Polska edycja Fantasy ​& Science Fiction od początku swego istnienia nie miała szczęścia, zwłaszcza jeśli chodzi o terminy i dystrybucję. Spory poślizg przy drugim numerze, niechęć Empiku do wykładania egzemplarzy na półki w salonach – a jeśli cudem się pojawiły, to w niewielkiej ilości. Trzeci numer tak naprawdę ukazał się w momencie, gdy powinniśmy dostać czwarty.

Jak widać, kwartalnik nie miał idealnego, wymarzonego startu, jednak nie jest moim zamiarem wbijać szpilę redakcji. Zdarzyło się? Trudno. Ważne, aby wyciągnięto wnioski z popełnionych błędów i następne numery ukazywały się już w odpowiednich odstępach czasu (może nawet uda się w przyszłym roku wypuścić na rynek nie cztery, a pięć?).  Zastanawiałem się, jaką formę powinno przybrać to omówienie. Czy warto wracać do przeszłości? Przypomnieć zawartość wydania zimowego i wiosennego?  A może skupić się na najświeższym?  Najlepiej chyba będzie przy okazji najnowszego numeru, jeśli zaistnieje taka konieczność, wspomnieć o tekstach z poprzednich. Problem to na szczęście jednorazowy, gdyż następne omówienie nie będzie obejmowało trzech, a jeden numer.

W pierwszym letnim wydaniu F&SF znajdziemy siedem opowiadań. Sześć z nich to teksty zagranicznych autorów, a ten jeden rodzynek – debiutanckie opowiadanie Leny Szuster, zatytułowane „Mgielnica”. Zapewne wiele osób zastanawiało się, jaki poziom będą prezentowały prace rodzimych autorów – czy dadzą sobie radę w towarzystwie takich sław jak VanderMeer, Harrison, Shepard, Le Guin, Martin czy Ford? Lena Szuster dała. Ba! Nawet więcej niż dała, jej opowiadanie zaliczam do grona najlepszych tego numeru. Pięknie napisany tekst o dorastaniu. Były takie momenty gdy zatapiałem się w nim, zupełnie zapominając o rzeczywistości. Jest to sztuka przy krótkie formie niełatwa, ale, jak widać, możliwa. A co dla mnie nie mniej ważne, Michał Cetnarowski, który jest redaktorem działu prozy polskiej, potwierdza już po raz kolejny, że ma nosa do świetnych tekstów. Poprzeczkę sobie i autorom zawiesił wysoko. Drugim opowiadaniem kandydującym do miana tego „naj-mi-się” numeru, jest „Wybrzeże Samobójców” M. Johna Harrisona, a to głównie za sprawą ostatniego akapitu, po lekturze którego cały dotychczasowy obraz zostaje odwrócony o 180 stopni. Nie jest to nic nowatorskiego, takie chwyty były stosowane już nie raz, ale sposób w jaki autor zilustrował relacje między życiem wirtualnym a realnym, wzbudziło mój zachwyt.

Tuż zaraz za tą dwójka cały peleton. A w nim: „Arkospływ” Carolyn Ives Gilman, „W raju” Bruce’a Sterlinga, „Mengele” Luciusa Sheparda i „Naprawianie Hanovera” Jeffa VanderMeera. Cały zbiór tekstów bardzo dobrych, którym zabrakło naprawdę niewiele, by mogły rywalizować z tymi „naj-mi-się”. VanderMeer swoim odpowiadaniem przywrócił mi wiarę w jego prozę. Po niezbyt udanym spotkaniu z „Podziemiami Veniss” teraz czuję, że może jednak się polubimy. Niewiele też brakowało opowiadaniu „Arkospływow” Carolyn Ives Gilman. Pomysł na setting ciekawy i co ważne, sprawnie zaprezentowany w tekście. Gorzej z samą fabułą i bohaterami, tu zabrakło jednak czegoś nowego, co przykułoby uwagę na dłużej. W przypadku „W raju” Sterlinga trudno powiedzieć, co konkretnie mi się nie spodobało, wszystkie elementy wydają się być na miejscu, wykonanie też nie szwankuje. „Mengele” zaś Sheparda miało w sobie ogromny potencjał, ale odniosłem wrażenie, że autor niepotrzebnie zdradza za pomocą tytułu tożsamość jednej postaci.

