Kilka lat temu pierwszy raz zetknąłem się z prozą Kurta Vonneguta i od tamtej pory z niekłamana przyjemnością zapoznałem się z większością jego dorobku literackiego. Do tej pory uważam, że Vonnegut jest moim ulubionym pisarzem postmodernistycznym. Wstyd przyznać, ale dopiero kilka miesięcy temu udało mi się zaznajomić z prozą Thomasa Pynchona. Autora uważanego za „czołowego twórcę postmodernizmu”. Naiwnie jest wyrokować po jednej przeczytanej pozycji, ale jednak myślę, że z prozą tego autora zaprzyjaźnię się na dłużej. Aczkolwiek recenzowana książka jest podobno najbardziej przystępną w jego dorobku. Cóż, czas pokaże.

„49 idzie pod młotek”, bo o tej książce mowa, opowiada historię Edypy Maas. „Typowej” nietypowej przedstawicielki amerykańskiej klasy średniej przełomu lat 50’ i 60’, która odziedziczyła spadek po swoim zmarłym eks-kochanku. Edypa, by poznać zawartość testamentu, wyrusza w długą i krętą fabularnie drogę, pełną ślepych zaułków, której ostatecznym celem jest poznanie prawdy. A może poznanie kłamstwa przepisanego w prawdę? A może celem nie jest sama prawda, tylko droga prowadząca do niej? Edypa jest bohaterką, która świadomie podejmuje się owej drogi i w trakcie jej przechodzenia, odkrywa że cel jest nieosiągalną mrzonką. Czy aby jednak na pewno poszukiwania są skazane na niepowodzenie?

Cytując Michelle Cannon¹, „powieść ta traktuje o modernistycznej bohaterce, która próbuje odnaleźć się w postmodernistycznym świecie”. Te dwa kierunki literackie wyraźnie zderzają się ze sobą w tej książce, z wyraźną krytyką pewnych aspektów modernizmu. Intryga jest intertekstualnym kolażem rzeczywistości i wyobraźni autora (Jakże byłem zaskoczony, gdy odkryłem, że poczta Thurn und Taxis była rzeczywistym bytem, informacja ta zmusiła mnie do sprawdzenia też Trystero… który okazał się bytem czysto literackim), w którym Pynchon, bawiąc się Edypą (między innymi nabawiając ją paranoi), bawi się tak naprawdę czytelnikiem, sprowadzając go co chwila na literackie manowce i w ślepe zaułki. Przy tym często imponuje swoją erudycją, tak jak na przykład w wypadku eksperymentu myślowego Maxwella. Faktem jest, że nie nudziłem się w trakcie lektury. Interesujące są też postacie dalszego planu; jak mąż Edypy, który ma słabość do nastolatek; prawnik z którym bohaterka idzie do łóżka; jej psychoterapeuta, który dla eksperymentu chce ją uzależnić od LSD, a który okazuje się… no właśnie, kolejna kpina. Wspomniane postacie łączy jedna cecha. Pani Maas w pewien sposób jest przez nich kierowana, jest od nich zależna, potrzebuje ich wsparcia i pomocy, bez nich jest zagubiona. Oczywiście do czasu.

W tym momencie muszę prosić czytelników o wybaczenie, że recenzja ta jest napisana dość lapidarnym i jednocześnie zagmatwanym stylem, ale 49 idzie pod młotek należy do tych książek, w których fabuła spychana jest na dalszy plan przez konteksty. A w tym wypadku zdradzanie kontekstów psuje przyjemność z samodzielnego odkrywania lektury.

Zdradzę tylko, że mój stosunek do tej książki jest dość ambiwalentny. Z jednej strony czuję pewien fabularny niedosyt. Z drugiej strony, naprawdę mam ochotę na więcej prozy Pynchona. A w zakończeniu… autor sobie bezczelnie kpi z czytelnika. Jeszcze wrócę do tej książki. Tymczasem zapoluję na „Tęczę Grawitacji”.

___________________________

¹ M.Cannon, Modernism v. Postmodernism part one: The Crying of Lot 49

Autor: Paweł Świątek

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Tytuł oryginału: The Crying of Lot 49
Tłumaczenie: Piotr Siemion
Data wydania: 30 kwietnia 2009
ISBN:978-83-08-04348-6
Oprawa: miękka
Format: 123 x 197
Rok wydania oryginału: 1966
Liczba stron: 224

This entry was posted on niedziela, Maj 9th, 2010 and is filed under Recenzje. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.