Val McDermid nie była do tej pory szeroko znana w Polsce. A należy ona do bardzo poczytnych na Wyspach (i poza nimi) crime writers. Ostatnimi czasy chyba jest bardziej popularna niż szerzej od niej znany (w Polsce) Ian Rankin. Wydawca zaliczył McDermid do tzw. szkockiej szkoły kryminału. Cokolwiek to pojęcie znaczy (bo etykietka przecież wiele czytelnikowi ułatwia), wskazać należy, iż trudno jest porównywać Val McDermid z Ianem Rankinem.

Przede wszystkim dlatego, że przemoc w powieściach Val McDermid jest bardziej gore. To doprowadziło zresztą do pewnego medialnego starcia między Rankinem a McDermid trzy lata temu, kiedy pisarz ten niejako z przekąsem wkłuł szpilę pisarce, która, na dodatek, jest lesbijką. Wywiązał się z tego krotki, lecz ciekawy i głośny spór, zauważony w mediach bardziej z powodu źle dobranych lub zrozumianych słów Rankina (rzekomo uderzających w orientację seksualną pisarki), niż ich sedna. W gruncie rzeczy został sprowadzony do banału (odmienianego w różnych formach „zarzutu”: lesbijki piszą powieści, w których przemoc jest bardziej dosłowna, dosadna, plastyczna). W takiej formie też odbił się echem za oceanem (więcej w tym miejscu). I wygasł zepchnięty do akademickiej dyskusji.

Polskiego czytelnika sięgającego po „Gorączkę kości” spór ten pewnie nawet nie rozgrzeje. Zwłaszcza że zarzutu zbytniego i dosłownego epatowania powieściowym okrucieństwem nie da się jednoznacznie przypisać tej powieści. Jakkolwiek przemoc tutaj występuje, to – sądząc po recenzjach wcześniejszych utworów McDermid, nie wydanych wcześniej w Polsce, wnosić można, że nie jest to szczyt w jej epatowaniu, który pisarka osiągnęła wcześniej (np. opisywanie brutalnego gwałtu na nastolatce – w wydanej także w Polsce „Krwawiącej bliźnie”). Akcja „Gorączki kości” skupia się wokół morderstwa czternastolatki. Ale to dopiero początek. Zaczynają bowiem znikać kolejne nastolatki, a policja drepcze w miejscu, nie znajdując żadnego wyraźnego śladu powiązania (poza przynależnością ofiar do pewnego portalu społecznościowego). Do akcji wkracza jeden ze stałych bohaterów McDermid, dr Tony Hill, psycholog, który specjalizuje się w diagnozach seryjnych morderców. Zarówno Tony Hill, jak i towarzysząca mu Carol Jordan to bohaterowie całego cyklu powieści i pewnie jeszcze się z nimi spotkamy, bo wydawca pójdzie za ciosem i ukażą się kolejne książki z tą dwójką w rolach głównych.

Recenzując takie powieści zawsze warto zatrzymać się na ogólnym zarysowaniu fabuły. Zbyt wiele szczegółów należałoby ujawnić czytelnikowi, gdyby zagłębić się bardziej w akcję. Powieści Val McDermid mają charakter proceduralny, w tym sensie, że ich istotą jest właśnie ustalenie: „jak?” i „kto?” Zagadka jest na pierwszym miejscu, podporządkowana jest jej cała akcja i odkrywanie kolejnych etapów śledztwa opisywanego w książce siłą rzeczy musi psuć czytelnikowi zabawę. Zatem, nie wnikając w treść fabuły, dodam tylko, że atrakcyjności „Gorączce kości” dodaje sporo wywodów dotyczących profilów seryjnych morderców, w tym przecież specjalizuje się dr Tony Hill, ale i one stają się „zakładnikiem” najważniejszych elementów powieści czyli: „jak?” i „kto?”. Pytanie „dlaczego?” jest w zasadzie nie na miejscu. Chodzi przecież o seryjnego mordercę, a czytelnik otrzyma sporo wywodów dotyczących motywacji zachowań takich sprawców, zatem może sobie wybrać, bądź wyobrazić. Podobnie jest z relacjami między głównymi bohaterami, są one tłem powieści. Nawet jeśli momentami wychodzą na pierwszy plan, to jako oczywisty przerywnik. Ten element (między innymi), czyli przywiązanie do proceduralności, odróżnia McDermid od prozy Iana Rankina, który nie skupia się tylko na odpowiedzi na powyższe pytania. Wartością jego powieści jest także próba (jak w niektórych szwedzkich, ale i lepszych amerykańskich kryminałach) dotknięcia rzeczywistości, wydobycia na wierzch jakiejś refleksji na temat otaczającego świata, która wiąże się zarówno ze zbrodnią, jak i motywem. Bardziej cenię taki typ powieści, któremu bliżej także do klasyków. Ale nie oznacza to, że powieść McDermid jest przez to „gorsza”.

Wracając do zasadności „przywiązania” pisarki do tzw. szkockiej szkoły kryminału (czymkolwiek ona jest), zwrócić należy uwagę, iż bliżej jest McDermid do pisarzy zza oceanu. Serial murder thrillers nie są przecież specjalnością brytyjską wyłącznie. Wystarczy przywołać tutaj Thomasa Harrisa, który stworzył Hannibala Lectera i jego tropiciela w osobie Willa Grahama („Czerwony smok”) a potem „partnerkę” – Clarice Sterling („Milczenie owiec” i „Hannibal”). Gdybym miał porównywać „Gorączkę kości” to gatunkowo bliżej jej do powieści Harrisa, czy nawet Deavera („nawet”, bo trudno Deavera nazwać jakimś mistrzem w tym gatunku). Ale nie stylistycznie, bo powieści Harrisa (przynajmniej dwie wspomniane powyżej) charakteryzują się przecież głębszym psychologicznym spojrzeniem na bohaterów, pokazując, jak ścigany sprawca oddziałuje na ich własne życie, jak pogoń wydobywa z wnętrza bohatera koszmary, próby zmagania się z nimi i ich konsekwencje. U McDermid bohaterowie mimo wszystko są bardziej teflonowi, mniej „zużywalni” psychicznie. I jeśli temu cyklowi nie towarzyszy jakiś szerszy, wiodący motyw, przewijający się przez kolejne powieści, to w końcu czytelnik poczuje nimi znudzenie. Bo epatowanie przemocą nie wystarczy na długo a i seryjni mordercy nie są przecież tematem niewyczerpanym. Póki co jednak, czytelnik otrzyma lekturę, która nie nadaje się do szybkiego czytania, nie „zapycha” czasu. Ale niesie ze sobą niezbędny w każdej tego typu powieści dreszcz emocji związany z makabrycznymi zbrodniami, zagadką i finałem. Odpowiedź na pytanie, czy jest to satysfakcjonująca porcja rozrywki zależy już – wiem, że to banał – od indywidualnych preferencji. Ja lubię ambitniej.

Autor: Roman Ochocki

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Tytuł oryginału: Fever of the Bone
Tłumaczenie: Kamil Lesiew
Data wydania: 21 września 2010
ISBN: 978-83-7648-453-2
Oprawa: miękka
Format: 140 x 205
Rok wydania oryginału: 2009
Liczba stron: 480

This entry was posted on poniedziałek, Listopad 8th, 2010 and is filed under Recenzje. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.