Nie mogę powiedzieć, że „Wielce starożytny miecz elficki” Jima Aikina znalazł się w tym numerze tylko po to, by zapełnić miejsce. Trudno bowiem uwierzyć, żeby redakcja jakiegokolwiek czasopisma wybierała tekst tylko po to, aby zapełnić miejsce. Zapewne coś zobaczyli w tym opowiadaniu. Może reprezentuje ono nowy/powracający trend w zachodniej fantastyce? Może ma jakąś ukrytą głębi? Może się im spodobało. Ja niestety niczego – poza błahą historyjką – w nim nie dostrzegam. Jest, więc przeczytałem. Podobnie jak „Kości olbrzymów” Yoon Ha Lee z wiosennej edycji, nie przemówił do mnie. Zapomnieć.

Po prozie nadszedł czas na publicystykę. Narzekać nie można, może poza dwoma wyjątkami. Dział jak zwykle otwiera wywiad; tym razem padło na wspominanego już wcześniej Luciusa Sheparda. Konrad Walewski znów stanął na wysokości zadania i przeprowadził naprawdę interesującą rozmowę. Dotychczas tylko wywiad ze Stephensonem mu nie wyszedł. W dziale „Felietony i eseje” skład autorów pozostał bez zmian. Crowley ciągnie swoje „Małe lekcje mistrzów”, niestety, mimo że od pierwszego numeru forma tekstów odrobinę ewoluuje, w dalszym ciągu po lekturze czuć pewien niedosyt. To samo dotyczy tekstów Paula Di Filippo, nie mogę przekonać się do formy, którą przyjął. Możliwe, że dla odbiorców w Stanach są one bardziej czytelne. Łukasz Orbitowski kontynuuje, jak zwykle w dobrym stylu, opowieści o kolejnych lekturach, a Jeff VanderMeer przygotował specjalnie dla polskich czytelników listę czterech autorów, na których powinniśmy zwrócić uwagę. Gościem jest tym razem Gordon Van Gelder, opowiadający o historii amerykańskiej edycji, o przenikaniu się, a może raczej możliwości zatarcia granicy między SF a głównym nurtem. W dziale recenzenckim Agnieszka Haska omawia „W poszukiwaniu Jake’a i inne opowiadania” Chiny Miéville’a, Michał Cetnarowski bierze na warsztat „Chochoły” Wita Szostaka i „Wieczny Grunwald” Szczepana Twardocha, a Konrad Walewski recenzuje „Lunatyczną krainę” Mia Couto. Na koniec warto zajrzeć do „Za nim u nas”, gdzie możemy poczytać o „The Taborin Scale…” Sheparda, zaś w „Perłach odnalezionych” przybliżona zostaje nam książka „Prawdziwa historia Morgan le Fay i Rycerzy Okrągłego Stołu” Krystyny Kwiatkowskiej.

Letni numer trzyma poziom swoich poprzedników, bardzo mocny dział prozy, do tego pierwsze polskie opowiadanie na wysokim poziomie. Trochę gorzej z publicystyką, ale tak naprawdę nie ma na co narzekać, próżno szukać podobnych tekstów gdzie indziej. Może jedynie Czas Fantastyki przynosi wraz z kolejnymi numerami równie wiele czytelniczej frajdy, tyle że na trochę innej płaszczyźnie. Zdecydowanie warto sięgnąć i trzymać kciuki za następne numery – oby było ich jak najwięcej.

Autor: Łukasz „Maeg” Najda

This entry was posted on wtorek, Luty 15th, 2011 and is filed under Prasa. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

One Response to “Fantasy & Science Fiction nr 3 Lato 2010”

  1. […] i omówienie FSF3 przez Łukasza Najdę na Zaginionej Bibliotece […]