Przezwyciężając pewną ociężałość i okołoświąteczne lenistwo, czas na kolejny wpis. Na samym początku wypada podzielić się informacją jaką podała stacja HBO, czyli o planowym drugim sezonie serialu “Gry o tron”. A w tym tygodniu poza tą elektryzującą fanów prozy Georga’a Martina wiadomością, nominacje do nagrody im. Żuławskiego, trochę nowych wieści wyłapanych z forum Maga oraz parę słów o nowej antologii w Runie planowanej na maj. Zapraszam.
Autora tej powieści znamy już w Polsce za sprawą wyśmienitego „Ślepowidzenia”. Ta wybitna powieść, która właśnie doczekała się u nas wznowienia, stanowi połączenie doskonałego, pisarskiego stylu, mnóstwa pomysłów, daje pole do intelektualnego masażu mózgu, jest kopalnią filozoficznych interpretacji, pytań, stanowi literacki poligon doświadczalny, na którym ścierają się filozoficzne interpretacje z naukowym konceptem, dotykając problemów świadomości, empatii, granic poznania. Rasowa science fiction. Dla mnie: arcydzieło.
W świecie literatury fantastycznej na dobrą sprawę dzieje się niewiele, choć może to złudzenie spowodowane gorączką związaną z zbliżającą się premierą pierwszego odcinka „Gry o tron”? Niewykluczone. A o czym w tym tygodniu? Trochę o zapowiedziach Maga i Solarisu, coś o kolejnej ekranizacji i jedno (nie fantastyczne) opowiadanie. A dokładniej tekst Wawrzyńca Podrzuckiego, który autor udostępnił na swoim blogu. Read the rest of this entry »
Jak to dobrze, że wydawnictwa od czasu do czasu wznawiają wydane przez siebie książki. Daje to szansę spóźnionym czytelnikom natknąć się na utwór, który sprawi im wiele przyjemności. Tak było ze mną i serią o Fedrze nó Delaunay autorstwa Jacqueline Carey. W skład trylogii wchodzą „Strzała Kusziela”, „Wybranka Kusziela” i „Wcielenie Kusziela”. Całość została wznowiona w związku z wydaniem przez Mag kolejnego utworu rozgrywającego się w opisywanym przez amerykańską autorkę świecie. Swoją przygodę rozpoczęłam oczywiście od „Strzały Kusziela” i od pierwszej strony utonęłam w opowieści.
Kilka interesujących premier książek i nowe wieści od wydawnictwa Ars Machina – tak skrótowo można scharakteryzować miniony już tydzień. Poza tym niewiele znajdzie się innych informacji, którymi można by się podzielić. Premiery standardowo zostawiając na koniec, należy zacząć od zapowiedzi lubelskiego wydawnictwa, które ratują dzisiejszy wpis.
Jeff VanderMeer to twórca, którego największym atutem jest wyobraźnia. Przekonałem się o tym podczas lektury „Podziemi Veniss” oraz „Miasta szaleńców i świętych”, kiedy to miałem okazję podziwiać siłę słów pisarza. Stroniąc od utartych szlaków, posługując się prawdziwie malowniczymi opisami świata, stworzył wówczas niezwykłą mieszankę gatunków. Mozaikę wielobarwną i fascynującą.
Jak w poprzednim tygodniu najważniejszym jego newsem był konwent Pyrkon, tak w tym jest nią wizyta Jeffa VanderMeera w Polsce. Która nota bene jeszcze trwa, jutro będzie mieć miejsce jej ostatni dzień. Około godziny 07:00 autor będzie gościem programu „Kawa czy herbata” TVP 1, później o 14:00 weźmie udział w widoeczacie Wirtualnej Polski. Poza tym jednym głośnym wydarzeniem, w tym tygodniu niewiele znajdziemy innych równie interesujących informacji.
W 2010 r. MAG wydał powieść Brandona Sandersona, którą, nie ukrywam, zamierzałem ignorować. Za twórczością pisarza, oględnie mówiąc, nie przepadałem za sprawą „Elantris” i „Z mgły zrodzonego”. Do tego jeszcze „Siewca wojny” posiada okładkę, która również sprawiła, że po poprzednich doświadczeniach, miałem co do powieści niezbyt wygórowane oczekiwania. I pewnie w ogóle bym jej nie przeczytał do dziś, gdyby nie recenzja Adama „Tigany” Szymonowicza w serwisie Katedra. Po ostatnich spotkaniach z fantasy (Wiera Szkolnikowa, Brent Weeks) byłem już nieco zniechęcony i przekonany, że w tym gatunku muszą mi wystarczyć tylko mistrzowie ciągnący swoje cykle (Erikson, Martin). Kiedy jednak zacząłem czytać „Siewcę wojny”, pierwszą poważną reakcją związaną z lekturą było „o, rety”.

















