Ostatni dzień października powoli dobiega końca, jutro większość z was ruszy na groby bliskich. Dziś jednak pewnie część będzie bawić się na imprezach z okazji Halloween czy Dziadów. Są pewnie wśród was i takie osoby, które mają zamiar wieczorem chwil kilka z dobrą książką spędzić. Sam się do nich zaliczam, wpierw jednak trzeba podsumowanie napisać. A mimo tego nietypowego wstępu, ostatni tydzień obrodził w kilka nowości, więc jest o czym pisać. Read the rest of this entry »
Któregoś pięknego dnia (niekoniecznie taki był, ale podobne stwierdzenie zawsze pobudza wyobraźnię odbiorców), Gardner Dozois postanowił napisać opowiadanie. Usiadł, coś tam nabazgrał, przedłożył redaktorowi i… dzieło wylądowało w szufladzie. Jednak od czego ma się przyjaciół? Gdy jeden z nich, człowiek o imieniu George, zaprosił Gardnera na wykład poświęcony pisarstwu, Dozois postanowił przedstawić swój porzucony tekst. Który, o dziwo, się Georgowi… spodobał.
Mniej więcej tak wyglądał początek współpracy popularnego pisarza George’a R.R. Martina z nieznanym szerzej w Polsce Gardnerm Dozoisem. „Wyprawa łowcy” to ich wspólny projekt, który został ukończony dopiero wtedy, kiedy za sprawą kolejnego autora, Daniela Abrahama, z duetu zrobiło się trio.
„Pushing Ice” to kolejna chronologicznie powieść tego brytyjskiego pisarza. I kolejna (po „Century Rain”), która nie ukazała się w Polsce. I pewnie długo nie zostanie wydana, zatem niecierpliwym musi wystarczyć tylko wydanie oryginalne.
W odróżnieniu od „Century Rain”, ta powieść osadzona jest w całości w kosmosie. Akcja ma swój punkt wyjścia w nieodległej przyszłości. Ludzkość ruszyła w przestrzeń kosmiczną, ale niezbyt daleko. Nie wykroczyła bowiem jeszcze poza Układ Słoneczny. Jednak eksploracja innych planet i księżyców trwa w najlepsze. Intratną działalnością jest dostarczanie surowców z takich zimnych kosmicznych skał. W trakcie jednej z takich misji pewnego statku dowodzonego przez główną bohaterkę Bellę Lind w Układzie Słonecznym dochodzi do dziwnego incydentu. Read the rest of this entry »
Nazwisko Magdaleny Kozak obiło mi się o uszy kilka lat temu, w związku z cyklem o Vesperze, wydanym przez Fabrykę Słów. Ponieważ historie o tajnych jednostkach specjalnych nie budzą we mnie szczególnego zainteresowania, nie sięgnęłam po „Nocarza”, tym bardziej, że recenzje cyklu nie zachęcały. Informacje na temat autorki utkwiły mi jednak w pamięci, bo to kobieta o dość wyrazistych zainteresowaniach – lekarka, pasjonująca się militariami, skacząca na spadochronie. Głośno o pisarce zrobiło się znów przy okazji premiery „Fioletu”, tym razem wydanej wspólnie przez Runę i Bellonę. Tematyka znów nie moja, ale tym razem się skusiłam, zwłaszcza, że bibliotekarki na moich oczach wprowadzały powieść do księgozbioru. Zaintrygowała mnie też informacja niezwiązana z utworem, na temat odbywania przez Panią Kozak służby w Afganistanie, gdzie została ranna. Postanowiłam dać szansę dzielnej lekarce, parającej się w wolnych chwilach fantastyką.
W tym tygodniu równie niemrawo jak w poprzednich. Do zamkniętych już planów wydawniczych, dokłada się również widmo VAT-u na książki. Stąd też niektóre wydawnictwa, jak Powergraph, wstrzymały się z wszystkimi nowościami do przyszłego roku. W związku z tym niewiele wiadomości wartych uwagi pojawiło się w tym tygodniu – na konkretne plany na przyszły rok jeszcze za wcześnie, w starych mało się zmienia, choć czasami jakaś książka zostanie przesunięta na późniejszy termin.
