utworu VanderMeer’a. Akcja posuwa się naprzód skokami, co i raz sięgając to w przeszłość to w przyszłość. Częściowo jest to zasługa „wielogłosu” autorskiego, a częściowo dlatego, że Janice Shriek sprawia początkowo wrażenie niewprawnej pisarki. Szybko okazuje się to nie być do końca prawdą i wraz ze zbliżaniem się do końca dowiadujemy się, co tak naprawdę wpływa na „pierwszą” autorkę Posłowia.

Zakończenie tej książki jest nietypowe, trzystopniowe. Swoją historię kończy Janice, swoją wersję układa w komentarzach Duncan, a wszystko podsumowuje wydawca, jako ostatnia osoba, która bierze w ręce maszynopis „Posłowia”. Nie powiem, aby książka mnie zaskoczyła zakończeniem, ponieważ jego zapowiedź przewija się od pierwszych słów książki. Nie musiała, bo znajduję zakończenie jako klamrę zgrabnie domykającą znane mi teksty o Ambergris. Ze swojej strony dodam jeszcze, że od ponad roku jestem zafascynowany utworami VanderMeer’a dziejącymi się w tym mieście. Ciężki nastrój, uczucie ciągłego zagrożenia przeplatające się z humorem, obłędem, a wszystko to podane w różnorodnej, czasem eksperymentalnej formie czyni lekturę nadzwyczaj interesującą. Czekam więc na polskie wydanie Finch’a – kolejnej powieści tam umiejscowionej.

Marzy mi się również obejrzeć ekranizację „Shriek: Posłowie” nakręconą przez Petera Greenaway’a, dla mnie mistrza obrazu, bądź Davida Lynch’a będącego z kolei specjalistą od nastroju. Obaj twórcy bardzo pasują mi do Ambergris, choć z różnych powodów. Na koniec nadmienię tylko, że trudno mi sobie wyobrazić, żeby ktokolwiek rozpoczynał czytanie „Shriek: Posłowie” nie mając za sobą lektury „Miasta Szaleńców i Świętych”, choćby dlatego, że tam właśnie zawarty jest przewodnik, do którego było pisane „Posłowie”. Tam właśnie opisane są zdarzenia, pojęcia oraz klimat Ambergris, bez znajomości których ta książka staje się miejscami zlepkiem niezrozumiałych słów, emocji wyjętych z głębszego, acz kompletnie niezrozumiałego kontekstu.

Autor: Michał „Mag_Droon” Łon

Wydawnictwo: Mag
Tytuł oryginału:Shriek: An Afterword
Tłumaczenie:Robert Waliś
Data wydania: 19 marca 2010
ISBN:978-83-7480-161-4
Oprawa: twarda
Format: 135 x 202
Rok wydania oryginału: 2006
Liczba stron: 480
Seria: Uczta Wyobraźni

This entry was posted on poniedziałek, Maj 3rd, 2010 and is filed under Recenzje. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.