Jack Vance? Zupełnie obcy mi pisarz, który nie tak dawno odżył dzięki wydawnictwu Solaris. Podkreślę to jeszcze raz, głośno i wyraźnie: Wojciech Sedeńko i spółka odwalają kawał dobrej roboty. Gdyby nie inicjatywy podejmowane przez wspomniane wydawnictwo, młode pokolenie czytelników nie miałoby możliwości poznania cyklu „Umierająca Ziemia”. Z kolei na osoby zorientowane w temacie czekałyby problemy natury stricte technicznej, gdyż o egzemplarz pierwszego wydania zbioru opowiadań „Umierająca Ziemia” z 1960 roku bardzo trudno. Dlatego zanim przejdziemy dalej, warto zapytać: ilu jeszcze autorów wypadałoby przypomnieć? W dobie wydawania pisarzy będących „na topie” zapewne wielu. Mam tylko nadzieję, że ich liczba będzie systematycznie malała.

Read the rest of this entry »

Kontynuacja „Upadłych” z pewnością nie zawiedzie czytelników, którzy polubili pierwszą część tej, na razie chyba, trylogii. Odważę się nawet napisać, że „Udręka” jest znacznie lepsza od „Upadłych”. Mniej tu ociężałości stylu i nieporadności w dialogach, które momentami były bardzo infantylne (a teraz infantylności jakby mniej). I nie tłumaczył tego fakt, iż „targetem” książki był/jest infantylny odbiorca, lub – po prostu – infantylni są główni bohaterowie. Styl był kiepski, ale to już przeszłość. Lauren Kate podszlifowała warsztat i pisze teraz sprawniej.

Read the rest of this entry »

„Cryptonomicon” to jedna z tych niewielu powieści, do których mogę wracać w nieskończoność z taką samą frajdą i zapałem. Kiedy prawie 8 lat temu przeczytałem ją pierwszy raz, zaraz po skończonej lekturze zacząłem czytać od nowa. Powieść ta nie jest w stanie mi się znudzić.

Wszystko to za sprawą stylu Neala Stephensona. Każdy rozdział to niemal perełka narracyjna. Roi się w tej powieści od doskonałych, charakterystycznych i zapadających w pamięć postaci, nawet jeśli część z nich jest epizodyczna (np. Chester i Pekka). Bohaterowie zatem to ogromny atut tej książki. Randy, Lawrence, Avi, Bobby, Goto Dengo, Enoch Root – to oni są, moim zdaniem, siłą fabuły. Do tego stopnia, że nawet epizodyczność niektórych wydarzeń z nimi całkowicie przesłania główną oś fabuły. Read the rest of this entry »

Do świata Babuni Jagódki po raz pierwszy mogliśmy zajrzeć w 1998 roku, za sprawą opowiadania „Kochał ją, że strach”. Cztery lata później do sprzedażny trafiły „Opowieści z Wilżyńskiej Doliny”, pierwszy zbiorek tekstów, który na dobre przeniósł nas w świat owej Doliny. Na nowe historie, zebrane w jednym tomie, czekać musieliśmy tym razem jednak osiem lat. Wcześniej zaś zapoznać można było się z dwoma opowiadaniami. Pierwsze z nich, „Po prostu jeszcze jedno polowanie na smoka”, pojawiło się w antologii „Księga smoków”¹, drugie – „Babie lato” – premierę miało w 28 numerze SFFiH². Ten drugi tekst spowodował, że zacząłem się zastanawiać, jak ten czas wpłynął na świat wiedźmy wykreowany przez Annę Brzezińską? Czy w ogóle wpłynął? A jeśli tak, to w jaki sposób? Teraz, już po lekturze całości, mogę powiedzieć, że zmiana nastąpiła. A czy na dobre? Ocenicie sami.

Read the rest of this entry »

Zaczynając, jak to ostatnio mamy w zwyczaju, od pogodowego raportu, muszę zaznaczyć, że coś w tym tygodniu aura za oknem nie potrafiła się zdecydować. Były mrozy, sypał śnieg, ale też, nie wiedzieć czemu, padał deszcz, a dziś przez pół dnia wszystko próbowało się rozpuścić. Na szczęście nie zdążyło. A kończący się właśnie tydzień, wbrew moim obawom, obfitował w kilka ciekawych zapowiedzi. Read the rest of this entry »

Jak powszechnie wiadomo, pisarze science fiction zajmują się wymyślaniem fantastycznych wizji dotyczących przyszłości, inwazji obcych, jak też wieloma innymi atrakcjami (albo wszystkim jednocześnie). Wiedział o tym doskonale Józef Stalin, który w roku 1946 zebrał w oddalonej od cywilizacji daczy grupkę radzieckich pisarzy sf i nakazał im wymyślić wiarygodny scenariusz inwazji obcych, który można by przedstawić mieszkańcom ZSRR jako autentyczne wydarzenia. Wszystko po to, by lud radziecki mógł się zjednoczyć wobec zagrożenia, gdy już pokonani zostaną wszyscy prawdziwi przeciwnicy. Po kilku miesiącach projekt został gwałtownie zamknięty, a pisarzom nakazano milczenie. Czterdzieści lat później jeden z autorów biorących udział w tym tajnym programie, Konstantyn Skworecki, odkrywa, że zmyślona opowieść o inwazji kosmitów nagle staje się rzeczywistością.

