Fritz Leiber, znany w Polsce z cyklu fantasy o przygodach dwóch bohaterów, barbarzyńcy Fafryda oraz łotrzyka Szarego Kocura, jest uważany za jednego z najważniejszych twórców nurtu sword and sorcery. Mało kto u nas wie, że ten amerykański pisarz jest także autorem wielu książek science-fiction i to takich, które zaliczane są do kanonu szeroko pojętej fantastyki. Jeden z jego najwcześniejszych utworów, „Ciemności, przybywaj”, opowiadający o przyszłości rasy ludzkiej po zakończeniu ery atomowej, niedawno ujrzał światło dzienne w pięknym kraju nad Wisłą.

Akcja książki dzieje się w mieście zwanym Megateopolis, rządy nad światem sprawuje Hierarchia, Zakon Wielkiego Boga, a najważniejszymi ludźmi na całej planecie są kapłani. Leiber budując swój świat, najprawdopodobniej opierał się na czasach Świętej Inkwizycji, to jest pierwsze i najsilniejsze skojarzenie. Religia jest najważniejsza, to jej przedstawiciele mówią, co należy robić, co jest złe i niegodne. Jak mają postępować zwykli ludzie, dosadnie nazywani plebsem. Jak w każdej wielkiej i wszechogarniającej organizacji znajdzie się słabe ogniwo, klecha, który wbrew tradycji będzie chciał jednak przekazać coś wartościowego społeczeństwu. W tym momencie poznajemy buntownika, Jarlesa. Jego kazanie na wstępie napędza spiralę wydarzeń i rozpoczyna ruch ku nowemu, innemu światu. Nikt nie powiedział tylko, jaki ten świat ma być.

Leiber skupia się w książce na tłumie i tym, jak łatwo jest manipulować niewykształconym społeczeństwem. Pokazuje, że nauka, technologia czy też religia, zastosowane z pomysłem i rozwagą rządzących, pozwalają zdominować całe społeczeństwo, kierować nim jak marionetkami w teatrzyku. Ludzie nie posiadający własnego zdania i opinii, bojący się rozmyślać o rzeczach ważnych są zaszczuci i zniewoleni. Hierarchia ma się dobrze, a w jej szeregach mało kto wierzy w patrona organizacji, Wielkiego Boga. W opozycji stoi niewielki ruch, kierowany przez tajemniczego Asmodeusza, którego na przywódcę rebeliantów wybrał sam Satanas. Czyli konflikt, jaki znamy od zarania dziejów, walki dobra ze złem, lecz w tym wypadku nie wiadomo, kto przywdziewa białą szatę, a kto ma rogi.

Autor jednak znajduje także miejsce na szczyptę humoru, od tego nie potrafi się uwolnić w swojej twórczości. Jest go o wiele mniej niż w cyklu osadzonego w świecie Nehwon, ale jest widoczny. Daje też do zrozumienia, że największe i najlepiej zorganizowane twory zawsze mają jakaś skazę, a im coś jest większe, tym z większym hukiem upada. Zwykli ludzie, chcący odciąć się od całej polityki i władzy, zawsze mogą to zrobić, wystarczy im do tego trochę samozaparcia i konsekwencji. Ot taki przepis na spokojną głowę.

Na okładce książki widnieje hasło zimnej wojny. Jakoby ta powieść miała jakieś odpowiedniki w rzeczywistości. Dziwnie nie zgadzają się tylko daty, a wynika z nich to, że kiedy Leiber pisał ten tekst, nikt nie miał pojęcia, kiedy skończy się II wojna światowa. Szumny blurb bez pokrycia

„Ciemności, przybywaj” to klasyka. I z tego względu zadowoli niewielu. Jest książką dobrą, ale napisaną prawie 70 lat temu. To czuć w języku, budowie opisów, dialogach czy akcji. W tamtych czasach pisarze fantastyki kładli nacisk na zupełnie inne aspekty niż dzisiaj. To zaleta dla osób, które potrafią to wyłapać, docenić czy zrozumieć. Pozycja skierowana jest do starszego pokolenia, pamiętającego inne klasyki, lubiącego Lovecrafta czy Howarda. Dla młodszych czytelników to książka edukacyjna bądź też ciekawostka. Ja mogę ją polecić wszystkim odważnym i szukającym korzeni s-f, dla rozrywki i dla lepszego oglądu na literaturę z tego nurtu.

Autor: Piotr Młynek

Wydawnictwo: Solaris
Tytuł oryginału: Gather, Darkness!
Tłumaczenie: Dariusz Kopociński
Data wydania: 9 kwietnia 2010
ISBN: 978-83-7590-033-0
Oprawa: miękka
Format: 125 x 195
Rok wydania oryginału: 1943
Liczba stron: 270

This entry was posted on środa, Maj 5th, 2010 and is filed under Recenzje. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.