Kontynuacja „Upadłych” z pewnością nie zawiedzie czytelników, którzy polubili pierwszą część tej, na razie chyba, trylogii. Odważę się nawet napisać, że „Udręka” jest znacznie lepsza od „Upadłych”. Mniej tu ociężałości stylu i nieporadności w dialogach, które momentami były bardzo infantylne (a teraz infantylności jakby mniej). I nie tłumaczył tego fakt, iż „targetem” książki był/jest infantylny odbiorca, lub – po prostu – infantylni są główni bohaterowie. Styl był kiepski, ale to już przeszłość. Lauren Kate podszlifowała warsztat i pisze teraz sprawniej.

Fabularnie jest jednak ubogo. Autorka powtórzyła w tej powieści schemat z „Upadłych”: Luce trafia do nowej szkoły, poznaje nowych przyjaciół, wrogów. Różnica jest taka, iż przestała być już nieświadomą swojego pochodzenia nastolatką, próbującą odnaleźć się w nowym świecie. Poza tym, oczywiście, ma „z górki”: łatwo się zaprzyjaźnia, znajduje przyjaciół wręcz od razu (bo przecież nie znajomych, to muszą być od razu przyjaciele i przyjaciółki „od serca” – wystarczy jedno spojrzenie, aby się rozpoznać w tłumie). Usprawiedliwiać to może tylko fakt, iż nowa szkoła nie jest taka zwyczajna jak poprzednia, a przynależność do wyobcowanej grupy rówieśników cementuje ich wzajemny związek i przyjaźń szybciej, niż w przypadku normalnych ludzi. Mimo że główna bohaterka więcej już wie na swój temat – i tak pozostaje niemal do końca dzieckiem błądzącym we mgle i manipulowanym przez inne siły (albo raczej: Siły) z łatwością (co nie świadczy o jej inteligencji najlepiej). Odkrywa także, że jej amant, loverboy, wielka miłość (zwijcie, jak chcecie), niezwykły Daniel, też nie jest z nią do końca szczery i – dla jej dobra, oczywiście – traktuje jak dziecko lub idiotkę (co przecież nie musi się wykluczać), ukrywając przed nią wiele rzeczy. Choć o wiele łatwiej byłoby po prostu powiedzieć ukochanej, dlaczego pewnych rzeczy ma nie robić, a na inne uważać. Nie wiązałoby się to – jak przekona się czytelnik pod koniec – z tym straszliwym, zbyt szybkim wyjaśnieniem przeznaczenia głównej bohaterki, na które jeszcze nie jest gotowa. Ale i wymagałoby od autorki znacznego skomplikowania fabuły, pewnego wspięcia się na wyższy poziom wyrafinowania. A Lauren Kate albo tego (jeszcze) nie potrafi, albo ta historia jest znacznie płytsza (nawet jak na paranormal), niż się wydaje. Lub też autorka boi się, że odwrócą się od niej fani pierwszej części, zrażeni zbytnim skomplikowaniem fabuły. Bo wówczas zabrakłoby także czasu i miejsca na najważniejsze elementy typu powieści: Wielkie Uczucia, takie jak Miłość, Nastoletnie Rozterki, Niepewność, Egzaltacja.

Bez tych składników nie może się obejść żaden paranormalny harlequin dla młodzieży. I w „Udręce” Lauren Kate nie zawiodła fanów gatunku. Powieść zatem kręci się wokół tytułowej udręki Luce – nie może przez 18 dni być ze swoim lubym. Najśmieszniejsze jest to, że ona nie wie, iż to tylko 18 dni, a luby z niezrozumiałych dla mnie – małego, marudnego czytelnika – względów nie raczył jej o tym powiedzieć. Co go powstrzymywało? Pojęcie o tym ma tylko autorka. Bo na pewno nie było to Przeznaczenie, Fatum, Los. Zatem udręczona jest tylko Luce, bo czeka na swego ukochanego, a ten objawia się jej od czasu do czasu – choć (uwaga!) zawarł sojusz, w ramach którego przez 18 dni miał się powstrzymać. Jego sojusznik też się jej objawia (Luce). I zaczyna się zabawa. Wiadomo: miłość tak wielka, że aż strach, gdyż wstrząsnęła Niebem, może się szybko czytelnikowi przejeść. Bo skoro ona taka wielka i nieśmiertelna, to co tu może jeszcze wywoływać dreszczyk emocji? Przecież nie te niewinne wzdechy i czułości. Potrzebna jest Rozterka. I tę zapewnia niby wróg-niby sojusznik Daniela. Ale nie jest jedynym amantem smalącym cholewki do Luce. Zatem Lucinda – jak każda zdrowa nastolatka – powinna być w siódmym niebie. Kochana Wielką, Nieśmiertelną Miłością ma jeszcze w zanadrzu (na wszelki wypadek) smalącego cholewki amanta – łajdaka (czyż tacy nie są bardziej pociągający od Rozmemłanych Romantyków?) i bardziej zwykłego, ale pewnego, solidnego Milesa. Zatem: dwóch samców alfa (z tym, że jeden zakochany romantycznie) i samiec beta. Zgadnijcie, który z nich skończyć może najgorzej? Odpowiedź w książce.

Autor: Roman Ochocki

Wydawnictwo: Mag
Tytuł oryginału: Torment
Tłumaczenie: Anna Studniarek
Data wydania: 10 listopada 2010
ISBN: 978-83-7480-185-0
Oprawa: twarda/miękka
Format: 135 x 202
Rok wydania oryginału: 2010
Liczba stron: 464
Tom cyklu: 2

This entry was posted on poniedziałek, Grudzień 20th, 2010 and is filed under Recenzje. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

One Response to “„Udręka” – Lauren Kate”

  1. Bardzo fajny tekst. Poprzednia część książki jest naprawdę dobra