Poul Anderson, pisarz, do którego z pewnością będę wracał stale. Autor wielokrotnie wyróżniany, uznawany za jednego z największych twórców fantastyki. Choć kojarzę go głównie z powieściami science fiction, to przygodę z nim zaczynałem od Conana buntownika, historii o „barbarzyńskim awanturniku o herkulesowej sile i szlachetnym sercu”, torującym sobie drogę do akwilońskiego tronu. Tylko pomyślcie. Jak wielki musiał posiadać ten autor talent, aby nic z niego nie stracić na przestrzeni pięćdziesięciu lat. Nie wierzycie? Zapraszam do zapoznania się z powieściami napisanymi odpowiednio w 2000 i 1954 roku.

„Genesis”

Dokąd zmierzamy? Co jest celem naszej egzystencji? Prędzej czy później każdy staje wobec takich pytań i każdy – świadomie bądź nie – poszukuje na nie odpowiedzi. Taka jest natura człowieka. Tego typu zagadnienia towarzyszyły ludzkości od początku i prawdopodobnie będą towarzyszyć nadal. Są obecne w religii, polityce, w książkach, filmach. Od tych pytań nie sposób uciec, są nie mniej natarczywe od nas. Jednakże choćbyśmy nie wiem jak pragnęli, odpowiedzi nie będą oryginalne. Owszem, każda pod pewnym kątem będzie indywidualna, choć sprawiedliwiej byłoby powiedzieć „zmodyfikowana”, gdyż będzie pochodzić z tego samego źródła. Ku czemu bowiem dąży każda jednostka? Ku przetrwaniu. Do tego zmierza człowiek, odkąd nauczył się posługiwać ogniem i właśnie ten cel będzie przyświecał podróżom w kosmos.

Tak wygląda dzisiejsza rzeczywistość. Procesem, który ukształtował dzisiejszą istotę ludzką – podobnie jak i wszystkie pozostałe stworzenia – jest ewolucja/rozwój (oba te pojęcia są stosowane przez Poula Andersona wymiennie). To za ich sprawą możemy mówić chociażby o instynkcie przetrwania i instynkcie macierzyńskim. Ewolucja, stała i niezmienna, była początkiem wszystkiego. „Genesis” jest poświęcona właśnie owym procesom. Powieść nie jest jednak suchym zestawieniem zmian zachodzących w biologii, lecz próbą odpowiedzenia na jeszcze jedno pytanie: czy nieustanna ewolucja/rozwój jest wskazana?

Celem jasnego przedstawienia odmiennych spojrzeń na wspomniane zagadnienie Poul Anderson kreuje dwóch antagonistycznych bohaterów. Spotykamy zatem Gaję, buntowniczą sztuczną inteligencje Ziemi, dążącą do zagłady ludzkości oraz SI Wędrowca, w której bytuje świadomość astronauty, Christiana Brannocka, pragnącego człowieka ocalić. Oboje stanowią części składowe „galaktycznego mózgu”. Za sprawą ich dyskusji powieść staje się de facto ciągiem argumentów – ukazywanych poprzez mniejsze lub większe opowieści – za jedną bądź drugą stroną. Wszystko podporządkowane zostaje sformułowaniu ostatecznej odpowiedzi o przyszłość rodzaju ludzkiego.

Dlaczego doszło do tak ważnego sporu? Janusz Zajdel w opowiadaniu „Ekstrapolowany koniec świata” przestrzegał przed niekontrolowanym rozwojem człowieka. „Postęp jest ogromną, żywiołową siłą, której nic nie jest w stanie zahamować. W tym właśnie tkwi cała tragedia ludzkości! Raz puszczona przez człowieka w ruch machina postępu musi działać, aż do momentu, w którym człowiek wkręcony w jej tryby straci panowanie nad światem i ulegnie…” – pisał autor. Podobną wizję roztacza przed czytelnikami Poul Anderson w „Genesis”. Sztuczna inteligencja, stworzona w celu poprawy warunków życia człowieka, wymyka się spod kontroli i zaczyna samodzielnie funkcjonować. Z uwagi na unikalność „wolno myślącego życia” we wszechświecie przystępuje do zapewnienia rodzajowi ludzkiemu całkowitego, totalnego bezpieczeństwa. W swojej mądrości pragnie przeobrazić rzeczywistość ukształtowaną przez człowieka w świat pozbawiony wojen, głodu, nieprawości, wszystkiego co złe. Stworzyć coś na wzór „matrixa” braci Wachowskich, gdzie ludzkość żyłaby szczęśliwie pod czujnym okiem sztucznej inteligencji kosmosu. Zamysłom „galaktycznego mózgu” przeciwstawia się wspomniana Gaja, otwarcie głosząca koniec wolności człowieka, jeżeli powstanie ów lepszy świat. W swoich planach postanawia zniszczyć rodzaj ludzki i tym samym pokrzyżować plany drugiej strony.

