„Hyperion” Dana Simmonsa, starannie wydany przez Maga, z niesamowitymi ilustracjami Irka Koniora, intrygował mnie od dłuższego czasu. Postanowiłam zmierzyć się wreszcie z: „Najsłynniejszą obok Diuny powieścią science fiction”, jak informuje nota wydawcy, choć sceptycznie podchodzę do tego typu haseł reklamowych. Mimo że gustuję raczej w fantasy, to uważam „Diunę” za arcydzieło i jest dla mnie jedną z ważniejszych książek w życiu. Przywołanie utworu Herberta stało się dodatkowym bodźcem, by sięgnąć po tę pozycję. Powieść Simmonsa mnie zachwyciła, porwała kunsztem i rozmaitością opowieści.

Siedmiu pielgrzymów: Kapłan, Żołnierz, Uczony, Poeta, Kapitan, Detektyw i Konsul wyrusza na daleką planetę Hyperion, by spotkać się z tajemniczą istotą – Chyżwarem. Jest to ostatnia pielgrzymka do Grobowców Czasu, gdyż w okolicy planety gromadzą się ogromne międzygwiezdne armie, ludzkość znajduje się na granicy wojny. Pan Bólu może spełnić życzenie jednego z pielgrzymów, pozostali skazani są na śmierć. Informacje o misji otrzymujemy na początku utworu i właściwie akcja tej obszernej, obejmującej ponad sześćset stron powieści na tym się kończy. Jej istotą nie jest jednak sama pielgrzymka, a historie, które mają do opowiedzenia uczestnicy wyprawy. One są podstawowym elementem, wzbudzają też podziw dla pomysłowości autora.

„Hyperion” to powieść szkatułkowa, sięgająca do wielowiekowej tradycji. Podstawowym wzorcem dla utworu były zapewne „Opowieści kanterberyjskie” Chaucera (grupa pielgrzymów podczas podróży przedstawia swe historie), choć na myśl przychodzą też „Opowieści tysiąca i jednej nocy” czy „Dekameron” Boccaccia, a z polskiej tradycji – „Rękopis znaleziony w Saragossie” Potockiego. Wielopoziomowość przedstawianych historii jest zróżnicowana, ponieważ opowieść Kapłana tak naprawdę zawiera w sobie głównie dziennik ojca Paula Duré, a Konsul wypełnia swą relację odtworzeniem dziejów Siri i Merina.

Na tym nie kończy się jednak kunsztowność budowy dzieła. Kolejnym istotnym elementem jest intertekstualność, dialog powieści Simmonsa z innymi tekstami kultury. Tutaj oczywiście odbiór poszczególnych znaczeń zależy od kompetencji czytelnika, podejrzewam, że mogłam przeoczyć pewne wątki i motywy, a i tak ilość wplecionych nawiązań przyprawia o zawrót głowy. Dochodzą oczywiście także subiektywne skojarzenia, o których autor na pewno nie myślał, pisząc utwór, a które pojawiają się w głowie odbiorcy, ze względu na jego osobiste doświadczenia kulturowe. Nie mam zamiaru psuć przyjemności samodzielnego odkrywania nawiązań, a są one często wielopoziomowe, w zaskakujący sposób też łączą się ze sobą. Możemy znaleźć przykładowo Biblię przefiltrowaną przez Kirkegaarda, Szekspirowskich bohaterów Romea i Julii, oczywiście mit o Hyperionie w dialogu z twórczością Keatsa, którego duch unosi się nad całością utworu, Grendela z sagi o Beowulfie, Ezrę Punda i wiele wiele innych postaci i motywów. Wielopiętrowe, skomplikowane gry kulturowe zwiększają możliwości interpretacyjne powieści, odkrywają zadziwiające pola znaczeń, pozwalają na wędrówkę w czasie i przestrzeni. Pokazują jaką siłę ma słowo.

Kolejnym atutem „Hyperiona” są kreacje głównych bohaterów. Siedmioro pielgrzymów, bardzo symboliczna grupa, ze względu na ilość jak i reprezentowane zawody. I znów otwiera się ogromne pole do popisu dla tych, którzy chcieliby wejść głębiej, poszukać odniesień, szczególnie w przypadku Kapłana, Uczonego, Poety czy Żołnierza. Możemy ich umiejscowić gdzieś między alegorią a symbolem, nie każdy z nich bowiem reprezentuje jedną cechę. Są to postaci wielowymiarowe, głębokie, a ich osobowości, dylematy życiowe, skrywane tajemnice wyłaniają się stopniowo z przedstawianych opowieści. A najważniejszy i najbardziej fascynujący jest ten, który stanowi cel podróży – Chyżwar. Kim lub czym jest ta owiana grozą tajemnicza istota – bogiem, fatum, przeznaczeniem? Różne są motywacje pielgrzymów, ale każdy z nich chce stanąć oko w oko z Panem Bólu. Dlaczego tak bardzo ryzykują, dowiadujemy się stopniowo z przedstawianych historii, na temat Chyżwara również uzyskujemy pewne informacje, a to, jaki portret wyłoni się w naszych głowach, zależy przede wszystkim od osobistej wyobraźni i wrażliwości.

Siłą powieści Simmonsa jest wielowymiarowość, umiejętne budowanie nastroju, bogactwo przedstawianych historii, które nawiązują do różnorakich tradycji – przypowieści, czarnego kryminału, cyberpunkowych utworów, tragedii, poematu. Każda jest inna, inaczej opowiedziana, każda mogłaby tworzyć osobny utwór, zebrane razem budują polifoniczny chór głosów na temat spraw najistotniejszych – miłości, sztuki, cierpienia, wiary, nieśmiertelności, poświęcenia. Tematy odwiecznie nurtujące ludzkość. Wszystko to wpisane zostało w daleką przyszłość, kilkaset lat po zniszczeniu Ziemi, gdy ludzie zjednoczeni w Hegemonii panują nad wieloma planetami, bez problemu odbywają międzygalaktyczne podróże, a Sztuczna Inteligencja stanowi właściwie oddzielną cywilizację – TechnoCentrum, o własnych priorytetach. Barwne tło, zróżnicowane planety i ich mieszkańcy, rola jaką mają do odegrania bohaterowie, zmieniająca się ocena przedstawianych wydarzeń, wraz z poznawanymi historiami, tworzą dzieło niezwykłe. Dobrym podsumowaniem mogą być słowa Poety:
„Na tym właśnie polega twórczy geniusz ludzkości: jej szczytowymi osiągnięciami nie są wcale udogodnienia cywilizacyjne ani mordercze rodzaje broni, które mogą to wszystko spopielić, lecz słowa zapładniające nowe koncepcje niczym plemniki jajo”. (s. 237) Moc słowa w utworze Simmonsa jest doprawdy niezwykła.

Autor: Monika „Urshana” Kałążna

Wydawnictwo: Mag
Tytuł oryginału: Hyperion
Tłumaczenie: Arkadiusz Nakoniecznik
Data wydania: 26 listopada 2007
ISBN: 978-83-7480-074-7
Oprawa: twarda z obwolutą
Format: 150 x 225
Rok wydania oryginału: 1989
Liczba stron: 617
Tom cyklu: 1

This entry was posted on poniedziałek, Październik 11th, 2010 and is filed under Recenzje. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.