Można powiedzieć, że debiutancka powieść Joanny Skalskiej była jedną z oczekiwanych przeze mnie książek, które miały się ukazać w tym roku. Sięgając po nią, w pamięci miałam dobre wrażenie z lektury „Wyspy”, opowiadania, które znalazło się w antologii „Nowe idzie”, nie do końca wiedziałam jednak, czego powinnam spodziewać się teraz. Czegoś podobnego do tego krótkiego tekstu, czy też odwrotnie, zupełnie odmiennego? Adnotacja z tylnej okładki niekoniecznie wiele wyjaśniała, jak również niespecjalnie zachęcała. Tuż przed lekturą pojawiła się nawet mała obawa przed rozczarowaniem. Jak się okazało, zupełnie niepotrzebnie „Eremanta” okazała się pozycją jak najbardziej godną uwagi.

„Wyspa” oraz „Eremanta”, chociaż prezentują różne historie, wykazują pewne podobieństwa stylu, w jakim są napisane. W tych dwóch tekstach autorka prezentuje specyficzny jego rodzaj, bardzo delikatny, chciałoby się wręcz użyć sformułowania: kobiecy. Jest jednak ono o tyle niebezpieczne, że kieruje uwagę w kierunku dyskusji o podziale na fantastykę kobiecą i męską, z odmiennymi punktami widzenia i tworzy pytania, na ile takie rozróżnienie ma w ogóle sens. Nie opowiadając się po żadnej ze stron, można jednak stwierdzić, że Joanna Skalska większość uwagi kieruje na swoich bohaterów. To ich losy, podejmowane decyzje i przeżywane przy tym emocje stanowią osnowę prezentowanych historii. Świat zewnętrzny zarysowany jest w takim stopniu, jak tylko to konieczne, aby historia mogła bez zgrzytów płynąć dalej. Dodam, że takie rozłożenie akcentów bardzo mi odpowiada, często kreacja bohaterów, a szczególnie ta warstwa emocjonalna, była jednym z tych elementów, których niedopracowanie często przeszkadzało mi przy okazji książek innych autorów.

W „Eremancie” autorka roztacza przed czytelnikiem obraz trzech różnych historii, które dzieją się równolegle, kolejno każdy z tych wątków zyskuje głos. W każdym z nich można odnaleźć tę specjalną uwagę skierowaną na bohaterów. Czy to będzie milczący mieszkaniec Eremanty, bez słowa wykonujący swoje codzienne obowiązki, Magda, której po różnych zakrętach życiowych udało się znaleźć stosunkowo łatwą pracę w Londynie, czy bohaterowie wstydliwej rodzinnej historii, tak długo skrywanej. Losy poszczególnych postaci, na pozór niezwiązane ze sobą, mające miejsce w odmiennych warunkach, posiadają coś w rodzaju pewnej linii porozumienia, którą można pomiędzy nimi przeprowadzić. Zawikłanie losów w szarej codzienności, próba poukładania swoich spraw i jednocześnie potrzeba chwili spokoju i zastanowienia, zatrzymania się. Na takiej płaszczyznach można starać się szukać podobieństw, o które pada pytanie już w notce wydawcy.

Historia toczy się leniwie, brak tutaj gwałtownych zwrotów akcji czy spektakularnych wydarzeń – to nie książka tego typu. Jeśli ktoś jest żądny wielkich fajerwerków, z pewnością ich nie znajdzie. Fabuła skupia się na prostych sprawach i, można by powiedzieć niekiedy, naprawdę codziennych problemach ich bohaterów. Nie jest to wadą tej książki, ale przeciwnie, jej zaletą. Chociaż mogą się znaleźć tacy, którzy przy „Eremancie” będą się nudzić, winy upatrywałabym wtedy raczej w osobistych oczekiwaniach co do lektury niż w samej pozycji. Ja spędziłam przy niej kilka miłych chwil, z przyjemnością zagłębiając się w tekst. Na pewno z zaciekawieniem będę śledzić kolejne dokonania autorki.

Autor: Maria „Metzli” Roszkowska

Wydawnictwo: Powergraph
Data wydania: 24 marca 2010
ISBN: 978-83-61187-15-8
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Format: 125 x 195
Liczba stron: 288
Seria: Fantastyka z plusem
<

This entry was posted on niedziela, Czerwiec 20th, 2010 and is filed under Recenzje. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.