„A Very Private Gentleman” to powieść, która zaciekawiła mnie od… pierwszego trailera promującego jej filmową adaptację z Georgem Clooneyem w roli głównej i w reżyserii Antona Corbijna. Z ciekawości postanowiłem sprawdzić cóż to za powieść i kupiłem ją „w ciemno” (bo przecież trailer się nie liczy).

Z każdą przeczytaną stroną stawałem się coraz bardziej oczarowany, a fascynacja i zauroczenie powieścią narastały aż do finału. Akcja utworu dzieje się w niewielkim, włoskim, sennym miasteczku. Narratorem jest tajemniczy główny bohater, signor Farfalla, jak go nazywają miejscowi, pan Motyl. Opowiada on swoją historię z dystansu, wiemy, że to przeszłość i stało się coś, co zmusiło go do tej „spowiedzi”. Kim on jest? Czy skrytym artystą, obserwatorem motyli, wyszukującym rzadkie egzemplarze i malującym je? To doskonała przykrywka. Bo pan Motyl rzeczywiście jest artystą, ale w zupełnie innym fachu. Na okładce jego tajemniczy fach zdradza nieco wydawca nazywając go „pomocnikiem śmierci”. Bohater zajmuje się bardzo specyficzną formą „pomocnictwa” i jego usługi są w pewnym sensie ekskluzywne. Wszystko za sprawą braku anonimowości we współczesnym świecie, który przekłada się nie tylko na tożsamość, ale i na narzędzia, którymi się posługujemy. A pan Motyl dostarcza narzędzi, ręcznie wykonywanych egzemplarzy broni, którymi można się posługiwać bez niebezpieczeństwa namierzenia przez jakiś wyrafinowany, bądź najzwyczajniejszy pod słońcem, policyjny lub wywiadowczy program archiwizujący jednostki broni. Małe miasteczko jest kryjówką. Kiedy już je poznasz, wtopisz się w otoczenie, zadomowisz, staniesz się jego częścią – wtedy każde zakłócenie tego porządku, rytmu codziennego życia małej społeczności, każde nietypowe zachowanie, nowa twarz – stają się podejrzane, są jak sygnał, ostrzeżenie. Dlatego to taka atrakcyjna kryjówka.

Jedyne, czego wymaga od czytelnika ta książka, to poddanie się nastrojowi. Tak naprawdę fabuła związana z przeszłością głównego bohatera schodzi w niej na drugi plan. Jest istotna, w końcu zdeterminuje wszystko, co wiąże się z jego dotychczasowym życiem. Ale póki nie nadejdzie ten moment, czytelnik może się poddać urokowi włoskiej, leniwej sielanki w towarzystwie głównego bohatera. Ma on już za sobą młodość, jest trochę zmęczony i choć nie traci czujności, chętnie poddałby się i przyjął to, co ofiaruje mu miasteczko naprawdę. Jest w opisie codziennej egzystencji i melancholia i liryzm za sprawą pięknej, młodej kobiety, będącej obietnicą możliwego, przyszłego życia, znajdującego się na wyciągnięcie ręki. Jest także poczucie przemijania, ale bez obawy końca.

Powieść rzeczywiście, jak obiecuje wydawca, jest pięknie napisana i bez wahania przyznam, że etykietka „literacki psychologiczny thriller nasycony śmiertelną powagą” pasuje, jak ulał. Być może o jej uroku, przepojonym smutkiem decyduje również to, że to ostatni utwór Martina Bootha, który w 2004 r. zmarł na raka mózgu. Można zadawać sobie pytanie, czy ten pisarz i poeta pisał „Amerykanina…” jako swoje pożegnanie i czy choroba i świadomość zbliżającego się końca nadała jej tak melancholijny i smutny charakter. Mimo że dzieło nie jest przecież o nadchodzącej śmierci, to sporo w niej rachunku sumienia, rozliczenia z życiem, co na ogół prowadzi także do zadawania pytań o dobro i zło, o przeznaczenie. Subtelna to powieść, która pod warstwą sensacyjnej intrygi spajającej wszystkie elementy, kryje w sobie nastrojową refleksję otoczoną egzystencjalnym smutkiem. Jest pozbawiona banału i nadmiernej czułostkowości, choć stara się też zrekonstruować, czy odkryć jakąś głębszą prawdę. Że przeszłość, teraźniejszość i przyszłość są ze sobą nierozłącznie związane i nie da się ich rozdzielić. To już banał w mojej interpretacji – książka nie oferuje takich odpowiedzi.

Autor: Roman Ochocki

Wydawnictwo: Amber
Tytuł oryginału: A Very Private Gentleman
Tłumaczenie: Maciej Nowak – Kreyer
Data wydania: 21 października 2010
ISBN: 978-83-241-3760-2
Oprawa: miękka
Format: 148 x 210
Rok wydania oryginału: 1990
Liczba stron: 312

This entry was posted on środa, Listopad 10th, 2010 and is filed under Recenzje. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.