Dla osób, które kupują bądź przeglądają czasopisma fantastyczne, większość autorów zagranicznych jest – mniej lub bardziej – rozpoznawalna. Dla całej reszty, czyli dużej części „fantastycznej” społeczności, pierwsze pozycje książkowe takich pisarzy to nieznane obszary literatury. Powiedzmy sobie szczerze – nawet z ekonomicznego punktu widzenia lepiej kupić jest książkę, a nie gazetę z paroma tekstami wątpliwej zazwyczaj jakości. Paolo Bacigalupi był już drukowany w takich czasopismach, ale na szczęście ktoś w końcu poszedł po rozum do głowy i z korzyścią dla leniwego (przeważnie) czytelnika zebrał jego teksty w jedną całość. „Nakręcana dziewczyna. Pompa numer sześć” to zbiorcze wydanie opowiadań i pierwszej powieści wyżej wspomnianego amerykańskiego autora.

Ogólnie rzecz ujmując, książka dzieli się na dwie części. Pierwsza, „Pompa numer sześć”, to opowiadania, teksty, które powstawały przez lata i tutaj zostały nam zaserwowane w jednym rzucie. Autor duży nacisk kładzie w nich na aspekty ekologiczne – zachodni krytycy tak też zaszufladkowali jego twórczość – ukazuje bowiem świat przyszłości, w którym zalewają nas fale ścieków, brakuje żywności, a życie jest niemożliwe bez modyfikacji genetycznych samych ludzi. Ponure wizje, jakimi pisarz raczy czytelników, wynikają z badań i spostrzeżeń, analizy otaczającego nas świata oraz zauważonych przez niego trendów. Faktycznie, jest coś w tym, co ukazuje nam Bacigalupi: problemy z żywnością, walka o rynek spożywczy już nie na poziomie dystrybucji, ale wcześniej, na etapie produkcji dóbr, ponieważ to może być największym problemem za kilka dekad. Chociaż ludzie mają się rozwijać intelektualnie, dążąc do długiego i komfortowego życia, pojawiają się kłopoty, m.in. przeludnienie, samotność, ból egzystencji. Sam rozwój może spowodować, że dojdziemy do ściany, od której odbijemy się jako gatunek i zaczniemy podążać z powrotem. W większości opowiadań wróży się postęp, ale za cenę utraty jakiejś części naszego człowieczeństwa. Nie ma tutaj w sumie żadnych pomysłów, z którymi nie mielibyśmy do czynienia w przeszłości, są to raczej ładnie odkurzone i podane w niezwykle przyjemniej formie zagadnienia sprzed lat. Paradoksalnie, najlepiej w tym zestawieniu prezentuje się tekst niefantastyczny, chociaż ujmą dla autora to być nie powinno.

Drugą częścią książki jest debiutancka powieść Bacigalupiego pod tytułem „Nakręcana dziewczyna”. Akcja toczy się w Królestwie Tajlandii, notabene autor studiował w Chinach i podróżował po południowo-wschodniej Azji, stąd pewnie jego fascynacja tym regionem. Mamy kilka wątków, jednym z nich jest tytułowa „dziewczyna”, Emiko, czyli Nowy Człowiek, wyhodowana sztucznie, odporna na choroby, sprawniejsza wersja człowieka. Przez zbiegi okoliczności znalazła się ona w Tajlandii, państwie które jako jedno z niewielu uchowało się przed plagami niszczącymi uprawy, doprowadzającymi do głodu ogromną część światowej populacji. Królestwo jest zamkniętym państwem, nieufnym w stosunku do technologii proponowanych przez konsorcja kaloryczne. Emiko jako jedna z nienaturalnych nowości nie ma lekko i żyje tylko dzięki swojemu właścicielowi, który zatrudnia ją w czymś w rodzaju przybytku rozkoszy. Obok swoimi torami toczy się wojna o władzę między liberalnym ministerstwem handlu, a konserwatywnym ministerstwem środowiska. To już nie jest konflikt w stylu literatury sprzed 50 lat, czyli kapitaliści vs. komuniści, tutaj raczej globaliści walczą o wpływy z antyglobalistami. Bardzo brudna to walka, po obu stronach zahaczająca momentami o fanatyzm. Historia osadzona w niezwykle barwnej scenerii Bangkoku porywa czytelnika nawet w większym stopniu niż opowiadania. Bardzo przyjazny styl autora sprawia, iż czas spędzony na lekturze upływa niepostrzeżenie – nie wiedzieć kiedy minęło pół dnia, a my liczymy przeczytane strony w setkach.

Pewnie wielu chciałoby przypisać twórczości Bacigalupiego przemycanie jakichś idei, głębię i drugie dno. Moim zdaniem to błąd. „Nakręcana dziewczyna. Pompa numer sześć.” jest przede wszystkim książką, przy której świetnie spędzimy czas, rozrywką z najwyższej literackiej półki i co do tego nie mam żadnych wątpliwości. Dopiero na drugim planie znajduje się to, że autor chciał nam na coś zwrócić uwagę, ale spokojnie, przekaz nikomu nie umknie. Jako że nie ma w tych tekstach jakiejś zadufanej ideologii i bezkrytycznego popierania jednej frakcji, sympatycy ekologii znajdą tutaj potwierdzenie swoich racji co do stopniowego niszczenia środowiska i naszego wpływu na ten stan rzeczy. Ich przeciwnicy zaś w drugoplanowej postaci Gibbonsa odkryją prawdziwą ludzką naturę i kierunek ewolucji homo sapiens. Dostarczy to mnóstwa tematów do dyskusji, a co za tym idzie, kolejnej dawki zabawy. Kończąc, mam nadzieję, że tak świetna książka na początek roku zwiastuje nie tylko udane najbliższe 12 miesięcy, ale i kapitalną dekadę literatury, a zawirowania z podatkami odejdą przy tym w niepamięć.

Autor: Piotr Młynek

Wydawnictwo: Mag
Tytuł oryginału: Pump six. The Windup Girl
Tłumaczenie: Wojciech Próchniewicz
Data wydania: 12 stycznia 2011
ISBN: 978-83-7480- 193-5
Oprawa: twarda
Format: 135 x 202
Rok wydania oryginału: 2008/2009
Liczba stron: 720
Seria: Uczta Wyobraźni

This entry was posted on środa, Styczeń 5th, 2011 and is filed under Recenzje. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.