„Genesis” to próba skonfrontowania dwóch sposobów (?) na życie i wybrania tego najwłaściwszego. Poul Anderson nie przypisuje jednak sobie roli eksperta, ile raczej prowodyra dyskusji i obserwatora wydarzeń. Decyzję pozostawia nam, czytelnikom.

„Olśnienie”

„Olśnienie” to historia Ziemi, której mieszkańcy – nie tylko ludzie, ale wszystkie stworzenia myślące – z dnia na dzień stali się niewyobrażalnie mądrzejsi. Iloraz inteligencji każdej istoty obdarzonej mózgiem wzrósł kilkakrotnie. Najlepiej znoszącymi zmianę okazują się naukowcy silni duchem i już pierwotnie o dużym ilorazie inteligencji. W powieści owe jednostki pełnią rolę nie tyle przewodników po nowym świecie – ciężko mówić o przewodnikach, gdy wszystko wokół ulega rozpadowi – co świadków zniszczenia, upadku rasy ludzkiej.

Poul Anderson oczyma naukowców odpowiada na pytanie: do czego może doprowadzić zbyt duża wiedza o otaczającym nas świecie. Wyobraźcie sobie społeczeństwo, w którym do wszystkich – począwszy od powiedzmy windziarzy po inżynierów – zaczyna docierać bezsens wykonywanych przez nich zadań. Ludzi, dla których pieniądz zupełnie traci na wartości w obliczu ogromu wszechświata. Nauczyciela nie widzącego potrzeby nauczania skoro i tak wszyscy kiedyś umrą, czy artystę nie znajdującego pocieszenia w swoich dziełach. Oto świat po przejściach, a właściwie po wyjściu ze strumienia pola magnetycznego blokującego rozwój inteligencji.

Widząc skutki zmiany opisanej przez Poula Andersona nie sposób nie zadać kolejnego pytania: czy nadmierna inteligencja może zwrócić ludzkość w stronę barbarzyństwa? Wszystko, co ludzkie przestaje być nam obce. Człowiek osiąga umysłową doskonałość i tym samym traci cel w życiu. Wiążące go do tej pory hasła – ekonomia, polityka, narodowość, moralność – przestają prezentować jakiekolwiek znaczenia, bledną w obliczu potęgi ludzkiego umysłu.

W „Olśnieniu” Poul Anderson także ostrzega przed niepohamowanym rozwojem, lecz tym razem rozwojem umysłu. Kartezjańskie: „Jestem człowiekiem i nic co ludzkie nie jest mi obce”, zestawione z ową powieścią nabiera nowego wydźwięki i stanowi być może zapowiedź nadchodzących zmian.

Niewątpliwie „Genesis” i „Olśnienie” zasługują na uwagę. Dobrze się też stało, że obie powieści zostały wydane w jednym tomie, gdyż tematy przez nie poruszane są do siebie bardzo zbliżone. Można nawet powiedzieć, że wzajemnie się uzupełniają. Poul Anderson centrum swojego zainteresowania uczynił tym razem człowieka i jego dążenie do doskonałości. Doskonałości będącej nie tyle ostatecznym celem, ile środkiem ku przetrwaniu.

Autor: Sylwester „Sharin” Kozdroj

Wydawnictwo: Solaris
Tytuł oryginału: Genesis. Brain Waves
Tłumaczenie: Martyna Plisenko
Data wydania: 16 listopada 2010
ISBN: 978-83-7590-055-2
Oprawa: twarda
Format: 130 x 200
Rok wydania oryginału: 2000/1954
Liczba stron: 400
Seria: Klasyka SF

This entry was posted on poniedziałek, Styczeń 17th, 2011 and is filed under Recenzje. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.