Hasło „literatura turecka” budzi u mnie bardzo pozytywne skojarzenia. Od razu na myśl przychodzi piękna proza nagrodzonego Noblem Orhana Pamuka czy powieści zdobywającej ostatnio serca czytelników Elif Şafak. Nic więc dziwnego, że z zaciekawieniem sięgnęłam po „Ostatni pociąg do Stambułu” Ayşe Kulin, tym bardziej, że Albatros reklamuje ją jako „jedną z czołowych pisarek tureckich”. Niestety, jak to z reklamą bywa, hasło wyolbrzymia trochę talent autorki – jeśli miałabym szukać analogii, przypomina to stwierdzenie, że do najlepszych pisarek amerykańskich możemy zaliczyć Norę Roberts czy Danielle Steel, a czołówkę polską stanowią Katarzyna Grochola i Małgorzata Kalicińska.

Akcja utworu rozgrywa się w latach 30. oraz podczas II wojny światowej, w Turcji, a także we Francji. Przed oczyma jako tytuły rozdziałów przewijają nam się Ankara, Stambuł, Paryż czy Marsylia, jednak nic z tego właściwie dla zarysowania tła w powieści nie wynika. Ot, zwykłe określenie miejsca – miasta te nie są w żaden sposób zindywidualizowane, autorka nie zajmuje się ich opisem. Skupia się na prezentacji głównych bohaterów – przedstawicieli wyższych sfer tureckich. Jej reprezentantkami są piękne córki paszy Fazila Reşata – Selva i Sabiha. Obydwie wykształcone, pełne wdzięku, przyciągają na przyjęciach wzrok urodą, są też ze sobą bardzo silnie związane emocjonalnie. Wprawdzie starsza z sióstr, Sabiha, jest odrobinę zazdrosna o urodę, a zwłaszcza wzrost Selvy, co doprowadzi do późniejszych komplikacji fabularnych, ale czytelnik obie odbiera jako klasyczne heroiny romansu. I właśnie perypetie miłosne stanowią kanwę powieści Kulin, a okrucieństwo II wojny światowej, zwłaszcza traktowanie Żydów, w moim odczuciu są tylko tłem dla melodramatycznej historii rodzinnej. Posłuszna starsza córka wychodzi bowiem za młodego dyplomatę – Macita, który uczestniczy później w dramatycznych zabiegach tureckiego rządu o utrzymanie neutralności Turcji podczas działań wojennych. Niezależna Selva zakochuje się z wzajemnością w koledze ze szkoły – Rafaelu Alfandarim, przedstawicielu rodziny królewskich lekarzy, Żydzie. Ten związek wywołuje skandal, a młodzi ludzie, uciekając spod pręgierza opinii publicznej, wyjeżdżają do Francji. Niestety, czarne chmury II wojny światowej zagrożą małżeństwu Selvy.

Dlaczego kręcę nosem na powieść Kulin? Przede wszystkim z powodu przewidywalności. Gdy już zorientujemy się w losach głównych bohaterek, sam tytuł powieści wskazuje nam na jej zakończenie. Nie ma mowy o zaskoczeniu, nieprzewidywalności, a nieliczne zwroty akcji nie wnoszą niczego nowego do opowiadanej historii, co powoduje brak emocji u odbiorcy. Byłabym bardzo zaskoczona, gdyby finał utworu przebiegał według innego scenariusza. Ponadto kreacje bohaterów i otaczającej ich rzeczywistości wywodzą się z tysięcy książek i filmów z życia wyższych sfer – futra, rezydencje, a na wygnaniu oczywiście ubogie mieszkanko. Wszyscy Turcy to ludzie szlachetni, naziści są nijacy, Żydzi chwytają za serce. Próby pogłębienia portretu psychologicznego postaci podjęła autorka w przypadku Sabihy, ale skończyło się to na seansach u psychoanalityka, który wyjaśnia bohaterce przyczyny depresji. Kiedy śledziłam opisywane perypetie rodzinne, uparcie przychodził mi na myśl bollywoodzki hit Czasem słońce, czasem deszcz. Podobieństwo, zwłaszcza w portretowaniu postaci ojca i jego stosunku do dzieci, jest uderzające.

Nie oznacza to jednak, że książkę Kulin czyta się z przykrością. Akcja posuwa się do przodu w szybkim tempie, podczas lektury niedługich rozdziałów towarzyszymy nie tylko głównym bohaterkom, ale mamy również okazję prześledzić losy kilku postaci drugoplanowych i epizodycznych. Melodramatyczność utworu oraz głównie romansowa fabuła dla niektórych odbiorców może stanowić zaletę. Taki uładzony obraz rzeczywistości wojennej, nawet obozu koncentracyjnego, nie powoduje wprawdzie wstrząsu psychicznego, ale nie zakłóci też snu koszmarami. Książka jest wyraźnie skierowana do kobiecego odbiorcy i wprawdzie nie należy do literatury wybitnej, jednak może bez przeszkód wypełnić długie, jesienne wieczory.

Autor: Monika „Urshana” Kałążna

Wydawnictwo: Albatros A. Kuryłowicz
Tytuł oryginału: Nefes nefese/ Last Train to Istambu
Tłumaczenie: Dorota Dziewońska
Data wydania: 8 października 2010
ISBN: 978-83-7659-144-5
Oprawa: miękka ze skrzydełkami
Format: 140 x 200
Data wydania oryginału: 2002
Liczba stron: 408

This entry was posted on poniedziałek, Listopad 29th, 2010 and is filed under Recenzje. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.