„Szklany dom” jest drugą wydaną w Polsce powieścią Charlesa Strossa, angielskiego autora science fiction. Miejmy nadzieję, że nie ostatnią, o ile bowiem wydane w serii Uczta Wyobraźni „Accelerando” ma pewne wady natury, nazwijmy to, technicznej (o czym będzie jeszcze mowa dalej), o tyle „Szklany dom” jest ich pozbawiony i jest powieścią zdecydowanie lepszą, chociaż operującą na nieco innej płaszczyźnie.

Pomysł wyjściowy to wariant dosyć popularnego motywu amnezji głównego bohatera – w fantastyce jednym z najbardziej znanych przykładów jest zapewne cykl „Amber” Rogera Zelaznego. Poznajemy więc narratora, Robina, który z nieznanych czytelnikowi (z początku) powodów poddał się operacji czyszczenia pamięci i pozbawiony wiedzy o własnej przeszłości przebywa w klinice rehabilitacyjnej. Dostaje propozycję udziału w specyficznym socjologicznym eksperymencie: oto w orbitujących wokół brązowych karłów walcowatych habitatach zostaje odtworzone ludzkie społeczeństwo z lat 1950 – 2040, z tzw. „ciemnych wieków” sprzed nadejścia technologicznej osobliwości. Uczestnicy eksperymentu są dobierani właśnie spośród pacjentów kliniki rehabilitacyjnej. Ponieważ Robinowi grozi niebezpieczeństwo ze strony nieznanych wrogów, którzy mają z nim na pieńku jeszcze od czasów sprzed operacji, decyduje się wziąć udział w eksperymencie i trafia do symulowanej społeczności jako kobieta o imieniu Reeve.

Podstawową różnica między „Accelerando” a „Szklanym domem” jest obecność fabuły. „Accelerando”, przy całej wielkości i genialności wizji technologicznej, cierpiało na poważne niedostatki fabularne; akcja utworu nie należała ani do specjalnie interesujących, ani odkrywczych, ani porywających. „Szklany dom” stanowi niejako przeciwieństwo „Accelerando”. O ile w poprzedniej książce nacisk został położony na wizję przyszłości, o tyle w „Szklanym domu”- na przedstawienie pewnej historii. Pod względem konstrukcji świata obie powieści eksplorują koncepcje transhumanizmu i nadejścia technologicznej osobliwości, wywodzące się w prostej linii z poglądów Raya Kurzweila – przy czym „Accelerando” skupia się na samym nadejściu osobliwości i jej konsekwencjach, „Szklany dom” zaś wprowadza nas w świat, w którym osobliwość nadeszła już dawno temu i ten aspekt rzeczywistości jest przesunięty zdecydowanie na dalszy plan. O postludzkim społeczeństwie zamieszkującym galaktykę nie dowiadujemy się zbyt wiele, tylko tyle, ile potrzebne do wyjaśnienia psychologiczno – sensacyjnej fabuły

I to właśnie ten element jest najmocniejszą częścią „Szklanego domu”. Fabuła jest prosta, ale bardzo wyrazista i wciągająca, mamy kilka świetnie poprowadzonych wątków splatających się w spójną całość i prowadzących w kierunku, który czytelnikowi ciężko przewidzieć. To sprawia, że powieść wciąga i ciężko jest się od niej oderwać. Nie ma tu wprawdzie jakichś bardzo nowatorskich czy nadzwyczaj zaskakujących rozwiązań, ale nie jest to w tym wypadku wada. Stross kreśli interesujące portrety psychologiczne głównych bohaterów, a ich wzajemne relacje, odmienne od standardowego ujęcia, stanowią jeden z ważniejszych i bardziej interesujących wątków książki. Ich wzajemne kontakty, jak też próby odnalezienia się w nowej, sztucznej rzeczywistości odtwarzającej przełomy zapomnianych dawno wieków XX i XXI sprawiają, iż „Szklany dom” nabiera cech thrillera psychologicznego. Co jest jak najbardziej kolejną zaletą. Zadowalające jest też zakończenie, najwrażliwszy punkt każdej historii; nie nazwałbym go genialnym, ale Stross zręcznie wymknął się zbyt banalnemu rozwiązaniu.

Ciekawą i rzucającą się w oczy kwestią jest obserwacja Strossa, która stanowi niejako teoretyczną podbudowę eksperymentu. Otóż sztuczna społeczność zostaje stworzona, aby odtworzyć i zbadać ludzkie społeczeństwo z przełomu wieków, o którym nie zachowało się wiele danych. Nie zachowały się, ponieważ w tym okresie ludzie zapisywali informacje na nietrwałych cyfrowych nośnikach, które nie przetrwały próby czasu; zmieniło się to dopiero później, wraz z udoskonaleniem metody zapisu na diamentowych kryształach, a okres przejściowy utonął w niepamięci. Wątek ten kojarzy mi się silnie z „Pamiętnikiem znalezionym w wannie” Lema, aczkolwiek ciężko powiedzieć, czy zachodzi tu faktyczna inspiracja, czy tylko pewne luźne podobieństwo koncepcji.

Znajduję w „Szklanym domu” jedną rzecz, która naprawdę mi przeszkadzała, a jest nią ciągłe używanie narracji w czasie teraźniejszym. To kwestia mocno subiektywna, dla kogoś innego wcale nie musi być problemem, mnie jednak czas teraźniejszy skutecznie zabijał część przyjemności z lektury. Stross, co można było już zauważyć przy „Accelerando”, nie jest językowo żadną miarą geniuszem, jednak pisze na tyle sprawnie, że potrafi zainteresować czytelnika i przekazać to, co chce, w łatwo przyswajalnej formie. Trzeba jednak przyznać, że na płaszczyźnie językowej „Szklany dom” wypada najsłabiej.

„Szklany dom” to udana powieść science fiction, osadzona mocno we współczesnych przewidywaniach na temat przyszłości, zapewniająca solidną porcję rozrywki. Nie jest to wizjonerska książka w rodzaju „Accelerando”, nie jest też nadzwyczaj odkrywcza (ale wtórna też nie), nie taki jest jednak jej cel. To przede wszystkim bardzo dobry transhumanistyczny thriller psychologiczny, który pozwala oderwać się od rzeczywistości i spędzić trochę czasu w habitacie krążącym wokół brązowego karła, daleko, daleko od Ziemi.

Autor: Eryk „Kennedy” Maciejowski

Wydawnictwo: Mag
Tytuł oryginału: Glasshouse
Tłumaczenie: Wojciech Próchniewicz
Data wydania: 18 marca 2010
ISBN: 978-83-7480-202-4
Oprawa: miękka
Format: 125 x 195
Rok wydania oryginału: 2006
Liczba stron: 432

This entry was posted on środa, Marzec 16th, 2011 and is filed under Recenzje. You can follow any responses to this entry through the RSS 2.0 feed. Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.