Kim jest Christopher Moore, nie muszę pisać. Jak pada to nazwisko, od razu czytelnicy odpowiadają, że to ten gość od „Najgłupszego anioła”. Autor zabawnych książek, przesadza w nich gdzie się da, bywa wulgarny i niesmaczny, obrzydliwy i złowieszczy, a nawet zdarza mu się być uroczym – to tak w przerwach między obrzezaniem rzymskiego posągu, a gwałtem na bardzo, ale to bardzo chętnej kucharce. Jak wielu czytelników wie, Moore tworzy także romanse, troszkę specyficzne. Cała historia zaczęła się w 1995 roku, kiedy to zostali wydani „Krwiopijcy”. Powieść o wampirach zamieszkujących San Francisco tak przypadła do gustu fanom, że po latach nalegań i listów z pogróżkami autor napisał jej kontynuację. „Ssij, mała, ssij” ukazała się 12 lat po pierwszej części, jak się dzisiaj okazuje, mini cyklu. Nie dorównała poprzedniczce, ale utrzymała poziom – mówienie o poziomie przy uwłaczających ludzkiej estetyce, etyce i obyczajowości treściach wpędza mnie w konsternację… Reasumując, Moore dopisał kontynuację kontynuacji i wyszło z tego… aj, szkoda gadać.

„Gryź, mała, gryź” to dalsze losy Jody i Tommy’ego, czyli dwójki świeżo upieczonych wampirów oraz całej gromady ich przyjaciół. Spotkamy sklepową ekipę zwierzaków, czyli kręglarzy używających do gry dobrze zmrożonego indyka zamiast kuli, Cesarza San Francisco wraz z jego żołnierzami, dwójkę policjantów, których głównym zajęciem wydaje się rozprawianie o homoseksualizmie oraz na koniec Abby, Abigaile Normal, która w tej książce gra główne skrzypce.

Historia jest najmniej ważna w tej powieści, bo fabuła sprowadza się do wielkiego zamieszania, czym większe, tym lepsze, zdaje się twierdzić sam autor i robi nam kogiel-mogiel. Moore jednak rozliczany jest z tego, ile razy w ciągu lektury czytelnik się roześmieje w głos. Z tym w książce jest już lepiej, chociaż w porównaniu np. z „Barankiem” wypada blado. Niemniej jednak żarty sytuacyjne, których w powieści jest bez liku, multum dwuznacznych okoliczności, w jakich znajdujemy bohaterów, a na koniec wisienka książki, czyli dziennik, bądź też pamiętnik samej Abby dają odbiorcy dużo frajdy. Abigaile, odkąd została pomocnicą wampirów, wreszcie spełnia się w życiu, ma własnego czarnego pana i służy mrocznej stronie mocy. Jej emo-gotyckie przemyślenia, skrajnie oscylujące między narcyzmem, a mazgajstwem ze skłonnościami samobójczymi przynoszą dobrą zabawę czytelnikom. Raz rozkazuje i pomiata swoim chłopakiem, aby po chwili użalać się do telefonu zaufania, że chce się zabić… i żąda od operatora pomocy, by zrobić to profesjonalnie i szybko.

Moore uwielbia wyśmiewać, satyra i pastisz, przerysowanie i uwydatnienie wad, tak właśnie tworzy swoje książki. W „Gryź, mała, gryź” znowu bierze na warsztat romantyczne love story i robi z tego masochistyczne porno, chociaż nie takie jak w poprzednim tomie. Cały świat zamiast wokół miłości kręci się wokół seksu, różnej odmiany i orientacji. Dostaje się także subkulturom, reprezentowanym między innymi przez Abby. San Francisco jest znane ze swojej tolerancji, a to także jest dla Moore’a świetny temat do dowcipów. Tabu dla tego autora nie istnieje.

Najnowsza powieść Moore’a nie jest kamieniem milowym żadnej literatury, jest zaprzeczeniem takiego terminu. Nie wnosi nic, dosłownie zero do jakiegokolwiek nurtu. Dla czytelnika nie jest też w żadnym razie pożyteczną książką, nie ma w niej prawd, które można by było zastosować, aby uczynić życie na Ziemi lepszym. Jest książkowym przykładem upadku obyczajów i kultury. Więc te osoby, które znają i lubią twórczość amerykańskiego pisarza dostaną właśnie to, czego oczekują i pewnie się nie zawiodą. O to właśnie chodziło!

Autor: Piotr Młynek

Wydawnictwo: Mag
Tytuł oryginału: Bite Me: A Love Story
Tłumaczenie: Jacek Drewnowski
Data wydania: 16 czerwca 2010
ISBN: 978-83-7480-171-3
Oprawa: twarda z obwolutą
Format: 125 x 195
Rok wydania oryginału: 2010
Liczba stron: 336
Tom cyklu: 3

This entry was posted on środa, Czerwiec 16th, 2010 and is filed under Recenzje. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.