O Strugackich napisano dużo, a z ich licznego dorobku wiele książek weszło na stałe do kanonu literatury fantastycznej – to powszechnie znane fakty. Jest również faktem, że obok żelaznych klasyków napisali sporo książek, o których z przyczyn różnych mówi się mniej albo wcale i „Hotel Pod poległym alpinistą” (znany też jako „Sprawa zabójstwa”) do nich właśnie należy. To powieść, o której sam również, nie ukrywam, nie słyszałem, dopóki niedawno nie wpadłem na nią w bibliotece. Gwoli ścisłości: miałem ochotę przeczytać coś Strugackich, tak po prostu, zwłaszcza, że moja znajomość z rosyjską spółką pisarską jest póki co średnia (ale nadrabiam zaległości). Niestety, biblioteka nie posiadała nic z interesujących mnie tytułów – oczywiście za wyjątkiem omawianej tu powieści. Wyznając zasadę, że na bezrybiu i rak ryba, zabrałem ze sobą tę cienką książeczkę z niebieską okładką i popędziłem do domu rozpocząć lekturę.

Na pierwszy rzut oka „Hotel Pod poległym alpinistą” nie ma nic wspólnego z literaturą science fiction. Oto do tytułowego miejsca, położonego w urokliwej górskiej dolinie, przyjeżdża na urlop inspektor policji – Peter Glebsky, aby odpocząć i poszaleć na nartach. Na miejscu jednak nie jest mu dane odpocząć, ponieważ pośród mniej lub bardziej ekscentrycznych gości hotelu zaczynają się dziać rzeczy dziwne i dziwniejsze: od znikających kapci, po morderstwo włącznie. Trzeba przyznać, że nie brzmi to zbyt oryginalnie, prawda? Ot, typowy kryminał jakich setki (tysiące?), z ciekawymi postaciami i pisany z pewnym przymrużeniem oka. To wrażenie jest jednak mylące. Nie chcę zbyt wiele zdradzać z fabuły, ograniczę się więc w tej materii do stwierdzenia, iż „Hotel” z szufladki „normalnego” kryminału później przechodzi w poważniejsze, filozofujące SF, czego ciężko spodziewać się po sympatycznym i lekkim początku. Do tego wątku jeszcze wrócę w dalszej części recenzji.

„Hotel” napisany jest, jak wspominałem, z przymrużeniem oka. Fabuła jest oczywiście poważna, ale Strugaccy rozrzucają po kątach tytułowego hotelu całą masę akcentów, przy których ciężko jest się nie uśmiechnąć. Chociażby motyw Brune – nastoletniej osoby o niemożliwej do określenia płci (nad czym zastanawia się nie tylko narrator, czyli inspektor Glebsky, ale tez inni goście hotelu), które spędza czas na wyłudzaniu papierosów od innych ludzi oraz mocno ironicznym komentowaniu co niektórych rozmów. Humor dyskretnie przenika materię powieści od pierwszej strony, aż do prawie samego końca…

Kolejną rzeczą godną odnotowania są bohaterowie. Strugaccy mieli talent do tworzenia bardzo wyrazistych oraz wiarygodnych psychologicznie postaci i w „Hotelu Pod poległym alpinistą” również da się to zauważyć. Goście są bardzo różni, każdy ma własny charakter, osobowość, motywacje. Można odnieść wrażenie, że niektórzy są odrobinę przerysowani, ale nie robiłbym z tego poważnego zarzutu – w życiu również możemy spotkać przerysowanych ludzi, poza tym pasują do przyjętej konwencji. Bardzo interesująco wypada narrator (wspomniany już inspektor Glebsky), którego za sprawą narracji, poznajemy niejako od środka. Żaden z niego heros – jak każdy, także i on popełnia błędy, myśli według utartych schematów, pewnych rzeczy nie jest w stanie akceptować. Wszystko to determinuje jego zachowanie, które czasem z punktu widzenia opowieści wydaje się być bezsensowne – a jednak bardzo życiowe. Strugaccy to świetni obserwatorzy ludzkich charakterów.

Osobną kwestią jest sama kreacja świata. Powieść powstała w latach siedemdziesiątych, ale nie zestarzała się ani trochę. Jest to zasługą faktu, iż Strugaccy unikają kreślenia szerszego społecznego tła i nie epatują futurystycznymi gadżetami, zostawiając tylko to co niezbędne. Akcja książki mogłaby się dziać w zasadzie wszędzie, zarówno pięćdziesiąt lat temu jak i za pięćdziesiąt lat. Prosty zabieg ograniczania informacji o świecie przedstawionym do absolutnego minimum (wynikający logicznie z faktu, iż Glebsky opowiada swoją historię ludziom żyjącym w jego świecie) sprawia, że „Hotel Pod poległym alpinistą” w odróżnieniu od wielu innych dzieł z nurtu sf nie zestarzał się ani trochę. Fakt, że dzisiaj science fiction pisze się trochę inaczej niż czterdzieści lat temu, nie psuje w żaden sposób lektury.

Oto więc dochodzimy do następnej istotnej sprawy: przyjemności z lektury. „Hotel” dostarcza jej naprawdę dużo, z uwagi na swoją wielowymiarowość. Czym bowiem, w gruncie rzeczy, jest? Lekkostrawnym kryminałem z drugim dnem, który dostarcza zarówno czystej, prostej, radosnej rozrywki, a jednocześnie porusza pewne kwestie, nad którymi można chwilę przysiąść i pomyśleć. Nie jest to rzecz jasna żaden poważny traktat filozoficzny w przebraniu sf, ale pytania i sugestie stawiane przez Strugackich są dosyć interesujące i jak na razie nie zdezaktualizowały się. Przy czym bracia serwują nam tutaj swoje poglądy z dużym dystansem – „Hotel” jest odskocznią od poważniejszej formy i atmosfery, ale nie od stawiania pytań. W czasach gdy z jednej strony mamy do dyspozycji sterty tępych i pustych czytadeł, a z drugiej śmiertelnie poważną literaturę dotykającą różnych zagadnień społecznych czy filozoficznych (nie dotyczy to tylko fantastyki), powieści, które błyskotliwie łączą te dwa światy bez popadania w żadne skrajności stają się (przynajmniej dla mnie) obiektem zainteresowania.

Nie nazwałbym „Hotelu” powieścią genialną, bo nią nie jest – to powiedzmy sobie jasno. Jest jednak godny uwagi, z przyczyn podanych w poprzednich akapitach i warto po niego sięgnąć. Nie jest wcale słabszy od bardziej znanych klasyków radzieckiej spółki; po prostu trochę zapomniany, a szkoda. Jeśli ktoś szuka porządnej książki, przy której może się odstresować, raczej się nie zawiedzie – dostanie solidnie napisany kryminał wysokiej jakości. Szczególnie polecam osobom znudzonym współczesną pulpą, które może spędzą przy lekturze kilka miłych godzin. Jeśli zaś przy okazji wyniosą z czytania coś więcej poza samą rozrywką, to tym lepiej dla nich.

Autor: Eryk „Kennedy” Maciejowski

Wydawnictwo: Amber
Tytuł oryginału: Отель „У Погибшего Альпиниста”
Tłumaczenie: Irena Lewandowska
Data wydania: 17 listopada 2005
ISBN: 83-241-2319-9
Oprawa: miękka
Format: 123 x 190
Rok wydania oryginału: 1970
Liczba stron: 192

This entry was posted on wtorek, Wrzesień 21st, 2010 and is filed under Recenzje. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.