Read the rest of this entry »

Pisanie o ludziach zasłużonych dla szeroko rozumianej fantastyki nastręcza problemów. Czyż o wielkich tego gatunku nie powiedziano wszystkiego, co można było powiedzieć? W Polsce również nie brakuje pisarzy, których dokonania omawiano, modyfikowano i opisywano wielokrotnie. Wśród nich jest Janusz Zajdel, jeden z ojców science fiction oraz prekursor fantastyki socjologicznej, którego niniejszy zbiór tekstów postaram się zaprezentować. Dlaczego? Pozwólcie, że na to pytanie odpowie małżonka autora, Jadwiga Zajdel: „Bibliografia, którą sporządziłam, zawiera ponad osiemdziesiąt opowiadań. Od dawna niewznawiane, są warte przypomnienia – szczególnie młodszemu pokoleniu czytelników”.¹

Read the rest of this entry »

Z pewnością powieść ta nie zawiedzie czytelników, którzy wierzyli, że China Miéville nie jest więźniem tylko jednego wykreowanego świata i nie będzie go eksploatował w wielu kolejnych powieściach aż do znudzenia. „Miasto i Miasto” nie ma dzikiego, nieskrępowanego niczym rozmachu poprzednich powieści Mieville’a, akcja nie jest podporządkowana scenografii i nie ma już takiego przytłoczenia światem przedstawionym, jak w „Dworcu Perdido”.

Powieść nie odznacza się, na pozór, niczym oryginalnym. Fabuła dotyczy śledztwa w sprawie śmierci pewnej dziewczyny, które prowadzi inspektor policji miasta położonego gdzieś na południowym wschodzie Europy, na Bałkanach. Miasto jest dosyć niezwykłe. A właściwie są to dwa miasta, jakby „nałożone” na siebie dwa odrębne byty egzystujące na wyciągnięcie ręki a jednak – z powodu odrębności będące od siebie niewiarygodnie oddalone. Obywatele obydwu miast nie mogą zauważać siebie nawzajem. Od dzieciństwa uczeni są „przeoczania” (niedostrzegania rzeczywistości „po drugiej stronie ulicy”), a „nieprzeoczanie” grozi surowymi, budzącymi grozę sankcjami – spotkaniem z Przekroczeniówką, tajemniczą, wszechpotężną niemal służbą, zajmującą się utrzymywaniem dwóch istniejących bytów z dala od siebie.

Read the rest of this entry »

Jeśli spojrzeć na miniony tydzień pod kątem wariacji pogodowych, działo się i to sporo. Mróz chwycił, śnieg sypał niekiedy całymi dniami (i nocami), skutecznie utrudniając życie kierowcom. Dla niezmotoryzowanych oznaczało to marznięcie na przystankach, a później również tkwienie w korkach. Jednak mimo wyżej wymienionych trudności komunikacyjnych lubię, kiedy o tej porze roku jest biało. Skoro musi być zimno, niech przynajmniej będzie trochę ładniej, a biały puch niech na chwilę okryje zwykłą szarość. Czas jednak na cotygodniowe podsumowanie, a na tym polu o wiele mniej do przekazania niż w przypadku warunków pogodowych.

Read the rest of this entry »

Jestem pewna, że dawno, dawno temu, w czasach nastoletniej młodości czytałam przynajmniej część „Kronik Amberu”. Oczywiście wtedy nie istniało wydanie zbiorowe, a kolejne tomy przynosiłam z biblioteki, kiedy udało mi się je znaleźć na półce. Cóż z tego, skoro praktycznie nic z poprzedniego spotkania z utworami Zelaznego nie zapamiętałam? Owszem, imię Corwina – głównego bohatera, a jednocześnie narratora brzmiało dla mnie znajomo, tytuł drugiego tomu – „Karabiny Avalonu” – budził jakieś echa, sam Amber jako kraina i nazwa też spoczywał gdzieś na dnie pamięci, ale podobnie jak Corwin musiałam odzyskać pamięć, wspomnienia z podróży przez Cienie, do czego doskonałą okazję stworzył Zysk i S-ka, wznawiając w dwutomowym wydaniu całość cyklu. W tej chwili za mną tom pierwszy – zawierający tak zwane „Kroniki Corwina”, czyli pierwsze pięć powieści. Spotkanie okazało się bardzo udane, więc na pewno nie omieszkam sięgnąć po tom drugi.

Read the rest of this entry »