Fantastyka ma różne oblicza. Mieści się w jej granicach między innymi twarde science fiction, space opera, nowinki typu steampunk czy new weird, horror, z modnym nurtem wampirycznym, a także wiele odmian fantasy. Obecnie ten ostatni gatunek nie cieszy się wielkim poważaniem. Kojarzony z rozwlekłymi sagami spod znaku „magii i miecza”, uważany jest za literaturę mało odkrywczą, znajdującą odbiorców głównie wśród początkujących miłośników fantastyki. Debiutancki zbiór opowiadań Roberta M. Wegnera „Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ – Południe” wyłamuje się z tego schematu. Jest dowodem na to, że można dziś napisać świetny utwór fantasy, trzeba tylko wiedzieć jak.

Kompozycyjnie tom składa się z dwóch części – „Północ. Topór i skała” oraz „Południe. Miecz i żar”, w każdej mamy po cztery opowiadania. Widać, że ich dobór, a także układ całości to sprawa przemyślana. Już podtytuły charakteryzują nam świat przedstawiony, wprowadzają w klimat opowieści. A właśnie klimat jest jednym z największych atutów książki, choć oczywiście nie jedynym. Kolejną zaletą jest niezwykła precyzja w kształtowaniu świata przedstawionego, bogactwo i szczegółowość opisów, które doskonale wpisują się w przedstawianą historię i na pewno nie przytłaczają. Czytając utwory Wegnera, widziałam oczyma wyobraźni groźne, postrzępione szczyty górskie, białe lodowce, wioski nad brzegiem jeziora, czułam chłód Północy, a także żar lejący się z nieba na pustynię Południa, kamienne osady tajemniczego ludu Issaram, przyczajonego w cieniu skały skorpiona. Niezwykła sugestywność tych obrazów na długo pozostaje w pamięci. Mamy też świetnie naszkicowane charakterystyki ludów zamieszkujących pogranicza, kultów religijnych, szczegóły obyczajowe i historyczne. Całość naprawdę robi wrażenie.

Autor bardzo sprawnie operuje słowem, co widać nie tylko w opisach, ale też w różnorodnym sposobie prowadzenia narracji czy budowie kompozycyjnej poszczególnych utworów. Majstersztykiem jest opowiadanie „Wszyscy jesteśmy Meekhańczykami” (uhonorowane w pełni zasłużenie nagrodą Zajdla), w którym mamy dwa plany czasowe. Epizod z życia Szóstej Kompanii, odprowadzającej złapanego przypadkiem szpiega do kwatery, przeplatany jest opowieścią dziesiętnika o niezwykłej bitwie, rozegranej dwadzieścia pięć lat wcześniej. Podobnie dwie płaszczyzny opowieści występują w „Gdybym miała brata”. Z kolei w Pocałunku skorpiona majaczący na pustyni bohater cofa się stopniowo do coraz wcześniejszych wspomnień, impulsem staje się zawsze padające słowo, które wywołuje kolejny obraz. Dołóżmy do tego wielkie wyczucie w budowaniu napięcia, niezwykłe puenty wielu opowiadań, a otrzymamy dzieło wyśmienicie napisane.

Fabularnie opowiadania Północy są luźno powiązane przygodami Szóstej Kompanii Górskiej Straży, pod wodzą rudowłosego porucznika Kennetha-lyw-Darawyta. Cztery wydarzenia w ciągu roku, które kształtują oddział, naświetlają postać dowódcy oraz wybranych żołnierzy – chociażby siwowłosego dziesiętnika Varhenna Velergorfa, urodzonego gawędziarza, czy znakomitego tropiciela Wilka. To twardzi ludzie, górale, Wessyrczycy, którzy służą wiernie Imperium Meekhańskiemu. Ich charakter dobrze oddaje modlitwa Velergorfa przed bitwą, skierowana do topora: Będę cię ostrzył, oliwił i nigdy nie zostawię na polu bitwy, a ty rąb wszystko, co stanie ci na drodze, i zawsze bądź pod ręką. Całkiem niedawno czytałam klasyczne już „Opowieści Czarnej Kompanii” Glena Cooka, zbliżone w tematyce i muszę szczerze wyznać, że Wegner bije je na głowę. W tle pojawiają się też bardzo intrygujące postaci szamana ludu Ag’heeri – Boreheda i hrabiny Isawy-kan-Lawerr.

Cztery opowiadania z Południa łączy historia młodego wojownika pustynnego ludu Issaram – Yatecha, zwanego później „Noszącym Miecze”. To urodzony zabójca, doskonale władający bronią, groźny drapieżnik, którego spotkało nieszczęście wynikające z różnic kulturowych. Obserwujemy kształtowanie jego postawy, dylematy związane z pochodzeniem, tragedię miłosną. Osobisty dramat niszczy go wewnętrznie, prowadzi do samozagłady. Do momentu, aż spotka na swej drodze tajemniczą istotę, która postanawia wykorzystać go do własnych celów. Historia wojownika na pewno nie jest zakończona, właściwie wszystkie utwory drugiej części stanowią swego rodzaju uwerturę, wstęp do większej całości. Mam nadzieję, że takowa się pojawi i że obok Yatecha spotkam tam też jego siostrę, postać ledwie naszkicowaną a mającą w sobie niezwykły potencjał.

Osobiście bardziej przypadła mi do serca Północ, może wynika to z mojej miłości do gór, uważam jednak, że opowiadania rozgrywające się na Południu są tak samo dobre. Świat Meekhanu mnie zafascynował – religią, historią, polityką, obecną chociażby w mistrzowsko zasygnalizowanym wątku służb specjalnych – Szczurów i Ogarów. Surowym pięknem, czasem grozą przedstawianych historii. Pochłaniałam z wypiekami na twarzy kolejne utwory z jedną myślą, jakie to znakomite, chcę więcej. Na szczęście właśnie do księgarń trafia tom drugi – „Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Wschód – Zachód”. Już nie mogę się doczekać. Mam tylko nadzieję, że tym razem korekta nie zaśpi i nie będzie mi się włos na głowie jeżył z powodu błędów ortograficznych czy graficznych. A Robert M. Wegner, to nazwisko, które należy zapamiętać, obowiązkowo.

Autor: Monika „Urshana” Kałążna

Wydawnictwo: Powergraph
Data wydania: 17 czerwca 2009
ISBN: 978-83-61187-08-0
Oprawa: miękka
Format: 125 x 195
Liczba stron: 576
Seria: Fantastyka z plusem

This entry was posted on czwartek, Wrzesień 2nd, 2010 and is filed under Recenzje. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

One Response to “„Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ – Południe” – Robert M. Wegner”

  1. […] Wschódu-Zachódu już na dniach. Tymczasem dla zaostrzenia apetytów mocno pozytywna recenzja I tomu, która niedawno pojawiła się jeszcze do sieci […]