Wydawnictwo Prószyński i S-ka zapoczątkowało nową serię wydawniczą. Patronuje jej czasopismo Nowa Fantastyka, tak też brzmi nazwa serii, a dość odważne hasło reklamowe, umieszczone na okładkach wydanej pozycji i kolejnych planowanych głosi: „Fantastyka – (prawdopodobnie) najlepsze książki na świecie”. Jako pierwsza ukazała się debiutancka powieść „Czaropis” młodego pisarza amerykańskiego Blake’a Charltona, która otwiera trylogię. W planach „Następcy” Edwarda M. Lernera, „Wilczy miot” S.A. Swanna oraz „Namiestniczka” Wiery Szkolnikowej. Różne gatunki, nowe nazwiska, spora częstotliwość ukazywania się tytułów. Takie są plany. O jakości całej serii będzie można napisać za kilka miesięcy, jak dotrą do odbiorców kolejne utwory. O „Czaropisie” można pisać już teraz.

Główny bohater – Nikodemus Weal, to praktykant w szkole magii w Starhaven, uczeń wybitnego lingwisty, magistra Shannona, cierpiący na swoistą niepełnosprawność magiczną – kakografię. Jego dotknięcie wprowadza błędy w zaklęciach, a opanowanie języków magicznych – numenosa i magnusa przychodzi z trudem. U każdego, kto w ostatnich latach miał do czynienia ze szkolnictwem, niezależnie od charakteru tego kontaktu, w tym miejscu powinna zapalić się lampka alarmowa. Kakografia jest bowiem swoistą wersją dysleksji, o której przecież jest dość głośno. Pierwszy tom trylogii pokazuje nam zmagania Niko z własną słabością oraz groźnym przeciwnikiem, który za wszelką cenę chce dotrzeć do młodego adepta magii. Oczywiście w otoczeniu młodzieńca pojawiają się sprzymierzeńcy – tajemnicza para druidów – Deirdre i Kyran, mentor czyli Shannon czy przyjaciele jak na przykład Prosty John. Jest też miejsce dla przepowiedni, w dodatku w kilku wersjach. Pod tym względem powieść nie odbiega od klasycznego schematu. Jej zaletą na pewno nie jest odkrywczość, nie oznacza to jednak, że utwór Charltona czyta się źle.

Nie można odmówić autorowi sprawności w prowadzeniu akcji, odpowiednio buduje napięcie, właściwe rozmieszcza punkty zwrotne, stopniowo odkrywa tajemnice. Wszystko to powoduje, że sześćset stron powieści nie stanowi dla nas wyzwania, gdyż pochłaniamy ją błyskawicznie. O zasadach rządzących magią dowiadujemy się razem z uczniami, dla których Nikodemus prowadzi swą pierwszą lekcję, narrator nie zarzuca nas zbędnymi informacjami, gładko prowadzi przez stworzony świat. By ułatwić nam orientację w jego geografii umieszczono na początku książki mapkę, tyle że akcja nie wychodzi właściwie poza mury Starhaven i okoliczny las, być może mapa przyda się podczas lektury kolejnych tomów.

Język utworu nie oszałamia bogactwem, jednocześnie nie stanowi też utrudnienia w lekturze. Dominują opisy przebiegu akcji oraz dialogi. Jeśli ktoś będzie oczekiwał szczegółowego tła dla wydarzeń, to na pewno nie znajdzie jego opisu w „Czaropisie”. Krótkie rozdziały, sporo wydarzeń, nie ma mowy o subtelnym budowaniu nastroju, czy mrocznym klimacie. Wyraźnie jest to książka skierowana do dość młodego odbiorcy, który poszukuje dobrej zabawy, przygody, rozrywki. Nie polecam czytelnikom oczekującym od fantastyki czegoś więcej, miłośnicy ambitniejszej literatury mogą poczuć się zawiedzeni. Jeśli miałabym szukać porównania, to wydaje mi się, że powieść Charltona znajdzie uznanie w oczach wielbicieli prozy Trudi Canavan czy Anne Bishop, a jest ich przecież wielu.

Dobre czytadło do pociągu, lekka proza, która może zrelaksować po ciężkim dniu. Tak można by podsumować pierwszą pozycję z serii Nowa Fantastyka. Na koniec kilka słów o szacie graficznej. Okładka nie należy do najbardziej udanych, widnieje bowiem na niej niezidentyfikowana postać, której jakoś nie mogłam odnaleźć na kartach powieści. Czarna szata sugeruje maga ze Starhaven, a oblicze czarny charakter, który w utworze nosi wyłącznie biel. Za to format książki, odpowiednia czcionka, a także delikatny wzór na stronach, sugerujący plamy atramentu mogą się podobać. Tylko korekta trochę zawiodła, ale to niestety smutny standard w wydawanych na polskim rynku pozycjach, do którego zaczynam się przyzwyczajać.

Autor: Monika „Urshana” Kałążna

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Tytuł oryginału: Spellwright
Tłumaczenie: Marek Pawelec
Data wydania: 21 września 2010
ISBN: 978-83-7648-455-6
Oprawa: miękka
Format: 125 x 195
Rok wydania oryginału: 2010
Liczba stron: 608

This entry was posted on środa, Październik 20th, 2010 and is filed under Recenzje. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

3 komentarze to “„Czaropis” – Blake Charlton”

  1. O, nie „przyzwyczajajmy się” do słabej korekty (czasem mam wrażenie, że w ogóle jej zabrakło), i do niskiej jakości tłumaczeń! Piszmy o tym w kółko, i wytykajmy. Czytelnikom należy się trochę szacunku, a książki i tak tanie nie są…

  2. Witaj grendello – miło cię tu spotkać. Ja wiem, że nie powinniśmy się przyzwyczajać do słabej korekty, ale ostatnio zaczyna mnie zadziwiać, gdy uda mi się przeczytać książkę, w której nie ma ani jednego błędu. Smutna rzeczywistość naszego rynku wydawniczego.

  3. Tak, Urshano, smutna. Zadziwiająco często się zdarza w książkach fantasy. Częściej, zaryzykuję takie twierdzenie, niż w innych gatunkach. Irytuje mnie to bardzo i zastanawia z czego wynika. Z braku szacunku dla czytelnika, który wg. wydawnictwa jest słabo wyrobiony i nie zauważy? Z braku szacunku dla gatunku, bo to literatura popularna, a nie wysoka? Z „cięcia kosztów”, które i tak nie znajduje odzwierciedlenia w cenie?

    Ja osobiście wolałabym prostsze, tańsze okładki i więcej dbałości o język…