Nikt nie zna przepisu na bestseller, zatem i ja nie będę wróżył, czy „Upadli” staną się w Polsce hitem na miarę powieści Stephanie Meyer. Jednak, na pierwszy rzut oka, po lekturze mógłbym się zgodzić, że ma ona spore zadatki na przebój dla nastoletnich (i trochę starszych) czytelników.

Przede wszystkim główną bohaterką jest nastolatka, która trafia do szkoły dla podobnych do niej „trudnych przypadków”, zbuntowanych, „niegrzecznych”, z jakimś cieniem na młodocianym życiorysie. A w szkole tej spotyka Jego, dziwnego chłopaka, do którego czuje miętę tak mocną, że po prostu nie może dać mu spokoju, mimo że On od początku ją ignoruje, odpycha. Ale im bardziej główna bohaterka nie może się zbliżyć do chłopaka, tym bardziej się stara to uczynić. I podejmowane przez nią działania przynoszą nie tylko zamierzony skutek (czego nie sposób się nie domyślić), ale i wprowadzają w życie dziewczyny oraz kręgu jej znajomych sporo zamieszania, gwałtownych zwrotów akcji, przyspieszeń, nieoczekiwanych rozwiązań, zrzucania masek, zakładania nowych. A czasami pod maskami kryją się nowe maski – i nie dotyczy to tylko bohaterów drugoplanowych. Wszystko to jest przyprawione odpowiednią dawką tajemnic, a raczej Naprawdę Wielkich Tajemnic, bo sięgających Nieba (a także jego, jak się okazuje, Wstydliwych Zakamarków). Nie spoileruję – bez obaw. Większość tego, co napisałem do tej pory, da się spokojnie wydedukować z blurba a także internetowych trailerów promujących powieść. Bo przecież w takich powieściach element zaskoczenia oferowanego przez fabułę jest kwestią drugorzędną.

Mam wrażenie, mało odkrywcze, że sukces tego typu powieści polega na ich doskonałym „wycelowaniu” w konkretnego odbiorcę. A nastoletni czytelnicy, którzy wyrośli już z Harry’ego Pottera, potrzebują w swoim literackim rozwoju także takich powieści, świetnie pokazujących lęki nastoletniego dojrzewania, ale rozrywkowo: niepewność siebie, poczucie wyobcowania, niedopasowania do wrogiego, pozbawionego zrozumienia otoczenia. Dorzućmy do tego Pierwsze Wielkie Nastoletnie Miłości, po których Choćby Potop i które Bolą Jak Diabli i popychają co bardziej kreatywnych cierpiących nastoletnie męki w stronę pisania desperackich wierszy o Śmierci, Miłości i Nienawiści. Oczywiście, trochę przejaskrawiam tego docelowego odbiorcę. Ale przecież powieści takie jak te pisane przez S. Meyer, czy właśnie Lauren Kate, doskonale wpasowują się w stany emocjonalne prezentowane mniej lub bardziej ekshibicjonistycznie w wieku dojrzewania. Zatem i w tej powieści zwykłe zauroczenie przystojnym i tajemniczym chłopakiem nie jest tylko nastoletnim zauroczeniem, ale pokłosiem wielkiej, starożytnej miłości. Nad wszystkim krąży fatum śmierci, nieszczęścia i rozpaczy. Przyjaciele nie są zwykłymi przyjaciółmi, bo każdy jest niezwykły, ale główna bohaterka jest najbardziej niezwykła pod „powłoką” nastoletniego istnienia. Jak tu mieć wątpliwości, że ta powieść powinna „chwycić”? Nie czynię z tego autorce zarzutu. Po prostu doskonale wie, dla kogo pisze powieści i można jej tylko gratulować, kiedy odnosi sukces. Taki talent trafiania w odpowiedni gust to dar i przyćmiewa on nawet brak talentu pisarskiego. Bo Lauren Kate bez wątpienia nie jest stylistką i bliżej jej do świeżo upieczonego rzemieślnika. Fabuła nie jest wyszukana, a niektóre wątki są do bólu przewidywalne, niektóre zaś trochę nieudolnie prowadzone i odrobinę wyrobiony czytelnik zgrzytnie zębami kilka razy w trakcie lektury. Ale, jak w marnym romansie, nie chodzi tu przecież o to, aby zachwycić się frazą, znaleźć i odczytać aluzję, czy rozsmakować się w stylu. Dzięki dynamicznej (acz bez przesady) akcji a także bohaterom, z którymi łatwo się utożsamić (bo rezonują w nich te same lęki i niepokoje, co w każdej nastoletniej duszy), czytelnik zostanie porwany w wir przygody czując, że to tak naprawdę jego przygoda. Czy można żądać lepszej rozrywki? Tak, kiedy się trochę dojrzeje. A póki co, szkoda czasu na marudzenie, że to złe, mdłe, nijakie i odtwórcze. Czytelnika docelowego to akurat nie obchodzi.

Na koniec pozostaje próba odpowiedzi na pytanie, czy polski rynek nie ma już dość tego typu utworów? Nie ma. Powieść posiada otwarte zakończenie i nie ma wątpliwości, że nastąpi ciąg dalszy (wprost zresztą zapowiedziany). To tylko mija czas Wampirów. Nadchodzi czas Aniołów i Lauren Kate. Teenage romance ma się świetnie.

Autor: Roman Ochocki

Wydawnictwo: Mag
Tytuł oryginału: Fallen
Tłumaczenie: Anna Studniarek
Data wydania: 19 maja 2010
ISBN: 978-83-7480-168-3
Oprawa: miękka/twarda
Rok wydania oryginału 2008
Liczba stron: 480
Tom cyklu: 1

This entry was posted on środa, Maj 19th, 2010 and is filed under Recenzje. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.