Europejski thriller katastroficzny – to brzmi dumnie. I zobowiązująco. Jednak szybko moje nadzieje rozbudzone blurbem, rozstały rozwiane. Europejskość fabuły sprowadza się w zasadzie tylko do tego, że jej autorem jest Niemiec. Cała reszta – akcja, bohaterowie, scenografia, to głównie Ameryka. Autor chyba doszedł do wniosku, że łatwiej kupi czytelnika pisząc z gruntu amerykańską pod każdym względem powieść popularną, bo na „europejską” (cokolwiek pod tym pojęciem rozumieć, bo ja, na marginesie, nie rozumiem nic) nikt się nie skusi.
Powieść jest napisana z rozmachem. Gigantyczne tornada i huragany powodują spustoszenie na całym świecie. Pogoda zaczyna wariować, staje się nieprzewidywalna, licznik ofiar bije, mnożą się pytania. Read the rest of this entry »
Wydawnictwo Prószyński i S-ka zapoczątkowało nową serię wydawniczą. Patronuje jej czasopismo Nowa Fantastyka, tak też brzmi nazwa serii, a dość odważne hasło reklamowe, umieszczone na okładkach wydanej pozycji i kolejnych planowanych głosi: „Fantastyka – (prawdopodobnie) najlepsze książki na świecie”. Jako pierwsza ukazała się debiutancka powieść „Czaropis” młodego pisarza amerykańskiego Blake’a Charltona, która otwiera trylogię. W planach „Następcy” Edwarda M. Lernera, „Wilczy miot” S.A. Swanna oraz „Namiestniczka” Wiery Szkolnikowej. Różne gatunki, nowe nazwiska, spora częstotliwość ukazywania się tytułów. Takie są plany. O jakości całej serii będzie można napisać za kilka miesięcy, jak dotrą do odbiorców kolejne utwory. O „Czaropisie” można pisać już teraz.
Powieść ta nie ukazała się w Polsce. I, prawdopodobnie, nie ma szansy, aby ukazała się w dającej się przewidzieć przyszłości. Autor nie jest popularny na naszym rynku, nawet mimo wydania kilku jego znakomitych powieści osadzonych w wykreowanym w „Przestrzeni objawienia” wszechświecie. W tym roku wydawnictwo MAG planuje wydanie ostatniej, jak dotąd, powieści osadzonej w tym uniwersum, pod tytułem „Prefekt” (luźno związanej z cyklem „Przestrzeń objawienia”, „Arka odkupienia” i „Otchłań rozgrzeszenia”). Jeśli ktoś ma ochotę poznać resztę twórczości tego poczytnego na Zachodzie brytyjskiego pisarza – „skazany” jest na lekturę angielskich wydań.
Powoli zbliżamy się do świąt, widać to też na naszym fantastycznym poletku. To, co miało być zapowiedziane na ten rok, praktycznie ujrzało już światło dzienne. Teraz pojawiać się będą głównie zapowiedzi na przyszły. A nasze podsumowania będą robić się coraz krótsze, aż do czasu, gdy świąteczna gorączka się skończy. Tym razem znajdziecie trochę informacji o nowych książkach Michała Protasiuka i garść wieści o spotkaniach z autorami. Read the rest of this entry »
„Rydwan Bogów” to próba połączenia naszych realiów ze starożytnym Egiptem a’la Erich von Däniken oraz klasycznego fantasy. Debiutujący tą powieścią Aleksander Kowarz zdradza zainteresowanie twórczością Tolkiena, Pratchetta, Clarke’a, Dukaja oraz Pilipiuka. Niestety w książce raczej nie ujrzymy wpływów czterech pierwszych autorów, nie znajdziemy również błyskotliwości ostatniego z nich, łączącego często naszą najbliższą rzeczywistość z mitami, legendami bądź czystą fantazją.
Konstrukcja powieści opiera się na dwu wątkach. Główny to poszukiwania archeologiczne, związane ze znalezieniem w okolicach Kazimierza Dolnego złotego skarabeusza (gdyby taki skarb został faktycznie odkryty, byłoby to wydarzenie na skalę światową). Drugi wątek, pomocniczy, wyjaśnia, skąd wzięli się Egipcjanie na terenie obecnej Lubelszczyzny pięć tysięcy lat temu. Autor okrasza przy okazji historię wyjaśnieniem, kto zbudował wielkie piramidy oraz dlaczego Atlantyda pogrążyła się w morskich otchłaniach. Ot, „przygodówka” przystrojona tu i ówdzie prekognicją, telekinezą i kilkoma innymi sztuczkami magicznymi. Read the rest of this entry »

















