Jestem pewna, że dawno, dawno temu, w czasach nastoletniej młodości czytałam przynajmniej część „Kronik Amberu”. Oczywiście wtedy nie istniało wydanie zbiorowe, a kolejne tomy przynosiłam z biblioteki, kiedy udało mi się je znaleźć na półce. Cóż z tego, skoro praktycznie nic z poprzedniego spotkania z utworami Zelaznego nie zapamiętałam? Owszem, imię Corwina – głównego bohatera, a jednocześnie narratora brzmiało dla mnie znajomo, tytuł drugiego tomu – „Karabiny Avalonu” – budził jakieś echa, sam Amber jako kraina i nazwa też spoczywał gdzieś na dnie pamięci, ale podobnie jak Corwin musiałam odzyskać pamięć, wspomnienia z podróży przez Cienie, do czego doskonałą okazję stworzył Zysk i S-ka, wznawiając w dwutomowym wydaniu całość cyklu. W tej chwili za mną tom pierwszy – zawierający tak zwane „Kroniki Corwina”, czyli pierwsze pięć powieści. Spotkanie okazało się bardzo udane, więc na pewno nie omieszkam sięgnąć po tom drugi.

Ponieważ cykl Zelaznego należy do kanonu literatury fantastycznej, nie popełnię chyba wielkiej zbrodni, jeśli zdradzę kilka szczegółów fabularnych raczej powszechnie znanych. Mam zamiar odnieść się do wszystkich pięciu części, które znalazły się w wydaniu zbiorowym, więc pewne informacje mogą wypłynąć w sposób nieunikniony. Powieści te tworzą zresztą dość ściśle powiązaną całość i można je uznać raczej za kolejne odsłony jednego utworu. Jedyną wskazówką, która sygnalizuje ich odrębność, są streszczenia, które słyszymy z ust wybranej postaci, pojawiające się w późniejszych częściach. Przypominają one czytelnikowi, o co chodziło w poprzednich tomach cyklu. W wydaniu zbiorowym ten chwyt jest odrobinę drażniący, ale można nad nim przejść do porządku dziennego.

Zabieg, który zastosował Zelazny w pierwszym tomie, dziś należy do klasyki. Główny bohater, a jednocześnie narrator, budzi się w szpitalu. Nie pamięta, kim jest, ale ma poczucie zbliżającego się zagrożenia. Bezproblemowo radzi sobie z ucieczką, a jego celem jest oczywiście odkrycie własnej tożsamości. Jak się okazuje, otaczająca go rzeczywistość, która jest nam również doskonale znana i swojska, to nie jedyny istniejący świat, a sam bohater należy do królewskiego rodu, rządzącego w tajemniczym Amberze, centrum wszystkich światów, które są zaledwie jego odbiciami, cieniami. Posiada też dość liczną gromadę sióstr i braci, którzy mogą się okazać śmiertelnie niebezpieczni. Głównym wątkiem, prowadzącym nas przez wszystkie pięć powieści, jest walka o władzę, rywalizacja między rodzeństwem, a w przypadku Corwina odkrycie, kim tak naprawdę jest i czego pragnie.

Dzięki amnezji księcia Amberu czytelnik stopniowo wprowadzany jest w realia świata przedstawionego, wspólnie z nim odkrywa zaskakujące prawdy na temat jego działania, podobnie jak Corwin musi się też przekonać, kto z rodzeństwa okaże się sprzymierzeńcem, a kto wrogiem. Portrety bohaterów to mocna strona cyklu Zelaznego, każdy z rodzeństwa jest inny, a gdy już wyrobimy sobie na temat któregoś zdanie, nagła wolta zupełnie odmienia obraz i podobnie jak główny bohater musimy zmienić podejście. Co ciekawe, mimo że zabieg ten autor stosuje wielokrotnie, nie staje się on nudny, a odbiorca właściwie do samego końca nie wie, jakie zmiany w sojuszach, przyjaźniach i związkach go jeszcze zaskoczą.

Inną zaletą cyklu amerykańskiego pisarza jest sama koncepcja świata, której korzenie delikatnie sięgają zagadnień filozoficznych i ważnych wątków kulturowych. Mamy tu przecież platońskie dywagacje na temat rzeczywistości, jaką stanowi Amber, i jej odbić – cieni światów rzucanych przez państwo Oberona. Nasze początkowe wyobrażenia w stosunku do tego, co jest prawdą, a co zaledwie jej odbiciem, również stopniowo ulegają zmianie. Motyw ten zostaje wzmocniony przez lustrzane odbicia Amberu w postaci miast w wodzie i na niebie, które stanowią swego rodzaju wariację na jego temat, oraz mieszczącego się w nim Wzorca. Ponadto mamy odwieczną walkę dobra ze złem, w bardzo ciekawy sposób ujętą, a jednocześnie porządku z chaosem. Wędrówka bohatera w celu poznania siebie, zdolność do ofiary w imię obowiązku, bunt dzieci przeciwko rodzicom, żądza władzy, religijny kult istot uważanych za boskie – to tylko niektóre z obecnych w utworze motywów. Dodatkowo zostają one okraszone nawiązaniami do znanych tekstów kultury – przede wszystkim mitu arturiańskiego, a przez niego całej kultury rycerskiej (jeden z bohaterów – Ganelon, nosi imię postaci z „Pieśni o Rolandzie”), ale także do Szekspira (Oberon, Las Ardeński) czy tajemniczej talii kart tarota, w „Kronikach Amberu” wykorzystywanej do komunikacji. Mamy też dziwne bestie – gryfy, jednorożce, manticory oraz demony prosto z Dworców Chaosu. Wszystko to stanowi jednak swoistą wartość dodaną do podstawowego elementu, jakim jest ciekawie opowiedziana, trzymająca w napięciu historia.

Pierwszy tom Kronik Amberu – Dziewięciu książąt Amberu – ukazał się w 1970 r. I mimo, że minęło 40 lat, czyta się go nadal znakomicie. Co więcej, kolejne powieści trzymają poziom, a w moim odczuciu są nawet lepsze. Ich wielką zaletą są ciągłe zwroty akcji, zaskakujące odkrycia, niebanalne przesłanie. Ważną rolę odgrywają uczucia – miłość, nienawiść. Średniowieczny, baśniowy klimat pozwala nam oderwać się od rzeczywistości, a rywalizację o tron Amberu śledzimy z zapartym tchem. To kawał dobrej literatury, w pełni zasługujący na swe miejsce w kanonie.

Autor: Monika „Urshana” Kałążna”

Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Tytuł oryginału: Nine Princes in Amber, The Guns of Avalon, The Sign of the Unicorn, The Hand of Oberon, The Courts of Chaos
Tłumaczenie: Piotr W. Cholewa, Blanka Kluczborska
Data wydania: 16 lutego 2010
ISBN: 978-83-7506-250-2
Oprawa: miękka
Format: 155 x 235
Liczba stron: 636
Tom cyklu: 1

This entry was posted on piątek, Grudzień 3rd, 2010 and is filed under Recenzje. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.