Autor ten nie jest znany polskim miłośnikom powieści sensacyjnej. Jednak jego debiut na polskim rynku z pewnością nie rozczaruje fanów tego gatunku. Choć nie jest spektakularny ani specjalnie oryginalny, to jednak z nawiązką spełni oczekiwania, jakie można wiązać z letnią, bądź – po prostu – niezobowiązującą rozrywką.

Kilka lat temu wydawnictwo Albatros „przyniosło” polskim czytelnikom prawdziwą światową gwiazdę literatury sensacyjnej, mianowicie Harlana Cobena. Wszystko to za sprawą jednej z jego powieści i to wcale nie debiutanckiej. „Nie mów nikomu”, bo o niej mowa, w oczach polskiego czytelnika może zostać niemal szablonem powieści skazanej na sukces. Błyskotliwa intryga połączona ze sprawnym stylem pisarza i z wyczuciem zarówno konwencji, jak i umiejętnością zaskoczenia czytelnika niemal w ostatnim zdaniu (jak w „Bez pożegnania”) spotkały się z zasłużonym uznaniem w oczach czytelników. W Polsce i na świecie. Nic zatem dziwnego, że Harlan Coben znalazł wielu naśladowców. Tak jak Tolkien, J.K. Rowling, czy S. Meyer. Było to nieuniknione.

C.J. Box z pewnością wpisuje się w nurt tych naśladowców, którzy mniej lub bardziej zasłużenie próbują uszczknąć dla siebie coś z tortu, który odkrył Harlan Coben. Istotą fabuły „Trzech tygodni na pożegnanie” jest również rozwiązanie zagadki z przeszłości – tym razem prawie zaadoptowanego przez pewną młodą parę dziecka. Jak się okazuje, biologiczny ojciec dziewczynki nie podpisał dokumentów umożliwiających domknięcie adopcji, co wykorzystał z kolei znienacka jego ojciec, wpływowy federalny sędzia i postanowił odzyskać wnuczkę, o której istnieniu do tej pory nie wiedział. Taki jest wstęp, czytelnik dowiaduje się o tym już po lekturze kilku stron. Wszystko niby jest oczywiste. Jednak z biegiem wydarzeń motywy zostaną zakwestionowane, tajemnice będą ujawniane, akcja będzie przybierała nieoczekiwany obrót – aż do finału. Można z tego pobieżnego zarysu fabuły wyekstrahować elementy pewnej konwencji, przepisu na powieść sensacyjną a la Harlan Coben. Szczęśliwe życie nagle i bez uzasadnienia (na pierwszy rzut oka) zostaje zakłócone, wywrócone do góry nogami, kiedy bohater orientuje się, że otacza go kłamstwo, ma przeciwko sobie system, musi dociec prawdy, uratować życie, po drodze odsłaniając na ogół brudne i przerażające tajemnice z przeszłości. A że większość tych powieści rozgrywa się w USA i jest przeznaczona jako masowa rozrywka, zakończenie nie może być nieszczęśliwe. C.J. Box idealnie się w taki schemat wkomponował ze swoją historią. Stworzył dwójkę sympatycznych bohaterów, zwyczajnych ludzi, żadnych supermanów z koneksjami, byłych pracowników służb specjalnych, czy mających przyjaciół w takich organizacjach. Są oni zdani tylko na siebie i na pomoc nielicznych przyjaciół, a motywuje ich chęć odzyskania dawnego, szczęśliwego życia. Niemal każda z powieści Harlana Cobena (nie uwzględniam tu cyklu powieści tego autora, których bohaterem jest Myron Bolitar) napisana po „Nie mów nikomu” rozgrywa się według takiego schematu zatem C.J. Box także nie odkrył Ameryki. Choć zakończenie powieści nie jest tak po prostu sielskie i autor postanowił, że jego bohater nie może tak po prostu wrócić do życia, jakby nic się nie stało. To taki mały chwyt, a cieszy, bo jest próbą (oby rozwijaną w kolejnych powieściach) „ubrudzenia” postaci, a przez to przybliżenia jej czytelnikowi.

C.J. Box pisze bardzo sprawnie a jego debiutancka powieść jest elegancko skrojona, bez szczególnie rozdętej tajemnicy, ale za to odpowiednio ponurej i przerażającej, aby w upalny dzień z zainteresowaniem przerzucać kolejne strony w oczekiwaniu na rozwikłanie zagadki, od której zależy los małej dziewczynki. To doskonała lektura na letnie dni i wieczory. Idealne czytadło na podróż koleją lub pobyt na plaży. Ale i w jesienne, czy zimowe wieczory będzie przyjemnym oderwaniem się do „uroków” codzienności. Bezcelowe jest czepianie się stylu, czy pewnych nielogiczności i trochę przesadnie akcentowanego „czarnego charakteru” głównych Złych Bohaterów. To nic, że po jej przeczytaniu od razu zapomnimy, o co chodziło. Nie przeszkadza także to, że nie jest to powieść, do której mógłbym kiedykolwiek wrócić. Przez kilka godzin w ciągu dnia spełniła swój zasadniczy cel, dla którego została stworzona. I to wystarczy, aby skrobnąć na jej temat kilka ciepłych słów.

Autor: Roman Ochocki

Wydawnictwo: Albatros – Andrzej Kuryłowicz
Tytuł oryginału:Three Weeks to Say Goodbye
Tłumaczenie: Krzysztof Sokołowski
Data wydania: 11 sierpnia 2010
ISBN: 978-83-7659-194-0
Oprawa: miękka
Format: 125 x 195
Rok wydania oryginału:
Liczba stron: 408

This entry was posted on czwartek, Wrzesień 16th, 2010 and is filed under Recenzje. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.