Któregoś pięknego dnia (niekoniecznie taki był, ale podobne stwierdzenie zawsze pobudza wyobraźnię odbiorców), Gardner Dozois postanowił napisać opowiadanie. Usiadł, coś tam nabazgrał, przedłożył redaktorowi i… dzieło wylądowało w szufladzie. Jednak od czego ma się przyjaciół? Gdy jeden z nich, człowiek o imieniu George, zaprosił Gardnera na wykład poświęcony pisarstwu, Dozois postanowił przedstawić swój porzucony tekst. Który, o dziwo, się Georgowi… spodobał.

Mniej więcej tak wyglądał początek współpracy popularnego pisarza George’a R.R. Martina z nieznanym szerzej w Polsce Gardnerm Dozoisem. „Wyprawa łowcy” to ich wspólny projekt, który został ukończony dopiero wtedy, kiedy za sprawą kolejnego autora, Daniela Abrahama, z duetu zrobiło się trio.

„Wprawa łowcy” to powieść osadzona w przyszłości, na skolonizowanej przez ludzi planecie Sao Paulo. Nazwa adekwatna, ponieważ pierwszą nacją, jaka zamieszkała na owym ciele niebieskim, byli przesiedleni Brazylijczycy. Książka opowiada historię awanturniczo nastawionego Ramona, który w poszukiwaniu lepszego życia przylatuje z Ziemi na Sao Paulo i zostaje poszukiwaczem minerałów. Czytelnik zaznajamia się z nim w chwili, gdy zabija człowieka, co w zasadzie nie jest na Sao Paulo czynem niecodziennym, lecz dla Ramona wysoce problematycznym, zważywszy na to, że uśmiercony nieszczęśnik to ważna persona – ambasador. Chcąc ocalić skórę, bohater ucieka w dzicz, gdzie trafia na dotąd nieznaną rasę obcych istot.

Świat w książce oparty jest na kulturze południowoamerykańskiej. Mężczyźni to prawdziwi macho: silni, bezwzględni i zdecydowani. Nie czują strachu ani przed wymiarem sprawiedliwości, ani swoimi impulsywnymi kobietami czy nawet obcymi, którzy żyją obok ludzi na Sao Paulo. Miasto – miejsce, w którym rozgrywa się spora część wydarzeń – też od razu budzi skojarzenia z miastami Latynosów. Życie toczy się na ulicach, jest tłoczno, ciepło, nikt nie wtyka nosa w nie swoje sprawy. Poza miastem jest dzicz, niezbadane obszary planety, która obiecuje wielką fortunę dla wybrańców oraz śmierć dla nieostrożnych.

Pomysł z wpleceniem elementów kultury latynoamerykańskiej w motyw eksploatacji kosmosu jest na pewno czymś nowym – pamiętajmy, że Dozois swoje opowiadanie zaczął pisać 1976 roku, a Martin dołączył do projektu jakieś 5 lat później. Przemiana mentalna głównego bohatera wydaje się wiarygodna, a pomysł na nową rasę także nie powiela schematów wykorzystywanych w czasach, gdy powstawała „Wyprawa”. Z drugiej strony książka nie oferuje nam niczego na tyle nowatorskiego, aby powaliło na kolana czy choćby na dłużej zapadło w pamięć. Ot, prosta historia o ucieczce i pościgu za zbiegiem, przywodząca na myśl polowanie na zwierzynę. Jedynym pytaniem, które w trakcie lektury zadaje sobie czytelnik, jest: „czy mu się uda uciec?”. Trochę to mało jak na autorów światowej sławy. Parę oryginalnych pomysłów stanowi coś w rodzaju cekinów na ubraniu – przy czym sam strój wciąż jest stary i przykurzony i niczym specjalnym się w literackiej ‘szafie’ nie wyróżnia.

Myliłby się ten, kto by mniemał, że dwóch świetnych pisarzy zaprosiło do projektu początkującego i stworzyli książkę, która ma łączyć doświadczenie z młodością. W gruncie rzeczy jest to opowiadanie trzech młodych twórców. Martin i Dozois swoją część napisali przeszło 25 lat temu, kiedy to zdobywali pierwsze laury i wciąż się uczyli. Abraham jako dobrze zapowiadający się pisarz dołączył do nich paręnaście lat później, dokładając swoją cegiełkę do utworu. Być może dlatego podczas lektury wyczuwa się więcej niż jedną myśl przewodnią. Każdy z autorów przyczynił się do „wspólnego dobra”, niestety elementy tej układanki nie przylegają do siebie idealnie. Powieść jest jednak dobrze zredagowana –przysłużyły się jej doświadczenia redaktorskie Dozoisa i Martina.

„Wyprawa łowcy” zawiedzie tych, którzy oczekują dzieła na miarę PLiO. Pomysłodawcą utworu jest Dozois, to jego wizja została zaadaptowana na powieść. George Martin dołożył sporą część, lecz, jak to bywa w spółkach, musiał pewnie iść na ustępstwa. Daniel Abraham, jak dowiadujemy się z posłowia i wywiadów z autorami, zapełnił luki w opowiedzianej historii, zamknął cały projekt, czego nie potrafili jego dwaj starsi koledzy. Powieść jest napisana sprawnie, ale po jakimś czasie zaczyna się zapominać, jak miał na imię główny bohater, jak nazywała się planeta, potem o pościgu, a po roku, patrząc na książkę stojącą na półce, człowieka sam siebie pyta „o czym to było?”.

Autor: Piotr Młynek

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Tytuł oryginału: Hunter’s Run
Tłumaczenie: Michał Jakuszewski
Data wydania: 31 sierpnia 2010
ISBN: 978-83-7506-458-2
Oprawa: miękka
Format: 140 x 205
Rok wydania oryginału: 2007
Liczba stron: 360

This entry was posted on piątek, Październik 29th, 2010 and is filed under Recenzje. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.