„Rydwan Bogów” to próba połączenia naszych realiów ze starożytnym Egiptem a’la Erich von Däniken oraz klasycznego fantasy. Debiutujący tą powieścią Aleksander Kowarz zdradza zainteresowanie twórczością Tolkiena, Pratchetta, Clarke’a, Dukaja oraz Pilipiuka. Niestety w książce raczej nie ujrzymy wpływów czterech pierwszych autorów, nie znajdziemy również błyskotliwości ostatniego z nich, łączącego często naszą najbliższą rzeczywistość z mitami, legendami bądź czystą fantazją.

Konstrukcja powieści opiera się na dwu wątkach. Główny to poszukiwania archeologiczne, związane ze znalezieniem w okolicach Kazimierza Dolnego złotego skarabeusza (gdyby taki skarb został faktycznie odkryty, byłoby to wydarzenie na skalę światową). Drugi wątek, pomocniczy, wyjaśnia, skąd wzięli się Egipcjanie na terenie obecnej Lubelszczyzny pięć tysięcy lat temu. Autor okrasza przy okazji historię wyjaśnieniem, kto zbudował wielkie piramidy oraz dlaczego Atlantyda pogrążyła się w morskich otchłaniach. Ot, „przygodówka” przystrojona tu i ówdzie prekognicją, telekinezą i kilkoma innymi sztuczkami magicznymi. Głównymi bohaterami są fotoreporter prasy podróżniczej Andrzej Stawicki, franciszkanin Tomasz Wysocki, piękna Iza Mieleniuk, profesor archeologii Antoni Orańczak oraz jego atrakcyjna asystentka dr Anna Nawrot. Wszyscy mniej (archeolodzy, franciszkanin) lub bardziej (Andrzej i Iza) przypadkowo są związani z pracami mającymi wyjaśnić znalezienie w Europie Środkowo-Wschodniej oryginalnego symbolu boga Horusa. Mężczyźni są przystojni, wysocy i dobrze zbudowani, kobiety piękne i kształtne, trochę jakby była to powieść ilustrowana zdjęciami z Cosmopolitana. Założenie jak każde inne, tyle że wygląda jakoś tak nierealnie. Szybko dowiadujemy się, kto jakie ma zamiary, kto jest po stronie dobra, a kto złem się para. Dobry przeżywa rozterki moralne i obawia się o zdrowie psychiczne, gdy budzi się w nim magia. Zły, jak to już czarne charaktery mają w zwyczaju, jest najpotężniejszy, nie wzdraga się przed eliminowaniem stojących mu na drodze przeszkód, lecz z nieznanych powodów wciąż ratuje prawych bohaterów, będących dla niego największym zagrożeniem. Podczas poszukiwań drużyna bohaterów jest nawet zmuszona do opuszczenia naszej rzeczywistości i – pokonując wszystkie przeszkody – osiąga (nie bez strat) cel wędrówki.

Książka sprawia wrażenie kierowanej do młodych odbiorców, począwszy od prologu przywodzącego na myśl literaturę dziecięco-młodzieżową spod znaku Pana Samochodzika: nastolatek, wypełniając warunki zakładu, płynie w nocy na skalistą wysepkę na jeziorze leżącym niedaleko Kazimierza Dolnego i znajduje tam złotego skarabeusza. Dalej są nieskomplikowana konstrukcja, dość standardowe postacie, proste rozwiązania pojawiających się na drodze problemów, żadnych niejasności ani wątpliwości. Bohaterowie też niczego nie planują, wszystko dzieje się samo. Piszę tak, bowiem starsi miłośnicy fantastyki raczej nie znajdą w powieści żadnych smaczków, które podniosłyby ocenę tej prostej fabuły. Niestety młodszych czytelników jako grupę docelową dyskwalifikują zawarte w książce erotyka i okrucieństwo. Dysonans ów powoduje, ze nie mam komu polecić owej książki.

Na plus powieści można zaliczyć łatwo przyswajalny wykład na temat podstaw religii, ale to oferuje nam również mnóstwo innych książek, włączając w to wiele podręczników akademickich.

Zakończenie zdaje się sugerować, że możliwe jest napisanie kolejnej części przygód bohaterów „Rydwanu Bogów”, których otaczają niezrozumiałe wydarzenia. Nawet jeśli tak, to nie sięgnę po nie. Szkoda mi czasu.

Autor: Michał „Mag_Droon” Łon

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Data wydania: 4 sierpnia 2009
ISBN: 978-83-7506-283-0
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Format: 135 x 205
Liczba stron: 488

This entry was posted on piątek, Październik 15th, 2010 and is filed under Recenzje. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.